środa, 28 lutego 2018

Wilczyca i Czarny Książę #7 - Ayuko Hatta

MIŁOŚĆ KWITNIE WOKOŁO


W siódmym tomie „Wilczycy i Czarnego Księcia” zaczyna przybywać wątków miłosnych. Powracają bohaterowie, którzy zdawało się odegrali już swoją rolę, pojawiają się nowi, a wszyscy oni sporo namieszają w całej opowieści. Czyli na czytelników czeka jeszcze więcej tego, co pokochali w tej serii, jak i również w innych podobnych mangach.


Nadchodzi szkolny festiwal. Erika jak zwykle chce odwiedzić jak najwięcej atrakcji, a Sata nie zamierza jej tego ułatwiać i sprowadza ją na ziemię. Szczególnie, że dziewczyna znów ma zaległości w nauce i powinna skupić się na tym, a nie na innych rzeczach. Oboje jednak staną przed zadaniem wspomożenia Kusakabe, który niegdyś co prawda kochał się w Erice, ale teraz znalazł sobie nowy obiekt uczuć i tylko jego niezdarność i wstydliwość nie pozwalają mu zawalczyć o dziewczynę. Czy w końcu przyjaciele zmotywują go, czy też on sam znajdzie w sobie dość siły do walki? Niestety na horyzoncie pojawia się były chłopak jego ukochanej i sytuacja zaczyna się komplikować…

Ale nie tylko u niego. Przypadkowe spotkanie z matką Eriki, owocuje tym, że Sata odwiedza ich dom. Wkrótce zostaje też zaangażowany przez obie do pomocy kuzynce swojej dziewczyny, Renie. Gimnazjalistka chce dostać się do ich liceum, a co za tym idzie chłopak ma przygotować także ją do egzaminów. Jak się można spodziewać, jego charakterek daje o sobie znać. Rena nie jest zadowolona ze swojego korepetytora, wkrótce jednak zaczyna go lubić, a potem także i…


Tego chyba już możecie domyśleć się sami, prawda? Ale przecież w opowieściach o miłości wcale nie chodzi o zaskoczenia (chociaż tych kilka także się trafia w „Wilczycy i Czarnym Księciu”), a o to, by dostarczyć czytelnikom dobrej rozrywki opartej na sprawdzonych schematach. I to właśnie oferuje nam niniejsza seria – i to w naprawdę znakomitym stylu.



Jak wspominałem niejednokrotnie przy okazji poprzednich tomów, „Wilczyca” jest poniekąd kwintesencją miłosnych mang osadzonych w szkolnych realiach. Do tego taką o podkręconym tempie, gdzie wydarzenia pędzą na złamanie karku, na nudę nie ma miejsca, a emocji nie brakuje ani przez chwilę.


Do tego dochodzi znakomita szata graficzna, także charakterystyczna dla mang tego typu, ale bardzo udana i przyjemna dla oka. Całość wieńczą także bonusy: w tym tomie jest to dodatek, w którym autorka przedstawia nam historię o Sacie z perspektywy zakochanej w nim dziewczyny oraz komiks, jaki narysowała mając jedenaście lat. Już w tej jej wczesnej pracy widać talent, a same plansze stanowią intrygującą ciekawostkę dla miłośników twórczości pani Hatty.


Całość, zarówno tego tomu, jak i serii w ogóle, to bardzo przyjemna lektura nie tylko dla miłośników mang typu szkolne życie. Każdy, kto lubi dobre komiksowe komedie romantyczne będzie bawił się znakomicie. Dlatego też polecam gorąco Waszej uwadze „Wilczycę i Czarnego Księcia”.



A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






wtorek, 27 lutego 2018

Harry Potter. Podróż przez historię magii - British Library

DWADZIEŚCIA LAT HARRY’EGO POTTERA


Choć wydana z okazji dwudziestolecia premiery „Harry’ego Pottera i kamienia filozoficznego” publikacja „Podróż przez historię magii” wydaje się jednym z wielu podobnych dodatków do popularnej sagi, to w rzeczywistości mamy tu do czynienia z książką, która zachwyci każdego miłośnika małego czarodzieja. Czym? Wieloma rzeczami: od przypomnienia ciekawostek z sagi, przez wspaniałe ilustracje, na zakulisowych, wcześniej niedostępnych materiałach kończąc.


Kiedy w roku 1997 ukazał się pierwszy tom przygód Harry’ego Pottera, nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. Szczególnie, że autorka miała problemy z zainteresowaniem swoją książką wydawców. Dwadzieścia lat później seria wciąż ma się znakomicie, świat czarodzieja nadal jest rozbudowywany, a powieściami o jego przygodach zaczytują się czytelnicy na całym świecie. Z okazji jubileuszu istnienia cyklu British Library przygotowało wystawę „Harry Potter. Historia Magii”. Co na niej zaprezentowano? Eksponaty zarówno z samej biblioteki, jak i całego świata – wszystkie powiązane z Hogwartem i bohaterami uczącymi się w jego murach, a także sama magią i jej historią. Wśród nich znalazły się jednak rzeczy o wiele ważniejsze od całej reszty: prywatne materiały J.K. Rowling.

Teraz wszystko to mają okazję poznać także polscy czytelnicy za sprawą niniejszej publikacji. Co konkretnie w niej znajdą? Garść ciekawostek z książek, przypominających co poniektóre fakty istotne dla omawianych tematów, a także teksty traktujące o historii czy to alchemii, czy wróżbiarstwa, czy innych magicznych rzeczy, w które wierzyli nasi przodkowie. Znaleźć tu można również przepisy na magiczne sztuczki, ale najważniejsze są oczywiście materiały zza kulis. Chcecie dowiedzieć się jak wcześniej nazywali się Dursleyowie? Albo jak autorka planowała ucieczkę z Banku Gringotta? A może macie ochotę przeczytać pierwszą wersję początku „Kamienia filozoficznego”, jakże różną od późniejszej (tu przyda się jednak znajomość angielskiego, ale najważniejsze rzeczy i tak zostały streszczone w tekście)? Oprócz tego będziecie mogli zobaczyć rękopisy i maszynopisy „Harry’ego Pottera”, a nawet ilustracje sporządzone przez samą J.K. Rowling.


A to przecież tylko niektóre z mnóstwa rzeczy, jakie zebrane zostały na niemal 150 stronach tego albumu. Bo to właśnie albumem, a nie książką, należałoby nazwać „Podróż przez historię magii”. Bogato ilustrowanym (grafiki pochodzą m.in. z ilustrowanych edycji książek autorki dostępnych także w Polsce, ale są tu również zdjęcia różnych przedmiotów, szkice poszczególnych prac itd.), wydrukowanym na papierze kredowym i, co najważniejsze, w rewelacyjny sposób podchodzącym do tematu.


Na miłośników małego czarodzieja czekają tu materiały nie tylko z „Kamienia filozoficznego”, ale też i reszty tomów, a nawet przedstawienia i filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Zebrane informacje są wspaniałym uzupełnieniem sagi, a przy okazji bezcennym źródłem wiedzy o tych elementach „Harry’ego Pottera”, o których dotąd nie mieliśmy najmniejszego pojęcia. Jeśli więc należycie do miłośników sagi o chłopcu z blizną w kształcie błyskawicy, powinniście koniecznie poznać „Podróż przez historię magii”. Nieważne czy macie lat pięć, dziesięć czy sto, każdy znajdzie tu coś dla siebie, tak samo jak w książkach J.K. Rowling.



A ja dziękuję wydawnictwu MediaRodzina za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Wilczyca i Czarny Książę #6 - Ayuko Hatta

WAKACJE PEŁNE… MIŁOŚCI?


Szósty tom „Wilczycy i Czarnego Księcia” przynosi trochę rozprężenia. A raczej pozornego rozprężenia, bo choć wakacje, które mają w nim miejsce, zapowiadają się sielankowo, jak się można spodziewać dalekie są od zapewnienia bohaterom spokojnego wypoczynku. Choć oczywiście nie brak tu także lżejszych, spokojniejszych i bardziej uroczych momentów.


Nadchodzi wakacyjna przerwa, Erika cieszy się już na perspektywę wolnego czasu, ale nie ma jeszcze najmniejszego pojęcia, jak przyjdzie go jej spędzić. Kiedy na horyzoncie pojawia się tajemnicza i zimna piękność, która zna Satę, nikt nie przypuszcza, że to jego siostra. A jednak! Dziewczyna o charakterze jeszcze gorszym od jego, z miejsca zaczyna rządzić się w życiu brata. Nie może też uwierzyć w jego zmianę i fakt, że znalazł sobie dziewczynę-szarą myszkę. Postanawia sprawdzić zarówno ją, jak i uczucia Saty. Wszystko to doprowadza do tego, że cała trójka wyjeżdża do matki Saty by ją poznać i przekonać się, kim jest. Dlaczego chłopak tak bardzo jej nie znosi? To tylko jedno z wielu pytań, bo przeszłość Saty, chociaż ten upiera się, że nie ma żadnych urazów, najwyraźniej skrywa coś więcej…

Jednocześnie nadchodzi czas pokazu fajerwerków, na który Erika chce się wybrać. Sata, jak to on, nie zamierza jej tego ułatwić, jednak ostatecznie cała trójka (bo jak tu pozbyć się jego siostry?) rusza na miejsce. Mnóstwo zakochanych par, piękne widoki… Niestety, dochodzi do zdarzenia, którego nikt by nie chciał…

Po powrocie do domu też jednak nie jest lepiej. Takeru, przyjaciel Saty, wpada w kłopoty. A właściwie kawiarnia jego rodziców, którą przestają odwiedzać goście, a remedium na to ma być… Erika…


Jak zwykle „Wilczycę” czyta się po prostu znakomicie. To tyle w temacie, bo pod tym względem seria od samego początku nic się nie zmieniła. I dobrze, bo dostałem dokładnie to, czego chciałem, podkręcone przez autorkę do maksimum, jeśli chodzi o tempo samej opowieści i doskonale bawiące się schematami szkolnego życia, okruchów życia, romansów i im podobnych.


Oczywiście Hatta wszystko to podaje na swój charakterystyczny sposób. Sposób sympatyczny i do mnie, jako czytelnika, po prostu przemawiający. Ciekawi bohaterowie, typowe dla swego gatunku wydarzenia, ale poprowadzone w naprawdę dobrym stylu, a do tego urocza szata graficzna, czysta, wyrazista w swej prostocie i klimatyczna, składają się na coś znakomitego.


W tym tomie na czytelników czeka też dodatek o relacjach na linii Sanuś-Sata. Jak wiemy z głównej fabuły Sanuś twierdziła, że Sata nigdy jej nie interesował jako chłopak. A może jednak było w tym wszystkim coś więcej? O tym przekonacie się jednak sięgając po ten tom. Ale jak zawsze warto to zrobić. Ja ze swej strony polecam całą serię.



A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Kolekcja Harlana Cobena

"(...) w najbliższym czasie będzie to jedna z najpopularniejszych kolekcji książkowych na polskim rynku wydawniczym!" - takie szumne zapowiedzi pojawiły się odnośnie nowej kolekcji na naszym rynku. A jednak trudno się z tym nie zgodzić, bo Harlan Coben to jeden z najlepszych pisarzy thrillerów i kryminałów. Dlatego jeśli jeszcze nie znacie jego twórczości, zainteresujcie się "W LABIRYNCIE KŁAMSTW". Warto.

A poniżej garść informacji od wydawcy:


W LABIRYNCIE KŁAMSTW
 – KOLEKCJA POWIEŚCI HARLANA COBENA,
MEGAGWIAZDY WSPÓŁCZESNEGO THRILLERA 

Książki Harlana Cobena niezmiennie królują na listach bestsellerów, a serwowane przez niego zakończenia od lat przyprawiają o zawrót głowy miliony czytelników. Nic więc dziwnego, że uczyniły Cobena megagwiazdą współczesnego thrillera. Wyniki przedpremierowej sprzedaży pierwszego tomu kolekcji W LABIRYNCIE KŁAMSTW pozwalają przewidywać, że w najbliższym czasie będzie to jedna z najpopularniejszych kolekcji książkowych na polskim rynku wydawniczym!

Harlan Coben jako pierwszy autor na świecie otrzymał wszystkie trzy prestiżowe nagrody literackie przyznawane w kategorii powieści kryminalnej – Shamus Award, Anthony Award oraz najważniejszą – Edgar Poe Award. Jego książki, tłumaczone na 43 języki świata, sprzedały się już w ponad 70 milionach egzemplarzy. Precyzyjnie skonstruowana intryga, fałszywe tropy prowadzące donikąd, mistrzowsko stopniowane napięcie, pozornie niemożliwe do wyjaśnienia zagadki pojawiające się niemal na każdej stronie i zaskakujące zakończenie – to znaki rozpoznawcze jego stylu.

Międzynarodowa kariera Harlana Cobena rozpoczęła się od thrillera Nie mów nikomu, który otwiera kolekcję
W LABIRYNCIE KŁAMSTW. Książka do saloników prasowych oraz kiosków trafiła 26 lutego 2018 roku. Ten elektryzujący thriller z mocnym wątkiem kryminalnym opowiada historię młodego lekarza, który osiem lat po tragicznej śmierci żony niespodziewanie otrzymuje od anonimowego nadawcy wiadomość zawierającą niezbity dowód, że Elizabeth żyje. Ignorując wszelkie ostrzeżenia, niezłomnie dąży do odkrycia prawdy. Może się jednak okazać, że wszystko, w co do tej pory wierzył, było jednym wielkim kłamstwem, okrytym mroczną tajemnicą, która sięga daleko w przeszłość. Na podstawie powieści powstał film pod tym samym tytułem. W rolach głównych wystąpili nagrodzony za tę rolę nagrodą Cezar François Cluzet (Nietykalni, Niebo nad Paryżem) oraz Kristin Scott Thomas (Angielski pacjent, Czas mroku).

Kolejne thrillery Harlana Cobena, m.in. W głębi lasu, Zachowaj spokój, Bez skrupułów, utwierdziły jego pozycję jednego z najpopularniejszych autorów na świecie. Kolekcja W LABIRYNCIE KŁAMSTW daje możliwość skompletowania wszystkich wydanych w Polsce do końca 2017 roku powieści w wyjątkowej, ujednoliconej szacie graficznej, stworzonej specjalnie na potrzeby serii.  W jej skład wejdą również bardzo wysoko oceniane przez czytelników powieści z cyklu z Myronem Bolitarem oraz trylogia z bratankiem Myrona, Mickeyem Bolitarem. Twarda oprawa, standardowy format książkowy oraz grzbiety tworzące wspólny obraz są jej ogromnym atutem. Niewątpliwą zaletą kolekcji jest również to, że żadna z książek nie została rozbita na dwa tomy.

Całą kolekcję już teraz można zamówić w serwisie www.literia.pl/coben. Kolejne tomy dostępne będą także w kioskach i salonach prasowych co dwa tygodnie, zawsze w czwartek. Tom 1. można kupić w specjalnej cenie 6,99 zł, każdy następny – w cenie 16,99 zł (w prenumeracie 14,99 zł).


Na prenumeratorów czekają dodatkowe prezenty: wygodna, duża płócienna torba czytelnika Harlana Cobena oraz audiobook wydanej właśnie w Polsce powieści W domu.


poniedziałek, 26 lutego 2018

Wilczyca i Czarny Książę #5 - Ayuko Hatta

TRAFIŁA KOSA NA KAMIEŃ


„Wilczyca i Czarny Książę” to taka manga, która stanowi nie tylko kwintesencję gatunku szkolnego życia. Autorka bowiem zawarła tu chyba wszystkie tematy występujące w tego typu mangach, wszystkie chwyty i tematy, podkręciła tempo całości i stworzyła naprawdę znakomitą serię. I choć może tytuł brzmi, jak wzięty z tandetnego romansidła, nie bójcie się, tej serii daleko jest do takich historii, choć przecież także opowiada o miłości.


Wraz z rozpoczęciem drugiego roku nauki w liceum, zmienił się skład klasy, do której chodzi Erika. Czy na lepsze? Dołączyła co prawda jej najlepsza przyjaciółka, Sanuś, a także jej chłopak, Sata, jednak pojawienie się niejakiego Kamiyi wszystko komplikuje. Chłopak, kolokwialnie mówiąc, nie zamierza przepuścić żadnej dziewczynie, ale na tym nie koniec. Dochodzi bowiem do wniosku, że Sata marnuje się przy boku tylko jednej, skoro mógłby mieć wszystkie. Stara się manipulować nim, by wrócił do dawnego trybu życia. Nieświadoma niczego Erika, myśląc, że obaj dobrze się dogadują, stara się dopomóc ich „przyjaźń”. Ale, jak się wkrótce okazuje, trafiła kosa na kamień. Sata nie daje się zmanipulować, a Kamiya zaczyna sobie uświadamiać, że czegoś brakuje mu w życiu, a co zatem idzie zmieniać. Na dodatek obaj zaczynają się zaprzyjaźniać…

To oczywiście zaledwie początek wydarzeń, jakie czekają na Was w tym tomie. zbliżają się bowiem urodziny Eriki i dziewczyna zamierza spędzić je z ukochanym w przyjemny sposób. Sata o dziwo nie wzbrania się przed tym, ale pojawia się jeden zasadniczy problem. Dziewczyna chce tylko jeden prezent: by wyznał jej, co tak naprawdę do niej czuje. Rzecz zdawałoby się prosta, ale nie dla Saty. Jakby tego było mało, zbliżają się także urodziny chłopaka, a wtedy dochodzi do incydenty, nad którym Erika nie będzie potrafiła przejść do porządku dziennego…



Az trudno uwierzyć, że to dopiero piąty tom „Wilczycy i Czarnego Księcia”, a jednak. Tyle się przecież wydarzyło, bohaterowie spotkali się, zeszli, rozeszli, ona znalazła sobie innego, ale wrócili do siebie, a w między czasie inne postacie chciały mącić w ich życiach. I chcą mącić nadal. Bohaterów tego miłosnego komediodramatu przybywa, a wszystko to zostało płynnie splecione przez autorkę w jedną znakomitą fabułę.


Fabuła ta oczywiście pełna jest humoru, emocji i wszystkiego, co się z uczuciami wiąże. Jest też kilka ciekawych, realistycznych scen i niezła psychologia postaci. Erikę nie zawsze rozumiem, Satę nie zawsze trawię, ale nie da się ich nie lubić. I nie da się przestać śledzić ich losy, kiedy już dało się w nie wciągnąć.



Całość zdobi prosta, ale urocza szata graficzna. Typowa dla tego gatunku, ale w dobrym tego wyrażenia znaczeniu. Mamy też ciekawe wtrącenia odautorskie i świetne wydanie. Miłośnicy dobrych komiksów romantyczno-obyczajowych będą usatysfakcjonowani.



A ja dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Batman: Noc Ludzi Potworów - Tim Seeley, Andy MacDonald, James Tynion IV, Tom King, Roge Antonio, Riley Rossmo

NOC LUDZI NIETOPERZY


Zaledwie nowe serie o Batmanie w ramach DC Odrodzenie zaczęły się ukazywać, a już mamy pierwszy ich crossover. „Noc ludzi potworów”, bo o nim mowa, to historia łącząca w sobie zeszyty z „Batmana”, „Nightwinga” i „Detective Comics”, dostarczająca niezłej rozrywki wszystkim miłośnikom Człowieka Nietoperza, horrorów, a nawet… japońskich filmów kaijū.


W ostatnim czasie w życiu Batmana wiele się zmieniło. Wrócił do życia po starciu z Jokerem, udało mu się nawet odzyskać pamięć i dawną tożsamość, ale stracił wiele, w tym to, co zbudował jako Bruce Wayne. Spotkał też nowych bohaterów broniących Gotham za cenę własnego życia, połączył siły z Batwoman i zebrał własną armię. Teraz jednak czeka go wielkie wyzwania. W każdym tego słowa znaczeniu.

Kiedy do Gotham zbliża się huragan Milton, media ostrzegają, że mieszkańców miasta czeka dzika noc. Nikt nie ma jednak pojęcia, jak bardzo. Po stracie Tima, Batman nie chce dopuścić by ktokolwiek zginął, a wszystko wskazuje na to, że miasto czeka coś gorszego, niż powódź z Roku Zerowego, kiedy to Człowiek Nietoperz sam niemal stracił życie. Bruce gromadzi swoich współpracowników by pomogli w kryzysie, udaje mu się nawet zdobyć pomoc policji, choć służby oficjalnie uważają jego armię za wyjętą spod prawa. Gdy wszyscy rozpoczynają zmagania z szalejącą pogodą, Hugo Strange wprowadza w życie kolejny chory plan mający zniszczyć Batmana. W kostnicy zaczynają rozpuszczać się ludzkie ciała, a w ich miejsce pojawia się coś nowego. Wkrótce na ulice Gotham wychodzą potwory. Olbrzymie bestie niszczą wszystko na swojej drodze, a bohaterowie stają w obliczu zagrożenia, które wydaje się przerastać nie tylko ich siły, ale też i wyobrażenia…


Ponad sto trzydzieści stron niezobowiązującej rozrywki, w której pomieszano przygody Mrocznego Rycerza, horror i japońskie filmy o wielkich potworach atakujących miasta. Dokładnie to oferuje nam album „Batman: Noc ludzi potworów”. Brzmi osobliwie, ale zabawa jest naprawdę niezła, a co się tyczy owej osobliwości, to komiksy z linii DC Odrodzenie najwyraźniej lubią podobne klimaty. Weźmy choćby jedną z ostatnich nowości, „Superman: Pierwsze próby Superboya”, gdzie bohaterowie spotkali na swej drodze dinozaury i Frankensteina. Podobne połączenia wydają się dziwne, ale ważne, że dobrze się sprawdzają. A wielkie stwory rodem z filmów grozy (i nie tylko, kilka scen skojarzyło mi się z „Pogromcami duchów”) mimo wszystko dobrze komponują się z Batmanem.



Strona graficzna „Nocy Ludzi Potworów” (ach ten tytuł niczym z kiczowatych horrorów z lat 50.!) też jest udana. Kreska jest typowa dla amerykańskich komiksów środka, ale dobrze oddaje charakter całości. Owszem, prace poszczególnych rysowników różnią się od siebie, jednak nawet prostsze i bardziej cartoonowe ilustracje pasują do treści. Do tego dochodzi dobrze dobrany kolor i świetne wydanie, uzupełnione o galerię, a także uroczą, metalizującą okładkę. Ja ze swej strony polecam, bo taka nieco szalona odsłona Batmana ma swój ewidentny urok.




Wolverine (Jason Aaron), tom 2 - Jason Aaron, Ron Garney, Esad T Ribic, Jock

WOLVERINE SZALEJE


I to dosłownie. W drugim i ostatnim tomie zbierającym opowieści o najsłynniejszym z mutantów Marvela pisane przez Jasona Aarona, Wolverine trafia do szpitala psychiatrycznego. A to wcale nie najbardziej szalona z rzeczy, jakie na niego czekają. Gotowi na nie wszystkie? Jeśli podobała się Wam pierwsza część tej historii, teraz także będziecie bardzo zadowoleni.


Po nieudanej inwazji Skrulli na Ziemię, Norman Osborn zostaje szefem organizacji HAMMER i staje na czele Avengers. Mimo umowy z mutantami, tworzy własnych X-Men, dogaduje się także z Mystique, której udało się przetrwać starcie z Wolverinem. To jednak zaledwie początek, bo dawny Green Goblin chce teraz przejąć tajne laboratorium, gdzie prowadzono program Broń Plus. Wolverine angażuje się więc w kolejną niebezpieczną akcję, gdzie dowie się czym jest Allgod. Niestety już wkrótce budzi się w mrocznym zakładzie psychiatrycznym, gdzie poznaje szaleńca, prowadzącego na pacjentach chore eksperymenty. Jakby tego było mało, kiedy tylko kapitan Ameryka wraca do życia, Rosmak jednoczy z nim siły w walce z pochodzącymi z przyszłości morderczymi Deathlokami nowej generacji, w czym pomaga im grono przyjaciół. Niestety, jeśli o przyjaciołach mowa, jeden z najbliższych znajomych Wolverine’a będzie musiał zapłacić najwyższą cenę, a to jemu przypadnie rola osoby mającej wypełnić jego ostatnią prośbę…


Jason Aaron żegnając się z pisaną przez siebie serią „Wolverine: Weapon X”, żegna się też z czytelnikami i jednym z bohaterów. Na dobre? Nie, bo zarówno poległy heros, jak i sam scenarzysta wkrótce potem znów wrócili do opowieści o mutantach (Aaron napisał choćby znaną w Polsce serię „Wolverine i X-Men”), ale w tym momencie nadchodzi dla nich koniec. I jest to koniec udany. Czy ten „Wolverine” jest najlepszy w historii? Nie, klasyka nadal pozostaje niepobita, ale scenarzysta daje z siebie naprawdę wiele, tworząc jedną z najlepszych opowieści o Rosomaku w swojej karierze. Jak na nich obu przystało, bywa tu krwawo, bywa też brutalnie, akcji i sentymentów również nie brakuje, a całość czyta się naprawdę znakomicie.


Niniejszy album, podobnie jak poprzedni, składa się z kilku samodzielnych opowieści. Jeśli więc nie czytaliście pierwszego tomu, praktycznie nic nie stracicie sięgając po ten, choć oczywiście warto poznać run Aarona jako całość. Komiksy tu zebrane są dobre, czasami nawet bardzo. Warto przy okazji wspomnieć, że są także mocno osadzone w konkretnych wydarzeniach, które ogarnęły całe uniwersum Marvela, ale te zostały wyjaśnione we wprowadzeniach do poszczególnych zeszytów.



A jak przedstawia się szata graficzna całości? Nieźle. Są tu prace znakomite, jak choćby Rona Garneya, jest też nieco mniej udanych rzeczy, w tym finał narysowany przez Gianfelice’a (uproszczony i cartoonowy), ale całość przy bliższym poznaniu prezentuje się dobrze. Świetne jest także wydanie, bo poza dobrym papierem kredowym i twardą oprawą, mamy tu sporo dodatków, a w nich historię Wolverine’a opowiedzianą przez niego samego, galerię, obszerny wywiad z Jasonem Aaronem i fragment scenariusza. Miłośnicy Wolvrine’a i prac scenarzysty będą więc z tego albumu bardzo zadowoleni. A ja mam nadzieję, że już niedługo wśród nowości ujrzymy kolejne opowieści Aarona o Rosomaku.







niedziela, 25 lutego 2018

Wilczyca i Czarny Książę #4 - Ayuko Hatta

LUDZIE MÓWIĄ NA TO „ZAKOCHANIE”


Ayuka Hatta nie próżnuje. W czwartym tomie następuje wreszcie rzecz, na którą czekali wszyscy czytelnicy tej serii. Czy powinna mieć miejsce tak szybko? Cóż, a jakie to ma znaczenie, kiedy całość czyta się znakomicie, lekko, przyjemnie i z dużymi emocjami? Właśnie, a jakby za mało było Wam wrażeń, autorka przygotowała kilka dodatkowych rzeczy, które sprawią, że nie tylko nie będziecie się nudzić, ale dacie zaangażować w lekturę swoje własne uczucia.


Ona skłamała, że ma chłopaka, byle nie wypaść z towarzystwa. On zgodził się udawać jej faceta w zamian za to, by została jego pieskiem. Ranił ją, wykańczał psychicznie, traktował jak najgorszy sadysta. A mimo to zakochała się w nim. W końcu jednak miała dość, rzuciła go i zaczęła spotykać się z Kusakabe, przystojnym, czułym i dbającym o nią kolegą. Teraz zaczyna zastanawiać się nad tym, co czuje.

W takiej sytuacji znalazła się właśnie Erika. Z Kusakabe jest jej dobrze, ale to nie to. I wtedy w jej życiu znów pojawia się Sata, który mówi wprost, że chce ją odzyskać. Jako swojego pieska? Na coś takiego dziewczyna nie zamierza się zgodzić. Chce by powiedział dlaczego pragnie jej z powrotem, chce by się określił. W końcu chłopak wyznaje – w typowym dla sienie stylu, ale jednak – że się w niej zakochał. Nie zamierza oczywiście być jaki inni faceci, nadal szorstko ją traktuje, ale przynajmniej dziewczyna zyskuje u jego boku pozycję by walczyć o swoje. Happy End? Raczej dopiero początek. Oto bowiem zaczyna się drugi rok liceum, związek Saty i Eriki rozwija się, bo oboje trafiają do tej samej klasy, jest tam także najlepsza przyjaciółka dziewczyny, Sanuś, jednak nie tylko. Do grupy dołączył bowiem przystojny podrywacz, który, mimo iż ma dziewczynę, nie przepuści żadnej. Los chce, że Erika musi siedzieć obok niego, a jakby tego było mało, oboje zostają zaangażowani do komitetu w sprawie szkolnego biegu na orientację…


Za każdym razem, kiedy omawiam dłuższą serię mangową, komiksową czy książkową, zastanawiam się co pisać przy okazji kolejnych tomów. Nie inaczej jest w tym wypadku, bo że „Wilczycę i Czarnego Księcia” czyta się znakomicie już pisałem. Tak samo, jak to, że akcja pędzi tu na złamanie karku, a zarazem nie mamy wrażenia przesadnego jej pospieszenia, że humor bawi, a emocje (teraz związane także z pewną manipulującą bohaterami postacią) i miłosne uniesienia trafiają do serca czytelnika. Ale czy można napisać coś innego, skoro nic się nie zmieniło?


Jedyną różnicę, jaką można zauważyć w stosunku do poprzednich tomów – a przynajmniej poprzednich dwóch – jest to, że tym razem nie mamy bonusowego oneshota. Nie brak jednak dodatków, bo z okazji jubileuszu pierwszej okładki, czytelnicy dostają galerię z Satą ubranym w najróżniejsze stroje. Grafiki te, jak i w całej reszcie komiksu, są po prostu świetne. Delikatne, ale znakomicie przedstawione.


W skrócie, „Wilczyca i Czarny Książę” to kawał znakomitej mangi shōjo, która spodoba się nie tylko żeńskiej części czytelników. Każdy, kto ma w sobie trochę romantyzmu będzie bawił się znakomicie. polecam.



A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






piątek, 23 lutego 2018

Inwazja z Ganimedesa - Philip K. Dick, Ray Nelson

DICK NA KRAWĘDZI


„Inwazja z Ganimedesa” to ani najbardziej znana z książek Dicka, ani też – jak słusznie zauważa we wstępie Wojciech Orliński – najlepsza. Ale nawet słabsze utwory szalonego pisarza, nawet takie, jak ten, napisane do spółki z innym autorem, to kawał znakomitej literatury, z którą nie mogą się równać podobne współczesne twory, a i większość klasyki także nie osiąga podobnego poziomu. „Inwazja” na dodatek, obok bycia kolejną dobrą powieścią Dicka, jest także bardzo ważnym utworem w jego dorobku, bo rozpoczynającym właściwy, jakże charakterystyczny dla niego okres jego twórczości.


Jak się można domyślić, rzecz opowiada o inwazji z kosmosu. Dick co prawda pierwotnie planował napisać kontynuację „Pana z wysokiego zamku”, gdzie najeźdźcami mieli być nie obcy, a Japończycy okupujący Stany Zjednoczone, jednak ogólny zamysł pozostał taki sam. Podbój. Okupacja. Wchłonięcie. Tak to zawsze się odbywa. Ziemia przyszłości, miejsce, gdzie pokoje hotelowe rozmawiają ze swoimi mieszkańcami, w modzie nie ma rozróżnienia na płcie, a wideofony i latające samochody są normą, ściągnęła na siebie uwagę mieszkańców Ganimedesa. Ci przypominający owady obcy byli podzieleni co do tego, jak powinien przebiegać „kontakt”, zwyciężyła jednak opcja wojny. Teraz jest już po wszystkim, wojna wybuchła, ludzkość przegrała, zaczęła się okupacja a teraz przybysze chcą zupełnej kapitulacji. Wielu ludziom to nie przeszkadza, pod nowym dowództwem też mogą ułożyć sobie życie, są jednak tacy, którzy walczą z najeźdźcą. Szef Biura Badań Psychodelicznych, doktor Rudolph Balkani, wynalazł broń, która mogłaby odmienić losy ludzkości, ale zwleka z jej użyciem. Twierdzi, że to dlatego, iż nie znalazł jeszcze na nią antidotum, a jej działanie zatrzyma nie tylko obcych, ale i ludzi. Czy to jednak cała prawda?

Tymczasem jeden z Ganimedejczyków, przywódca opozycji Mekkis, staje w obliczu własnych problemów. Nie dość, że przypadła mu najgorsza możliwa parcela (Tennessee), gdzie praktycznie nie dotarły jeszcze wpływy przybyszów, to jeszcze Wyrocznia przepowiada, że ciemność ogarnie ich wszystkich. Tylko co to enigmatyczne proroctwo właściwie oznacza?


O tej powieści można powiedzieć, że to taki Dick na krawędzi. Jeszcze nie ten chory, paranoiczny, szalony i zniszczony psychicznie przez narkotyki geniusz, który swoje lęki i wizje przelewał na papier w jedyny w swoim rodzaju sposób, ale już nie fantasta jakich wielu. Pisarz eksperymentując z narkotykami, pod wpływem LSD, które podsunął mu Ray Nelson właśnie, współautor tej powieści i autor choćby zekranizowanego jako „Oni żyją” opowiadania, zaczyna się zmieniać, zmienia się też jego twórczość. „Inwazja z Ganimedesa” stanowi zapowiedź jego największych dzieł, to tu porusza tematykę i tworzy sceny, do których potem będzie wracał. Paranoja jeszcze nie dominuje, ale talent profetyczny Dicka daje o sobie znać. Co prawda w naszej rzeczywistości nie mamy ani latających samochodów, ani telepatycznych zdolności, ani tym bardziej sztucznej inteligencji na takim poziomie, jak tutaj, ale mamy coś innego. Mamy kapitalistyczną niewolę, w której musimy płacić za rzeczy, jakie powinny być bezpłatne – pisarz przewidział to w latach 60. XX wieku, okresie rozkwitu gospodarczego Ameryki, poruszając tematykę na przekór innym. I jakże słusznie.


Na tym jego profetyzmu nie koniec. Oczywiście tego typu elementy powinniście przede wszystkim odkrywać sami, bo jaka to przyjemność otrzymać wszystko na tacy od kogoś innego?, ale warto choćby zauważyć zdawałoby się drobiazg, który drobiazgiem nie jest: modę uniseks. Zatarcie się granic między ubiorem męskim i kobiecym. Kto popatrzy na obecne trendy modowe (i nie tylko), z pewnością doceni jak daleko umysł Dicka wybiegał w przyszłość. Przy okazji warto też docenić jego podejście do samego tematu inwazji. Kosmici nie chcą wymordować ludzkości, jedynie tę jej część, która stoi im na drodze. Chcą nami władać, bo o władzę zawsze w wojnie przecież chodzi. Ich struktury, szczególnie polityczne, też są intrygujące i przekonujące. Realistyczne. Nie ważne, że autor czasem ukazuje ich samych w dość infantylny sposób, jakby wyrwany z literatury pulpowej, w której tkwił od początków swojej kariery, a jeszcze w tej powieści nie uwolnił się od jej wpływów. Ale czy to minus? Już bardziej znak pewnych czasów, które Dick i tak wyprzedzał. A przecież pisał przy tym w naprawdę znakomity sposób, lekki, to prawda, ale doskonale oddający jego wizję i to, co autor chciał nam przekazać. Pełny przy tym, jeśli oceniać go literacko, a zarazem znakomity także na niezobowiązującym poziomie rozrywkowym.


A na tym nie koniec. Mamy przecież to doskonałe pierwsze polskie wydane, zamknięte w twardej oprawie, z dodatkową obwolutą, wspaniale, choć skromnie zilustrowane. Jak wszystkie poprzednie tomy od Rebisu, także ten pod względem edytorskim prezentuje się przepięknie – także na półce. A że w parze z tym idzie znakomita treść, każdy miłośnik dobrej fantastyki powinien poznać „Inwazję z Ganimedesa”.


A ja dziękuję wydawnictwu Rebis za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

czwartek, 22 lutego 2018

Marvel: Absolutnie wszystko, co musisz wiedzieć - Adam Bray, Lorraine Cink, John Sazalis, Sven Wilson

WSZYSTKO, CO CHCIELIBYŚCIE WIEDZIEĆ O MARVELU, ALE NIE WIEDZIELIŚCIE, ŻE CHCECIE ZAPYTAĆ


To nie jest książka o historii Marvela. To nie jest także książka, która stanowiłaby streszczenie najważniejszych wydarzeń w dziejach całego uniwersum, ukazując nam losy poszczególnych bohaterów na ich tle. Z czym zatem mamy tu do czynienia? Z bogato ilustrowanym zbiorem ciekawostek z komiksów tego wydawnictwa, przybliżającym nam fakty, o których często nawet najwięksi miłośnicy graficznych opowieści nie mieli najmniejszego pojęcia.


Przyjrzyjmy się nieco zawartości albumu, bo właśnie z albumem, mamy tu do czynienia – pięknie zresztą wydanym. Całość podzielona została na pięć rozdziałów: Postacie, Drużyny, Lokacje, Nauka i magia oraz Kluczowe wydarzenia, omawiających właściwie wszystkie aspekty uniwersum Marvela. Przeczytacie zatem ciekawostki na temat najważniejszych superbohaterów i superzłoczyńców, poznacie klasyczne starcia między nimi, traficie do Asgardu, odwiedzicie odmęty kosmosu, poznacie znaczenie magicznych artefaktów i bohaterów, którzy są zrobotyzowani, bądź też w całości roboty stanowiących, a wreszcie przeczytacie o wojnach, eventach i alternatywnych światach.


No dobrze, ale co to dokładnie oznacza, zapytacie. Czego dowiecie się z niniejszej książki? Ciekawostek jest wiele: od Thora w formie żaby (tak, tak!), przez ilość ludzi ocalonych przez Spider-Mana, po atakującego niebezpiecznymi smarkami (nie, to nie pomyłka) mutanta. Chcecie wiedzieć z jaką prędkością strzela Skryte Żądło Punishera z roku 2099? Czyim wrogiem jest Raven Łowca (kruk myśliwy)? Kto wchodzi w skład kanadyjskiej drużyny superbohaterów? Kim są Uciekinierzy? Jakie wcielenia ma ciocia May, jako superbohaterka? Na kim Stan Lee wzorował postać J. Jonaha Jamesona? Jak do życia powróciła żona Bannera? Kto jest najpotężniejszy w świecie Marvela? Czy Kaczor Howard posiada supermoce? Ilu istnieje Hulków? A ilu Goblinów? Na wszystkie te pytania i oczywiście także setki innych odpowiada niniejszy tom.


Brzmi ciekawie, prawda? I ciekawie jest, bo „Marvel: Absolutnie wszystko, co musisz wiedzieć” to niezłe, encyklopedyczne opracowanie dla miłośników tego wydawnictwa. Głównie tych młodszych, fakty i ciekawostki są tu zaprezentowane w prosty sposób, wyróżnione najczęściej w krzykliwym, kolorowym stylu na tle grafik, które zajmują większą część plansz. Grafiki te są zresztą równie interesujące, jak treść, wykonane przez najróżniejszych artystów, zarówno tych z samych początków istnienia wydawnictwa (Ditko), późniejszych (piękne, fotorealistyczne prace Alexa Rossa), jak i obecnie popularnych (Ramos, Cheung). Pochodzą one co prawda z komiksów czy różnego rodzaju dodatków i opracowań, ale jako że zdecydowanej większości z nich nie mieliśmy na naszym polskim rynku, są one nie lada gratką dla miłośników Marvela.


Niektóre tematy zostały co prawda okrojone, jak choćby eventy czy alternatywne rzeczywistości (na ich prezentację łącznie poświęcono niespełna 20 stron), niemniej „Marvel. Absolutnie wszystko, co musisz wiedzieć” to znakomite wprowadzenie do świata Marvela. Młodsi czytelnicy pogłębią tu swoją wiedzę na temat świata superohaterów, starsi też znajdą niejedną ciekawą rzecz, zrozumieją również wydarzenia, które być może w czytanych przez nich komiksach były niejasne i dadzą się jeszcze bardziej wciągnąć w to uniwersum. Całość na dodatek, co już wspominałem, została pięknie wydana (twarda, tłoczona oprawa, półkredowy papier), więc poza byciem kompendium wiedzy, niniejszy album okaże się także ozdobą niejednej domowej biblioteczki.



Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Zosia z ulicy Kociej #10: Na psa urok - Agnieszka Tyszka

ZIMA NA KOCIEJ


To już dziesiąty tom przygód nastoletniej Zosi. Jeśli długość serii brać za wyznacznik jej popularności, a trudno byłoby inaczej, opowieści stworzone przez Agnieszkę Tyszkę musiały przypaść do gustu młodym czytelnikom. A jak to jest ze starszymi, takimi jak ja? Cóż, choć „Na psa urok” nieco mnie rozczarował, „Zosia z ulicy Kociej” i tak jest bardzo sympatyczną lekturą.


Dla Zosi nadszedł szalony okres. Jak to zawsze, kiedy grudzień zbliża się do końca, a rodzina zjeżdża się by świętować wspólnie Boże Narodzenie. Taka już tradycja, jak choćby to, że wieczerza wigilijna przebiega u nich bezalkoholowo, chociaż akurat w tym roku mają kilka powodów do oblewania. I tradycją jest także to, że nie może być normalnie, skoro ma się dziadka jeżdżącego mimo mrozu na rowerze, z transparentem „Dziadzio protestuje” oraz przekręcające wyrazy rodzeństwo. Zosia uwielbia Święta, a właściwie Wigilię, bo wtedy najbardziej czuje gwiazdkową magię, kocha też prezenty, ale w całym tym chaosie, jaki wiąże się z owymi dniami, nie zapomina, że jej urodziny przypadają chyba w najgorszy do tego dzień w roku – w Sylwestra. Czemu najgorszy? Dziewczynce wprawdzie nie zależy tak bardzo na prezentach, ale po świątecznym szaleństwie te akurat okazują się być dość skromne. Poza tym wielu znajomych albo gdzieś wyjechało, albo też w ferworze przygotowań do obchodów Nowego Roku nie ma zbyt wiele czasu, by ją odwiedzić. A częstowanie cukierkami w szkole po fakcie nie ma już w sobie tej mocy, co właśnie w tym konkretnym dniu.

Ale to oczywiście dopiero początek. Zosia i jej siostra Mania po stracie swojego pupila, Kawiora, którego musiał uśpić weterynarz, tęsknią za towarzystwem zwierzęcia. Dlatego też Mania, podczas wymyślonego przez siostrę łapania spadających gwiazdek (kto z życzeniami czekałby do sierpnia, kiedy gwiazdy rzeczywiście spadają, skoro płatki śniegu tak bardzo je przypominają), postanawia zażyczyć sobie pieska. A przecież niektóre życzenia potrafią się spełniać i co wtedy?


Zacznijmy może od plusów „Zosi z ulicy Kociej”, bo tych nie brakuje. Co oferuje ta seria? Przede wszystkim lekko napisane, ciekawe i życiowe przygody głównej bohaterki, sympatycznej dziewczyny w okresie dojrzewania, której hormony nieraz wpływają na humor. Reszta bohaterów też jest ciekawa, nieco szalona, na pewno nieszablonowa i nie infantylnie przedstawiona. Styl Agnieszki Tyszki jest lekki, a rysunki Agaty Raczyńskiej, bogato ilustrujące całość są po prostu rewelacyjne.


Co się jednak tyczy minusów, początek tego tomu (rodzinna Wigilia, rozmowy w jej trakcie i mnogość bohaterów) wypada chaotycznie. Wysilone wydają się też słowa tworzone poprzez Manię na zasadzie przekręcania liter etc., którym zabrakło lekkości, a także pojawiają się tak często, że potrafią momentami nużyć. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze całości, a książki z tej serii czyta się przyjemnie. Owszem, bardziej jest to lektura dla dziewczynek, ale właściwie wszystkie dzieci w wieku mniej więcej dziesięciu lat będą bawiły się naprawdę dobrze.



A ja dziękuję wydawnictwu NaszaKsięgarnia za udostępnienie egzemplarza do recenzji.











Wilczyca i Czarny Książę #3 - Ayuko Hatta

MASOCHISTKA I SADYSTA


Ayuko Hatta rzeczywiście pędzi z tą mangą na złamanie karku. To dopiero trzeci tom, a już mieliśmy kilku potencjalnych kandydatów do serca bohaterki, liczba ta się zwiększa, a zawirowania miłosne narastają z każdą chwilą. Co tu jeszcze się wydarzy, zanim seria osiągnie swój finał w szesnastym tomie, nawet nie będę sobie wyobrażał. Ważne, że całość nie przestaje bawić, dostarczać emocji i intrygować, a przy okazji czyta się dosłownie jednym tchem.


Kłamliwa wilczyca i sadystyczny Czarny Książę. Czy taki związek może się udać? Erika wciąż ma dość tego, jak traktuj ją Sata i wciąż nie potrafi nic z tym zrobić. I nie chodzi wcale o to, że gdyby zdecydowała się na jakiś krok, chłopak mógłby opowiedzieć wszystkim, że tylko udawał jej ukochanego, by jej kłamstwa nie wyszły na jaw, a ona nie była spalona w towarzystwie. Nie dość bowiem, że Erika coś do niego czuje, to jeszcze Sata potrafi zachować się momentami w taki sposób, że cieszy się jej serce. Ale jak długo może trwać taki stan rzeczy?

Na razie jednak nadchodzi czas, który mają spędzić razem. Dziewczyna oblała kilka testów, grozi jej powtarzanie klasy, Sata decyduje się więc przygotować ją do poprawek. Pech chce, że kiedy są  niego w domu, gaśnie światło. Nie ma też wody, dziewczyna wychodzi więc za potrzebą, a kiedy długo nie wraca, chłopak zaczyna się denerwować. W okolicy grasują bowiem podejrzane typki…

Jakby mało było wrażeń, zbliżają się walentynki. Erika chce przygotować swojemu „chłopakowi” jakieś słodycze, jednak ten nie dość, że nienawidzi samego tego święta, nie cierpi również słodkości. Jednocześnie w życiu dziewczyny pojawia się Kusakabe, szkolny kolega, który zawsze trzyma się na uboczu i chodzi ze spuszczoną głową. Mimo swej nieśmiałości, okazuje się być przystojnym, interesującym i ciepłym chłopakiem. Czy ma szansę skraść jej serce?


Sami widzicie po opisach zawartości poszczególnych tomów, że autorka nie rozwleka się ani nie serwuje powoli kolejnych zwrotów akcji, niespiesznie nas do nich wprowadzając. Wie, co chce opowiedzieć, wie jak chce to zrobić – a robi to w świetny sposób – i ani myśli zwlekać. Wychodzi to całej opowieści na dobre, bo Hatta nie żałuje nam ani humoru, ani miłosnych uniesień, ani wzruszeń.


Na koniec tomiku znów czeka na nas dodatek. Tym razem jest to „Nie jestem klaunem”,  historia nastoletniej Hikari Kodomy (przejrzyjcie główne rozdziały mangi to z pewnością wypatrzycie ją i jej kolegę na jednej ze stron!), która lubi głupio się zachowywać. Dlatego też w szkole robi za klasowego błazna, brzydkiego na dodatek i pozbawionego kobiecości (którą jak sama twierdzi porzuciła na rzecz rozbawiania ludzi). Ktoś taki jak ona nie kocha, bo to do niej nie pasuje. A jednak w towarzystwie jednego kolegi zaczyna czuć coś więcej. Coś, co stara się ukryć. I zarazem coś, co dostrzega inny jej znajomy, klasowy samotnik. Pytanie tylko czy ten wesprze ją w jej uczuciu czy może sam zechce być kimś jej bliskim…


Zarówno ten oneshot, jak i główna opowieść są bardzo przyjemne, wciągające i emocjonujące. A także dobrze narysowane. Dlatego też bez zbędnego przedłużania, polecam Wam całą serię. Jeśli lubicie szkolne życie i dobre opowieści o miłości, będziecie „Wilczycą i Czarnym Księciem” zachwyceni.



A ja dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.