sobota, 27 stycznia 2018

Rycerze Sidonii #7 - Tsutomu Nihei

WALKA TRWA


Klimatyczni, wciągający i pełni akcji, która nie zwalnia właściwie od samego początku. Tacy właśnie są „Rycerze Sidonii”, najnowsza manga Tsutomu Niheiego, autora „Blame!” i „Wolverine: Snikt!”. Seria dla miłośników „Neon Genesis Evangelion” i szeroko pojętych opowieści Science Fiction i mecha, ale dostarczająca coś więcej, niż tylko kolejną porcję niezobowiązującej rozrywki.


Trwa kolejna walka z Pustelniakami, jednak ku zaskoczeniu pilotów Gward, na miejscy pojawia się nowa postać. Coś, co samo wygląda jak Pustelniak, który przybrał ludzki kształt, staje do walki z własnymi pobratymcami. Co tu się dzieje? Okazuje się, że Sidonia wystawiła do walki eksperymentalną hybrydę człowieka i Pustelniaka. Pojedynek zostaje wygrany, ale ludność nie jest pewna, jak ma traktować tę najnowszą, obdarzoną własną inteligencją, broń. Pamiętają wciąż jak przed stu laty podobne eksperymenty niemal nie skończyły się dla wszystkich wielką tragedią, ale teraz wszystko wskazuje na to, że może być inaczej. Tylko czy na pewno? I czy można ufać hybrydzie, która staje przeciw jednemu z gatunków, jakie ją tworzą?
Tanikaze i Izana chcą poznać bliżej tę nową broń. Wkrótce także dochodzi do kolejnej walki z Pustelniakami. Okaryna się ujawniła i piloci Gward znów ruszają do boju. Czy i tę kluczową dla bezpieczeństwa Sidonii walkę zdołają wygrać choćby i z pomocą hybrydy?


„Rycerze Sidonii” to dowód na to, że prostota jest zawsze najlepsza. Bo przecież manga Niheiego nie ma w sobie właściwie niczego skomplikowanego, ludzie uciekli w kosmos, podróżują na statku i walczą z Pustelniakami, tajemniczymi bytami stanowiącymi dla nich śmiertelne zagrożenie. A jednak jest w tym wszystkim coś niesamowitego – wykonanie, które także pozostaje proste, ale…



Właśnie, co się za tym „ale” kryje? Bardzo wiele, przede wszystkim niesamowity klimat, powaga, której ciężar czujemy nawet w najbardziej zabawnych momentach, i mrok. Wszystko tu jest brudne i jakby przyciemnione, bohaterowie są w pewnym sensie anemiczni i wyobcowani, a świat niegościnny. Jednocześnie całość przepełniona została odwołaniami do innych dzieł Niheiego, a na dodatek wzbogacona o ciekawe przemyślenia, bardziej prowokowane w czytelnikach niż obecne wprost na stronach tomików.


Całość wieńczy znakomita szata graficzna, prosta, ale rewelacyjnie pasująca do całości. To ona buduje w znacznej mierze klaustrofobiczny klimat całości, a także ukazuje specyficzne poczucie humoru autora. Wszystko to składa się na jedną z najlepszych mang o mecha, jaką miałem okazję czytać. A że przy okazji to także kawał dobrego Science Fiction, takiego w starym stylu, z przyjemnością polecam go każdemu miłośnikowi gatunku. Warto.



Manga dostępna tu:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz