wtorek, 20 listopada 2018

Ao no Exorcist #14 - Kazue Kato

EGZORCYŚCI KONTRA ZOMBIE 


Drugi długi wątek w „Ao no Exorcist” zbliża się w końcu do finału. Nie oznacza to, że wszystko rozstrzyga się w tym właśnie tomie, chociaż jednocześnie na jaw wychodzą już właściwie wszystkie informacje zawiązane z Kamiki. Ale zabawa, jak zawsze, jest znakomita, wciąga od pierwszej strony, a sam tomik pochłania się właściwie jednym tchem.


W tajnej siedzibie Illuminati, uwięzieni bohaterowie, zmuszeni są walczyć ze zmutowanymi zombie. Oszalali przeciwnicy, w wyniku chorych eksperymentów niezdolni umrzeć, stanowią zagrożenie z jakim młodzi bohaterowie jeszcze się nie mierzyli. Niestety, nawet jeśli się z nim uporają, to zaledwie początek tego, z czym przyjdzie im walczyć.

Tymczasem Gedoin kontynuuje swoje działania, starając się jednocześnie realizować swoje plany i utrzymać je w sekrecie przez Lucyferem. Wiedząc, że Rin i reszta będą próbowali odbić Kamiki w trakcie jej transportu, przygotowuje się na tę ewentualność. Wie też, że dziewczyna nie ma najmniejszych szans przeżyć eksperymentu, jaki dla niej przygotował, ale i tak zamierza ją jemu poddać – ot dla czystej satysfakcji. Nie ma jednak najmniejszego pojęcia, że i Kamiki ma swój własny plan. Plan, który może mieć bardzo tragiczny finał. Gdy wokół dzieją się coraz bardziej szalone i niebezpieczne rzeczy, zdarzyć może się dosłownie wszystko…


Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Na nic innego właściwie nie ma tu już czasu. A wszystko to utrzymane w dość poważnej tonacji, starające się wzruszyć nas i wywołać sporo emocji. Oczywiście całość wciąż jest bardzo lekka w odbiorze, humor też się momentami zdarza, a przy okazji ciągłe walki i szybkie tempo wydarzeń sprawiają, że czytelnik nie nudzi się ani przez chwilę. Zamiast tego pochłania tomik właściwie na raz. Ale tak to już z tym „Ao no Exorcist” jest i nie przewiduję by kiedykolwiek seria zaczęła mnie nudzić.


Oczywiście całość jest znakomita także, jeśli chodzi o ilustracje. Design postaci jest odpowiednio prosty i wyrazisty, by z miejsca wpaść w oko nastoletnim odbiorcom. Do tego mamy znakomicie oddane tła, którym nie brak ani realizmu, ani detali. A wreszcie mamy także znakomite operowanie światłem, cieniem i rastrami, którym zawdzięczamy zapadający w pamięć klimat całości.


Wszystko to razem wzięte składa się na naprawdę udaną mangę. „Ao no Exorcist” czyta się, tak jak pisałem, szybko i bardzo przyjemnie i ogląda równie dobrze, co czyta. Zabawa, choć niezobowiązująca, trzyma wysoki poziom, dzięki czemu każdy miłośnik gatunku shounen – nie ważne czy nastoletni, czy też zupełnie dorosły – będzie się z całości bardzo zadowolony. Ja jestem, bawię się wyśmienicie i polecam.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







poniedziałek, 19 listopada 2018

Stan Lee: Człowiek-Marvel - Bob Batchelor

STAN ‘THE MAN’


Wydawnictwo SQN miało chyba przebłysk profetycznego geniuszu, zapowiadając premierę biografii Stana Lee na polskim rynku na listopad 2018. Kiedy informacje na ten temat pojawiły się jakieś pół roku temu, nikt się przecież nie spodziewał, że ten legendarny twórca komiksowy odejdzie z tego świata na dwa dni przez trafieniem książki na sklepowe półki. Tak się jednak stało, a niniejsza pozycja nie tylko – z marketingowego punktu widzenia – pojawiła się w idealnej chwili, ale okazała się także pięknym pożegnaniem z twórcą potęgi Marvela. I chociaż nie jest wolna od pewnych błędów, to świetna lektura, godna polecenia każdemu miłośnikowi komiksów, który chciałby poznać zarówno życie Stana Lee, jak i kulisy jego pracy – a zatem i całej branży opowieści obrazkowych oraz nieco także hollywoodzkiej machiny przerabiającej je na kinowe hity.


Stan Lee. The Man. Człowiek legenda, autor niezliczonych postaci ze świata Marvela, takich jak Fantastyczna Czwórka, Spider-Man, X-Meni, Daredevil, Thor czy Hulk. Scenarzysta kilkuset komiksów i powieści graficznych. Aktor, który zagrał w ponad czterdziestu produkcjach, opartych na jego własnych dziełach. Ikona amerykańskich historii obrazkowych, która na swych barkach niosła całego Marvela. Urodził się jako Stanley Martin Lieber, potomek żydowskich imigrantów. Kochał pisać, chciał tworzyć i dążył do realizacji swoich marzeń. Teraz możecie przekonać się, jak wyglądała jego droga do sławy i jak bardzo jego życie i twórczość mieszały się w nierozerwalnym tańcu…


„Stan Lee: Człowiek-Marvel” to doskonałe uzupełnienie jednej z najlepszych (jeśli nie najlepszej) poświęconych komiksom książek, jakie ukazały się na naszym rynku „Niezwykła historia Marvel Comics” (również wydanej nakładem oficyny SQN) a także bardzo udanego komiksu „Zdumiewający, fantastyczny,niesamowity Stan Lee: Cudowne wspomnienia”. W tej pierwszej mogliśmy poczytać o narodzinach Marvela, jego rozwoju i wkraczaniu w XXI wiek, a co za tym idzie także o losach Lee – i to bez upiększeń czy gloryfikacji – w drugiej to sam Stan podjął się opowiedzenia (z humorem i przymrużeniem oka) swojego życia i kariery. Książka Boba Batchelora znajduje się na styku obu tych pozycji. Przedstawia bowiem postać Stanleya Martina Liebera z perspektywy fana, bez większego zagłębiania się w co bardziej kontrowersyjne aspekty jego osoby, za to z dość dokładnym wgryzieniem się w poszczególne wydarzenia, które ukształtowały twórcę i miały wpływ na jego dzieło.


Jest w tym uwielbienie, jest też pewna gloryfikacja, które nie każdego przekonają, ale jest też szczerość i rzetelność, które wcale nie stoją w opozycji z tym, co napisałem powyżej. Autor zrobił dogłębny research, zadbał też o lepsze poznania komiksów Stana Lee i ukazanie ich z nowej perspektywy, a całość wzbogacił ciekawostkami i porcją zdjęć. Co więcej zadbał o to, by jego książka była lekka, przyjemna w odbiorze i podana z humorem podobnym do tego, z jakim omawiany artysta tworzył swoje komiksy. Wszystko to sprawia, że analityczna strona biografii, próbująca rozłożyć na czynniki pierwsze tak artystę, jego legendę, jak i fenomen jego twórczości, nie nuży akademickością, a zyskuje klimat swoistej gawędy.


W skrócie: SQN wydało kolejną naprawdę dobrą książkę o popkulturze. Książkę może nie idealną, ale dla fanów Stana Lee będącą prawdziwym skarbem, bo obrazującą jego życie właściwie po dzień dzisiejszy. O śmierci, z wiadomych przyczyn, Batchelor nie pisze, ale te kilka ostatnich zdań dopisało już samo życie, stawiając definitywną kropkę – nad „i” i na końcu zdania także. Nam zostały już tylko wspomnienia, takie właśnie, jak „Człowiek-Marvel”. Oby tylko wszystkie były tak udane.


Dziękuję wydawnictwu SQN za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Ao no Exorcist #13 - Kazue Kato

CIERPIENIE I ŚMIERĆ


Akcja z Illuminatami trwa! Wydarzenia rozgrywające się na kilku polach pędzą na złamanie karku, na scenie pojawiają się coraz to nowe demoniczne postacie, a przeszłość wychodzi na jaw. Jest dramatycznie, jest brutalnie, jest nastrojowo. Mniej tym razem mamy humoru, ale bynajmniej nie odczuwa się jego braku.


Przebywająca w niewoli Kamiki poznaje dalszy ciąg losów swojej matki i eksperymentów, jakim została poddana. Jednocześnie wspomina, co stało się z jej siostrą i jaki los spotkał Yoshidę – co oczywiście prowadzi ją do zrozumienia losu, jaki czeka ją samą. Chore eksperymenty, które albo ją zabiją, albo skarzą na cierpienie, jakiego nikt nie jest w stanie znieść. Wszystko w celu znanym tylko Illuminatom. Ale czym on właściwie jest? Dziewczynę w tym momencie obchodzi coś innego – jak przetrwać. Nie zamierza siedzieć z założonymi rękami, gdy zostaje zabrana na badania korzysta z okazji, uwalnia się i przywołuje swoje chowańce. Jednak w starciu z tak potężną organizacją, samotna nastolatka wydaje się nie mieć najmniejszych szans…

Tymczasem Rin i reszta ekipy odkrywają, gdzie może być przetrzymywana. Nie mogąc liczyć na pomoc Phelesa, który jak zwykle realizuje swoje własne cele, sami wkraczają do akcji. Jednakże hordy zombie to zaledwie początek tego, co czeka na nich na miejscu. Schwytani w pułapkę, rozdzieleni i uwięzieni, zostawieni zostają na pewną śmierć. Czy wszelka nadzieja już umarła? Co z Shurą? I jak zakończą się działania Gedoina?


Długi wątek trwa, więc, jak się można było spodziewać, akcja nie zwalnia ani na moment. Właściwie z każdym kolejnym rozdziałem tylko coraz bardziej się zagęszcza, a wydarzenia, pędzące na złamanie karku, wciągają coraz bardziej. Świetnie czyta się to wszystko jednym tchem, bez konieczności czekania na kolejne tomiki, co tylko należy zaliczyć całości in plus. W końcu utrzymanie czytelniczego zainteresowania przez kilkaset stron praktycznie samej walki nie jest łatwe. A jeszcze żeby temu się to naprawdę podobało, to już prawdziwa sztuka.


A jednak Kazue Kato, jak każdy dobry autor shounenów, zdołała zapewnić nam znakomitą i wcale nie wtórną rozrywkę. Chociaż mogłoby tak właśnie być. Na szczęście wszystkie potencjalne przeszkody udało się przeskoczyć i w ręce czytelników trafiła znakomita seria. Świetnie napisana i równie znakomicie narysowana, nie pozwala się swoim czytelnikom nudzić ani przez chwilę.


Miłośnicy shounenów powinni więc ją poznać i dać się porwać przygodom młodych egzorcystów. Bywa mrocznie, bywa zabawnie, nie brak też emocji. dlatego polecam gorąco.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Ku twej wieczności #3 - Yoshitoki Oima

DLACZEGO JESTEM TYM, KIM JESTEM?


Chociaż rewelacyjny „Kształt twojego głosu” dobiegł już końca, wydawnictwo Kotori zadbało o to, by miłośnicy twórczości Yishitoki Oimy nie byli zawiedzeni. I tak oto w ręce polskich czytelników trafiło jej kolejne dzieło, „Ku twej wieczności”. Co prawda nie jest to komiks tak rewelacyjny, jak poprzednia praca mangaczki, jednak wciąż dostarczająca świetnej rozrywki, solidnej dawki wzruszeń i intrygujących scen.


Dlaczego jestem tym, kim jestem? Niesio to dziwne stworzenie, które pojawiło się na naszym świecie i potrafi upodobnić się właściwie do wszystkiego, z czym się zetknie. Tracąc kolejnych towarzyszy i przyjmując na pewien czas ich formę, uczy się ludzi, ich zwyczajów i świata, w którym żyją. I staje się niejednokrotnie ich przyjacielem i pomocnikiem.

Teraz, po starciu z tajemniczym wrogiem, poznaje kolejną osobę. Tym razem jest to nietypowy chłopiec, noszący maskę i sam siebie uważający za potwora. Ich spotkanie ma wpływ na życie obu i prowadzi Niesia do opanowania nowych umiejętności. Ale co to będzie dla niego znaczyło? I jakie jeszcze wydarzenia, niebezpieczeństwa i przede wszystkim ludzie, czekają na jego drodze?


Mangi Yoshitoki Oimy swoją niezwykłą siłę zawdzięczają emocjom, jakie wywołują. Wśród nich oczywiście najważniejsze są wzruszenia – na to stawiała autorka w „Kształcie twojego głosu” i to samo, choć w mniejszym stopniu, znajdziecie także w „Ku twej wieczności”. Na tym jednak nie koniec, bo inne elementy, jak wyobcowani bohaterowie, słodkie dziecięce postacie, odnajdywanie się w obcym sobie świecie itd., itd. także zostały zachowane.


Ale mangaczka nie poprzestała na powieleniu tego, co w jej wcześniejszej serii było najlepsze. Zmieniła klimat całości, porzucając realia współczesnej szkoły, na rzecz bliżej nieokreślonej fantastyki, która równie dobrze może przynależeć do fantasy, co i postapo. Wprowadziła tu więcej akcji, wiele zagrożeń i przede wszystkim inaczej rozłożyła akcenty. Na pierwszy plan nie wysuwają się więc emocje, a tajemnice, które ciągle obecne są na łamach serii, nawet jeśli wydają się znikać pod natłokiem akcji i relacji Niesia z kolejnymi bohaterami, co lepiej pasuje do tej opowieści i świadczy o dobrym wyczuciu formy przez autorkę.


To, co się nie zmieniło, to szata graficzna. Ilustracje Oimy wciąż są dość jasne, pozbawione nadmiaru czerni i rastrów, za to bardzo szczegółowe, realistycznie oddające tła i budujące niesamowity nastrój. Kreska, jaką operuje autorka, jest czysta i precyzyjna, jednocześnie łączy w sobie typowo mangową stylistykę z grubymi liniami, nadającymi całości mocnych akcentów.


Wszystko to składa się na świetną, wartą polecenia serię. Każdy, kto lubi dobre fantasy (lub postapo) albo przesycone emocjami historie, będzie zadowolony. Ja jestem i czekam na więcej.


Tytuł możecie kupić tutaj:




niedziela, 18 listopada 2018

Ao no Exorcist #12 - Kazue Kato

ILLUMINATI ATAKUJĄ


Jeżeli stęskniliście się za dłuższymi wątkami w „Ao no Exorcist”, teraz możecie się cieszyć, bo jeszcze zanim szkolny festiwal dobiegnie końca, w serii zaczynają się wydarzenia, które nie prędko znajdą swój finał. Przygotujcie się więc na szaloną akcję, spektakularne walki i porcję zaskoczeń, bo będzie się działo. I to jeszcze jak!


Illuminati wkraczają do akcji! Gdy Rite i Arthur dowiadują się o znaczeniu Izumo Kamiki, dla niej samej zdaje się być już za późno. Dziewczyna miała pomóc Rinowi w jego straganie z jedzeniem, nie dociera jednak na miejsce. Gdy na jej drodze staje jeden z kolegów, nastolatka zmuszona zostaje zacząć walkę. Jej szanse wydają się być jednak niewielkie, ale kiedy do starcia włącza się kolejny uczeń, wszystko się zmienia. Nikt jednak nie ma pojęcia jak bardzo i na czyją korzyść…

Tymczasem Shura zostaje powiadomiona o zagrożeniu i wysyła Rina, jego brata i kolegów na poszukiwanie Kamiki. Sytuacja jednak z każdą chwilą staje się coraz bardziej niebezpieczna, gdy na scenie pojawiają się Illuminati. Mephisto staje oko w oko ze swoim bratem, Lucyferem, a Akademia Prawdziwego Krzyża, jak i wiele podobnych miejsc na całym świecie, zostają zaatakowane. Co takiego chce osiągnąć przeciwnik? Jakie tajemnice skrywa przeszłości Kamiki? I do czego potrzebują jej Illuminati?


Akcja, akcja i jeszcze trochę akcji. Gdy niebezpieczeństwo narasta i staje się bardziej widoczne, niż dotychczas, „Ao no Exorcist” wciąga jeszcze bardziej, niż wcześniej. Tym bardziej, że autorce udało się mnie zaskoczyć co do pewnej postaci. Dzięki temu jeszcze większa jest moja ciekawość, co Kato przygotowała w kolejnych tomach.


A nie wątpię, że będzie tego sporo. Udowodniła to w końcu tymi dwunastoma tomami, dostarczając zabawy o wiele lepszej, niż początkowo sądziłem. Do „Ao”, podobnie jak do kilku innych mang w swoim życiu, zasiadam najczęściej, mając chwilę i myśląc, że poczytam trochę zanim zajmę się ważniejszymi sprawami, a potem wpadam i nie mogę się oderwać, dopóki nie odłożę tomiku. I to jedna a najlepszych ocen, jakie mogę wystawić całości.


A przecież jeszcze wiele dobrego mogę o serii powiedzieć. Że mamy tu świetną szatę graficzną, że wydanie jest znakomite itd., itd. Zamiast jednak po raz kolejny wyliczać te plusy, powiem jedno: sięgnijcie, bo warto.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







sobota, 17 listopada 2018

Wieczny mąż - Fiodor Dostojewski

PSYCHOLOGIA PATOLOGII


Tym razem wydawnictwo MG wznowiło nie jedną z mniej znanych powieści Fiodora Dostojewskiego (te najbardziej znane i znaczące już ukazały się jego nakładem), a dłuższe opowiadanie rosyjskiego mistrza pióra. Tekst wcześniej znany ze zbiorów krótkich form artysty, którym często nadawano właśnie jego tytuł, nie ustępuje jednak pola rozpisanym na setki stron powieściom, zabierając nas w kolejną podróż przez złożony, pełen sprzeczności umysł ludzki, w którym każdy z nas, jak zwykle, odnajdzie cząstkę siebie.


Głównym bohaterem „Wiecznego męża” jest Aleksy Iwanowicz Wielczaninow, człowiek, którego życie od pewnego czasu zmienia się tylko na gorsze. Problemy spadkowe rozstrzygane przez sąd przyćmiewane są przez jego problemy zdrowotne. Bo choć Wielczaninow wygląda, jak na zdrowego chłopa przystało (choć już dawną świetność i dobre maniery skryło zaniedbanie), w rzeczywistości cierpi na poważną hipochondrię. Ale pewnego dnia w jego życiu zaczyna dziać się coś jeszcze. Jakiś mężczyzna zaczyna go prześladować, choć jednocześnie sam zachowuje się tak dziwnie, jakby to Aleksy prześladował jego. Incydenty się powtarzają, mężczyzna zaczepia go i ucieka, aż w końcu nocą zjawia się pod drzwiami jego mieszkania. Jak się okazuje prześladowcą jest niejaki Paweł Pawłowicz Trusocki, człek znany mu z przeszłości, który przynosi ze sobą niechciane wieści i kolejne zmiany…


Jedni pisarze powtarzają, że krótkie formy to niezwykle trudny rodzaj twórczości i nie wychodzą im najczęściej nawet w połowie tak dobrze, jak powieści (John Irving), inni zaś właściwie nie są w stanie wyjść poza opowiadania i nowele (Amy Hempel, Andrzej Pilipuk, którego powieści są nieznośnie przeładowane wątkami). Są jednak tacy twórcy, którzy potrafią zachwycić nawet najkrótszym tekstem, a Dostojewski bezwzględnie do nich należy. Ba, ciężko jest znaleźć drugiego autora, który by aż tak dobrze się czuł w obu grupach.


Widać to wyraźnie po „Wiecznym mężu”, tekście, który ciężko sklasyfikować jako opowiadanie (choć pod taką nazwą przecież najczęściej występuje), ale jednak daleko mu objętością do słynnych powieści mistrza. Mniejsza ilość stron nie zmienia tu jednak właściwie nic. Styl jest taki sam, ten typowy dla Dostojewskiego klimat także panuje na stronach, a co najważniejsze jest tu dogłębna analiza ludzkiego umysłu i patologicznych zachowań, za którą pokochał go cały świat.


Wszystko to, podane pięknym, literacko wysmakowanym stylem, zachwycało w „Zbrodni i karze” czy „Braciach Karamazow” i zachwyca także tutaj. „Wiecznego męża” bardziej smakuje się, niż pochłania, delektuje się nim, zamiast połykać na raz. Czytelnikom zachwycającym się współczesnymi bestsellerami pewnie nie przypadnie do gustu, bo wymaga myślenia i zaangażowania, ale każdy kto ceni najwyższe literackie wartości, głębię i prawdę, będzie zachwycony.


Dziękuję wydawnictwu MG za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

czwartek, 15 listopada 2018

Yotsuba! #3 - Kiyohiko Azuma

WYBUCHOWA YOTSUBA


„Yotsuba” może nie jest najzabawniejszą mangą, jaka powstała (choć chętnie zobaczyłbym coś, co bardziej mnie rozśmieszy), jednak w chwili obecnej to najlepsza stricte komediowa seria z Kraju Kwitnącej Wiśni wśród nowości dostępnych na polskim rynku. Przy okazji to także wcale niegłupia opowieść, którą da się na dodatek czytać od dowolnego tomu, bez strat dla odbiorcy. Ale wątpię by jakikolwiek czytelnik poprzestał na lekturze tylko jednego tomu i nie chciał więcej.


Kim jest Yotsuba? To mała dziewczynka, wychowywana samotnie przez ojca, która życie spędziła z dala od miasta i ludzi. Dlatego też trudno ją nazwać mistrzynią kontaktów międzyludzkich, a i ze znajomością wielu rzeczy znanych każdemu z życia codziennego też nie jest u niej najlepiej. Wszystko to prowadzi najczęściej do licznych nieporozumień, które stają się przyczyną najróżniejszych perypetii, z których bohaterka zawsze wychodzi obronna rękę.

Co czeka na nią tym razem? Jak zwykle mnóstwo najróżniejszych rzeczy. Wszystko zaczyna się od pewnego jadalnego prezentu, potem zapozna się bliżej z kwiatami, będzie obchodziła święto zmarłych, a nawet wyruszy z wizytą do zoo. Coś innego jednak zdominuje jej uwagę tym razem: fajerwerki, na pokaz których Yotsuba się wybiera. W skrócie: będzie bardzo wybuchowo!


Jak wiadomo, śmiech to zdrowie, a że czytając „Yotsubę” przestać się śmiać jest trudno, chyba można powiedzieć, że to lektura prozdrowotna. Poprawia humor, wprowadza czytelnika w lepszy nastrój, nawet jeśli nie pomoże zwalczyć panoszących się na dworze wirusów, to na pewno zaradzi coś na jesienną depresję. I nawet tym, których dopadło przeziębienie, umili choć trochę czas spędzony w domu czy łóżku.


Ale to tylko sprawa jakże poboczna. Liczy się tu coś innego, a dokładniej samo wykonanie. Manga jest ciekawa, jest zabawna i, jak wspominałem na wstępie, niegłupia. Oparta na niezawodnej, dziwnej w swej infantylności logice bohaterki, podobnie, jak to było np. w książkach o Mikołajku, zawiera w sobie wiele prawdy i całkiem sporą dozę satyry. Dzieci odczytają całość zupełnie inaczej, niż dorośli, ale wszyscy będą bawić się równie dobrze.


Nie można przy tym zapomnieć o udanej szacie graficznej i ładnym wydaniu. Tym bardziej, że dużo humoru wprowadza tu sama mimika głównej bohaterki. Wszystko to składa się na mangę godną polecenia każdemu miłośnikowi dobrych komedii, co niniejszym czynię.


Tytuł dostępny tutaj:





Ao no Exorcist #11 - Kazue Kato

SZKOLNY FESTIWAL EGZORCYSTÓW


W jedenastym tomie „Ao no Exorcist” wątek z siedmioma tajemnica Akademii nabiera tempa. Ale rozwiązanie wszystkich zagadek to zaledwie początek tego, co czeka na bohaterów. A nie jest tego wcale mało. Nie zmienia się jedno – zabawa jak zwykle jest przednia i coraz bardziej pobudza apetyt na więcej.


Misja trwa. Rin i jego koledzy starają się rozwiązać Siedem Tajemnic Akademii Prawdziwego Krzyża i pokonać zawiązane z nimi demony. Przed nimi wciąż jeszcze odkrycie sekretu portretu, który oglądającemu pokazuje jego martwą twarz, zajęcie się pociągiem widmo, starcie z ruszającym się posągiem Johanna Fausta, odnalezienie rezydencji, do której nie można dotrzeć i Wunder Kammer. Niektóre z nich okażą się oczywistymi rzeczami, inne przyniosą niejedno zaskoczenie. Czy uda się zająć nimi wszystkimi? Pojawienie się Mephisto może odmienić losy zadania. Jednocześnie Rin każde z wyzwań rozwiązuje za pomocą miecza, co złości jego kolegów, chcących współpracy. Czy chłopak będzie w stanie opamiętać się i dać innym szansę wykazania się w tym zadaniu?

Tymczasem jego brat zmaga się z własnymi problemami. Badania co prawda pokazują, że wszystko jest z nim w jak najlepszym porządku, ale trawiący go niepokój nie przemija. Co więcej dziwne wydarzenia, jakich stał się bohaterem, tylko pogłębiają jego wątpliwości. Nie ma jednak czasu zastanawiać się tak nad nimi, jak i nad przeszłością swoją i Rina, bo zostaje wezwany do Watykanu w sprawie, która może odmienić jego życie…


Czym byłaby opowieść o szkole bez szkolnego festiwalu? No właśnie, niczym! Dlatego też nawet w szkole dla egzorcystów nadchodzi pora zabawić się, a że na imprezę trzeba zaprosić dziewczyny, będzie się działo! Kto pamięta akcję z czwartej części „Harry’ego Pottera” z zapraszaniem koleżanek (zresztą z podobnych odniesień mamy tu znajomo wyglądającą ścianę z portretami), ten wie, co czeka na niego w środku.


Czytając ten tom można się uśmiać do łez, ale jednocześnie nie brak tu bardziej dramatycznych momentów, szybkiej akcji, klimatycznych scen i emocji. Tomik właściwie czyta się jednym tchem, bo autorka zaserwowała nam tak lekką i wciągającą przygodę, dość różnorodną przy tym i na tyle nieoczywistą, że nie da się od niej oderwać ani na chwilę. Do tego wszystko znakomicie zilustrowała i doprawiła drobiazgami, które pozostawiają uczucie niedosytu.


Jak zwykle więc polecam gorąco, bo to po prostu znakomita seria. Świetnie napisana i narysowana, dostarcza znakomitej zabawy nie tylko nastolatkom. I cały czas trzyma doskonały poziom.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









środa, 14 listopada 2018

Ao no Exorcist #10 - Kazue Kato

SIEDEM TAJEMNIC AKADEMII


I oto jest, dziesiąty tom „Ao no Exorcist”. Seria dobiła właśnie do dwucyfrowej liczby, co tylko świadczy o jej popularności. A tej nie byłoby, gdyby całość nie była udana. Oczywiście nie każdego manga ta kupi, w końcu kierowana jest głównie do nastoletnich chłopców, ale miłośnicy shounenów będą bardziej niż zadowoleni.


Coś jest mocno nie tak. Ledwie udało się pokonać Nieczystego Króla, a już na horyzoncie pojawia się Nieczysta Księżniczka, jedna z jego poddanych. Kto stoi za tym wszystkim? Na to pytanie trzeba jak najszybciej znaleźć odpowiedź, bo zagrożony może być cały świat…

Tymczasem Rin zmaga się ze swoimi problemami. Co prawda wyrok śmierci, jaki na niego wydano, został oddalony, jednak chłopak wcale nie ma spokojniejszego życia. Jeden z jego kolegów zaczyna widzieć demony. Sytuacja jest dla niego tak koszmarna, że odchodzi od zmysłów. Pomóc może u Mephisto, jednak ten nie zamierza zrobić tego za darmo. Zaprasza Rina na kolację, która stanie się dla obu podróżą do samego środka piekła – dosłownie. Jednocześnie w szkole pojawiają się plotki o duchach i demonach, związanych z tzw. siedmioma tajemnicami akademii. Na Rina i jego przyjaciół czeka misja rozwiązania ich wszystkich…


Od samego początku tej serii pisałem, że Kazue Kato pełnymi garściami czerpała przy jej pisaniu z innych dzieł. Wspominałem „Dragon Balla”, „Naruto”, „Harry’ego Pottera”, a nawet „Pokemony”. Nie będę powtarzał szczegółów, ale do tej listy dodam jeszcze jeden tytuł: „Tasogare Otome X Amnesia”. To właśnie ta seria (jakże znakomita – i z perspektywy czasu jedna z najmilej i najczęściej przeze mnie wspominanych), opierała się na wątku odkrycia tajemnic nawiedzonej szkoły w celu zrozumienia sekretu pewnej bohaterki. Brzmi znajomo? Może nie, jeśli nie czytaliście tego tomiku „Ao no Exorcist”, jednak już chyba zamieszczony przeze mnie powyżej opis akcji powinien Wam to jasno powiedzieć.


Tu jednak akcja poprowadzona została zupełnie inaczej. Gdy w „Tasogare” odkrycie sekretów miało na celu zrozumienie przeszłości bohaterki, tu mamy serię duchów do pokonania – co jednocześnie stanowi tajemnicze zadanie, jakie wypełnić ma Rin. To oczywiście gwarantuje szybką akcję i dużo humoru, który potrafi zaskoczyć. Czym, nie będę zdradzał, ale na pewno nie zawiedziecie się, jeśli polubiliście już żarty, jakie serwuje nam ta seria (którego jeszcze więcej jest w świetnych dodatkach dołączonych z okazji 10 tomu).


Do tego mamy świetną szatę graficzną, dzięki której opowieść zyskuje znakomity klimat – jedną z najlepszych rzeczy w „Ao”. Ale przecież jest w tym także urok, jest humor, jest też dynamizm i dużo spektakularnych momentów. Ogląda się to po prostu rewelacyjnie, świetnie też czyta, a całość nie tylko zapada w pamięć, ale też i pobudza apatyty na więcej. Ja ze swej strony każdemu miłośnikowi shounenów polecam tę serię bardzo, bardzo gorąco.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






wtorek, 13 listopada 2018

Ao no Exorcist #9 - Kazue Kato

KRAKENA TEŻ MOŻNA ZJEŚĆ


Dla prawdziwego fana shounenów, bitwa trwająca przez kilka tomów to absolutnie czysta przyjemność. A zarazem coś, co w starszych z nich (takich, jak ja), wychowanych na nieśmiertelnym „Dragon Ballu”, wywoła trochę sentymentalnych uczuć. I tak właśnie było ze starciem z Nieczystym Królem, które w tej części dobiega wreszcie (i to jakże spektakularnego) końca. Ale sama akcja, mimo pewnego rozprężenia po ustaniu walk, dopiero się rozkręca, więc na czytelników czeka dużo świetnej zabawy z humorem.


Walka z Nieczystym Królem wchodzi w finałową fazę. Gdy ważą się losy świata, Rinowi w końcu udaje się wydobyć miecz i przygotowuje się do przywołania Ognistego Samadhi. Czy jednak uda mu się powstrzymać wroga? I co z jego przyjaciółmi, którzy toczą swoje walki na różnych frontach wojny z demonem?

Pokonanie Nieczystego Króla to jednak zaledwie początek. Na Rinie wciąż ciąży wyrok śmierci wydany przez Watykan. Do tego jego relacje z przyjaciółmi nadal nie są idealnie poukładane, a jakby tego było mało Shiemi chce mu coś wyznać! Jak w obliczu tego wszystkiego potoczą się losy Mamushi, która zdradziła własny ród? I co wyniknie ze spotkania Shury i Phelesa? Jedno jest pewne, gdy problemy wreszcie znajdą swój finał, na bohaterów czeka prawdziwy wypoczynek! No prawie…


Jak ja się dobrze bawię czytając tę serię! Aż trudno w to uwierzyć, tym bardziej, że inspiracje innymi mangami widać tu, jak na dłoni. Zaczynając od bohatera (dzieciak o tajemniczym pochodzeniu, mający ogon, spore moce i ciągle myślący o jedzeniu chyba dla każdego brzmi znajomo), przez sam świat i akcję (przywoływanie niezwykłych stworze do walki, odkrywanie tajemnic szkoły, pokonywanie kolejnych wrogów itd., itd.), po samo wykonanie, wszystko jest tu znajome dla miłośników shounenów. A jednak Kato stworzyła z tego przepyszny, doskonały mix, który czyta się jednym tchem.


Seria ma też świetny klimat, co widać tu w szczególności w scenach przybycia krakena, kiedy niebo powoli ciemnieje, mrok gęstnieje… Niemal czuć w niej wiejący wiatr i zmianę temperatury. Zaraz potem następuje spektakularna potyczka, a po niej kolejne, rozprężenie, humor (co ma się kraken zmarnować, można go zjeść) i lekkość.


I tak najkrócej i najtrafniej można podsumować tę serię. Kto lubi shouneny, pokocha przygody egzorcystów i będzie bawił się znakomicie. Ja niezmiennie polecam bardzo gorąco i od razy łapię za kolejny tom.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







poniedziałek, 12 listopada 2018

Rycerze Sidonii #13 - Tsutomu Nihei

SIDONIA WCIĄŻ ZASKAKUJE


To już trzynasty tom „Rycerzy Sidonii”. Zdawałoby się, że autor nie ma już zbyt wiele do powiedzenia i niczym nas nie zaskoczy, a jednak. Ten tom, pełen zwrotów akcji i wydarzeń, które nadają całości tempa i zmieniają nieco jej charakter stanowi na to dobry dowód. Zabawa jest jak zwykle przednia, choć przyznam, że na początku miałem poważne obawy spadku poziomu, a całość pozostawia po sobie uczucie niedosytu, które sprawia, że ciężko jest doczekać się kolejnej części.


Od misji w okolicy gwiazdy Lem, po walkę z pustelniakami. Mieszkańcy Sidonii, a tym bardziej piloci jej gward, nie mają ani chwili spokoju, a co gorsza sytuacja z każdą chwilą staje się coraz bardziej niebezpieczna. Gdy naukowcom udaje się wprowadzić do akcji nowy rodzaj gward, szanse na zwycięstwo stają się bardziej realne. Ocaleni zyskują szansę walki na zupełnie nowych polach, które dotąd były dla nich niedostępne, ale to nie znaczy, że role się odwróciły. Najnowsze odkrycia pokazują, że teraz jest jedyna chwila, kiedy mogą zaatakować statek klasterowy, żeby mieć choć odrobinę nadziei na pokonanie przeciwnika. Niestety nie są jeszcze na to gotowi, kolejne ataki pustelniaków stają się coraz bardziej przebiegłe, a na dodatek w samej Sidonii dochodzi do zamachu, który może pogrzebać szanse ludzkości na przetrwanie…

Jak bohaterowie poradzą sobie w obliczu tych wydarzeń? Co jeszcze na nich czeka? I co takiego chce wyznać Tanikaze?


Ten tom, jak wszystkie poprzednie, od początku, do samego końca, wypełniony jest szybką akcją osadzoną w kosmicznych realiach. Nie przeszkadza to jednak autorowi zaserwować nam mnóstwo humorystycznych scen (w tym także tych o zabarwieniu erotycznym – ale u Niheiego erotyka to ważna część opowieści, choć najczęściej jest użyta w nieoczywisty sposób, jak np. w przypadku fallicznych kształtów pojawiających się tu i tam) i pary zaskoczeń. Na miłość też znalazło się miejsce, a całość, jak zwykle ma znakomity klimat.


Jeśli chodzi o szatę graficzną, też jest udana, choć autor najwyraźniej chyba znudził się swoją opowieścią. Rysuje na szybko, często niechlujnie… Aż dziw, że udaje mu się zachować dobrą jakość i wciąż potrafi robić wielkie wrażenie. Widać tu też dziecięcą radość z zabawy motywami science fiction i ta radość udziela się także czytelnikom.


Wszystko to składa się na świetną mangę, którą czyta się wprost jednym tchem i z ochotą na więcej. miłośnikom dobrego SF polecam gorąco. A sam z niecierpliwością czekam na kolejny tom.


Manga dostępna tutaj:





Ao no Exorcist #8 - Kazue Kato

LOS ŚWIATA ZALEŻY OD NASTOLATKÓW


Po chwilowej przerwie wracam w końcu do „Ao no Exorcist”. Po tym, jak pierwsze siedem tomów łyknąłem dosłownie na raz, nie mogłem się doczekać ósmego. Nie dość bowiem, że poprzedni skończył się w samym środku znakomitej akcji, to jeszcze przecież całość rozwinęła się tak znakomicie, że lektura była wielką przyjemnością. I z taką samą przyjemnością pochłonąłem także tą część, mając w głowie właściwie jedną tylko myśl: „ja chcę więcej!”.


Yukio jest zmuszony wyjść z ukrycia i stawić czoła Todo. Walka jednak zapowiada się nie tylko długa, ale i nad wyraz trudna, bo przeciwnik nie dość, że włada wielką mocą i pokonać go nie będzie łatwo, to jeszcze potrafi trafić w czuły punkt młodego egzorcysty. Czy słowa, które padają z jego ust są prawdziwe? I kto wyjdzie cało z tego starcia?

Tymczasem Rin i Suguro stają przed jeszcze większym wyzwaniem. Na ich oczach Nieczysty Król przybiera coraz bardziej konkretną formę i rozrasta się do jeszcze większych rozmiarów. Los świata spoczywa na barkach dwóch nastolatków, których wspiera Kuro. Razem wyruszają w sam środek zagrożenia, gotowi właściwie na wszystko. Ale co czeka ich gdy dotrą do celu? I jak poradzą sobie ich koledzy, których sytuacja też nie jest godna pozazdroszczenia?


Ach jak tą mangę świetnie się czyta. Niby to nic takiego, niby kolejny shounen oparty na dodatek na schematach, które znamy z tak wielu dzieł, a jednak. Siłą opowieści Kazue Kato jest jej urzekająca lekkość, klimat i doskonałe wyczucie tematu. Można by co prawda sądzić, że kobieta nie do końca odnajdzie się w shounenie, to w końcu męska odmiana mangi, a jednak.


Są tu więc walki, bo bez tego gatunek nie istnieje. Humoru nie brakuje także. Do tego dochodzą bohaterowie, z którymi śmiało może identyfikować się każdy nastoletni odbiorca oraz szczypta łagodnej erotyki, jakiej docelowy czytelnik przecież oczekuje. Szybkie tempo, ciekawa akcja, potężni przeciwnicy i mnóstwo niezwykłości sprawiają, że całość zyskuje atrakcyjną i często działającą na wyobraźnię otoczkę, a dodanie do tego wszystkiego estetyki horroru, tylko podkręca nastrój panujący na stronach.


Wszystko to nie poradziłoby sobie jednak bez odpowiedniej szaty graficznej, na szczęście i ta udała się znakomicie. Jak na shounen przystało, nie jest zbyt złożona, ale Kato dba, by tła i plenery były pełne detali i robiły odpowiednie wrażenie. Wszystko to składa się na mangę naprawdę wartą poznania, zarówno przez nastolatków, jak i dorosłych wychowanych na podobnych tytułach. Ja ze swej strony – strony miłośnika shounenowych bitewniaków – polecam gorąco.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.