wtorek, 23 stycznia 2018

Ścieżki Młodości #1 - Io Sakisaka

NIGDY NIE WRÓCIMY DO TEGO, CO BYŁO


Po kilku znakomitych seriach z gatunku szkolne życie, na fali emocji i ochoty na ciąg dalszy podobnych wrażeń, sięgnąłem po kolejną z nich. „Ścieżki młodości”, bo o nich mowa, przyciągnęły mnie z miejsca opisem fabuły. Opisem tak znajomym z wielu innych tytułów, a zarazem obiecującym dokładnie to, czego chciałem. I po raz kolejny się nie zawiodłem, choć seria Io Sakisaka już nawet na pierwszy rzut oka wydaje się sklejona z niezliczonej ilości fragmentów podobnych dzieł innych twórców.


Futaba chodzi do gimnazjum, jest dziewczyną, jakich wiele, ale od innych różni ją podejście do chłopaków, za którymi nie przepada. Dlaczego? Są brutalni i głośni, ona woli spokój i ciszę, ale jest pewien kolega, który wyróżnia się na tle rówieśników. Jest nim Tanaka, szczupły, niemalże dziewczęcy nawet jeśli chodzi o głos… Los chce, że poznają się bliżej, wspólna zabawa kończy się obietnicą spotkania, ale niestety nigdy do niego nie dochodzi. Załamana Futaba uświadamia sobie, że kochała Tanakę, jednak teraz już na to za późno, bo pewnie nigdy więcej się nie zobaczą…

Mija czas. Dziewczyna idzie do liceum, gdzie po nieprzyjemnych doświadczeniach stara się zmienić swoje życie. Zawsze podobała się chłopakom, co wywoływało zazdrość koleżanek, uszczypliwości i brak przyjaciół. Teraz zachowuje się tak, by zniechęcać do siebie płeć przeciwną, i tak zresztą nigdy nie lubiła jej przedstawicieli, dzięki czemu ma koleżanki. Wzbrania się przed samotnością, unika ludzi takich, jaka sama była i stara się przetrwać szkołę. Aż pewnego dnia widzi jego. Chłopak wygląda dokładnie tak, jak Tanaka. No prawie, jest wyższy, ma nieco inną twarz, zachowuje się też zupełnie inaczej. Czy to możliwe, żeby to był on? Nawet jeśli tak, Futaba chyba nie będzie w stanie znaleźć z nim wspólnego języka, bo najwyraźniej ten „kolega” nie jest nią w najmniejszym stopniu zainteresowany…


Szkolne życie, nastoletnie miłości, problemy na tym polu, jak również problemy z przyjaciółmi. Humor, łzy, miłość i strata. Chyba nie spodziewaliście się, że czeka tu na Was coś innego? Jeśli na to właśnie czekaliście, nie zawiedziecie się na pewno, bo „Ścieżki miłości” to kawał dobrej obyczjowo-romantycznej mangi, którą czyta się jednym tchem. Fabuła nie jest wprawdzie odkrywcza, ale przecież nikt tego nie szuka, sięgając po tego typu opowieści. Robi to z konkretnych powodów, a te jego oczekiwania zastają zaspokojone.


Sympatyczni bohaterowie i nieskomplikowana, ale wciągająca i emocjonująca treść z miejsca przypadły mi do gustu. Od tego zresztą są. Szata graficzna też jest znakomita, bo jakby żywcem wzięta z innej mangi typu szkolne życie, rewelacyjnego „Orange”, lekka, zwiewna… Autorka unika czerni czy nadmiernego cieniowania, tła często są białe, ale znakomicie pasuje to do treści. Jeśli lubicie romantyczne komiksy, nie wahajcie się. Warto, szczególnie, że przy okazji jest to seria zakończona, a więc na finał nie będziecie musieli czekać nie wiadomo ile.



Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz