Lata powyżej zera - Anna Cieplak


DOKOŁA ZERA


Po „Lata powyżej zera” sięgnąłem właściwie tylko i wyłącznie z sentymentu, jako, że nie przepadam za polskimi autorami (ani tym bardziej ich obyczajowymi czy autobiograficznymi dokonaniami). O jakim sentymencie mówię? Tak, jak autorka, pochodzę z rocznika 88., co więcej jej powieść traktować miała o czasach nastoletniości, o ówczesnych popkulturowych miłościach, zjawiskach i wydarzeniach. Czegoś takiego nie mogłem sobie darować. I nie żałuję, bo otrzymałem dobrą książkę, choć pozycja ta miała zadatki na coś o wiele większego.


Przełom XX i XXI wieku, na pograniczu Zagłębia i Śląska, w tej dziwnej krainie zwanej Polska żyje zwyczajna nastolatka. Dziewczyna jakich wiele, narzekająca na życie, wciąż nie potrafiąca wyrosnąć z dziecięcych pasji. Końcem niewinności stają się ataki z 11 września, tak odległe i bliskie zarazem, początek tego procesu sięga jednak nieco dalej w przeszłość, do dnia, kiedy w ręce dziewczyny wpada „Kinematografia” Paktofoniki. Coś innego, coś, co było na ustach rówieśników. Coś świeżego, co natknęło ją do wyrzucenia starych kaset z boysbandami i innymi kiepskimi zespołami pokroju Ich Troje i wejście na dojrzalszą ścieżkę…


Powrót do czasów VHS, walkmanów, początków kariery Putina, samobójstwa Magika, utraty niewinności i szarego uczniowskiego życia. Sentyment za szkolnymi czasami i rozliczenie z okresem, który już przeminął, ale wciąż pozostaje żywy gdzieś w sercu i umyśle. Tym właśnie są „Lata poniżej zera”. Manifestem pewnego pokolenia – ale nie do końca. Ja sam, choć moja nastoletniość przypadła na dokładnie te same lata, nie podzielałem nigdy zainteresowań autorki. nie słuchałem Ich Troje, ani tym bardziej reszty wymienianych przez nią zespołów – nie słuchałem też Paktofoniki. Właściwie nikt z moich rówieśników się tym nie interesował, nawet jeśli lubił rap: ja sięgałem po reggae i punk, znajomi mieli Metallicę, Nirvanę (plus wulgarne „covery” znanych przebojów). Trochę więc to, co opisuje Anna Cieplak, rozmija się z moimi doświadczeniami. Nie mniej całość jest ciekawa, dobrze, bo w ciętym stylu, napisana, nieprzesadnie sentymentalna, nieidealizująca ani czasów, ani wieku, szczera i szybka w odbiorze.


Co jednak mogę zarzucić to to, że dobry manifest pokolenia powinien wykraczać daleko poza granice własnej generacji. Przekonali o tym jakże liczni autorzy, giganci literatury. Wystarczy wziąć genialny „Fight Club” Chucka Palahniuka, który poprzez pryzmat pokolenia ówczesnych dwudziestokilkulatków pokazał nie tylko wiwisekcję całej ludzkości, skupiając się na cechach wspólnych dla wszystkich pokoleń, ale przede wszystkim zbadał kondycję świata na wielu różnych polach – i analiza ta po dziś dzień pozostaje aktualna i przejmująca. Cieplak nie ma takich ambicji, spod jej ręki wyszła stosunkowo prosta książka, której siłą są odwołania do wspomnień i doświadczeń obecnych trzydziestolatków. Nie jest więc ponadczasowa, a to jednak spory zarzut, z drugiej strony jako lektura dla przedstawicieli tej właśnie generacji sprawdza się naprawdę znakomicie. Innym pokoleniom może pokazać, to, o czym nie mieli (lub nie mają) pojęcia, ale przede wszystkim dedykowana jest do tej jednej, jedynej grupy, która będzie mogła ją naprawdę zrozumieć. Jeśli do niej należycie, będziecie bawić się dobrze, w oku zakręci Wam się nie raz łezka sentymentu, ale szkoda, że na głębsze przemyślenia nie zostawiono tutaj miejsca. Tak czy inaczej polecam.

Komentarze