niedziela, 22 lipca 2018

Wilczyca i Czarny Książę #10 - Ayuko Hatta

WILCZYCA I KSIĄŻĘ WILK


Skoro autorka nie spodziewała się, że ta seria osiągnie dwucyfrową liczbę tomików, to i czytelnicy pewnie także nie mogli być tego pewni. W końcu szybkie tempo, jakie narzuciła Ayuko Hatta od pierwszych rozdziałów kazało sądzić, że szybko wyczerpią się jej pomysły. A jednak nic takiego się nie stało. Co prawda w ostatnim tomiku (a także w tym) akcja toczy się nieco wolniej, ale zabawa nadal jest udana i trudno od całości się oderwać.


Los chciał, że Erika wygrała w loterii wyjazd we dwoje do regionu słynącego z gorących źródeł. Teraz zaczyna planować całą wyprawę – oczywiście chce, żeby towarzyszył jej Sata: w końcu jest to nagroda dla dwojga. Chłopak, jak to on, nie jest szczególnie zachwycony tym pomysłem. Wkrótce okazuje się dlaczego: chociaż miał opinię podrywacza, a ze względu na spotykanie się ze starszymi dziewczynami także doświadczonego w „tych sprawach”, w rzeczywistości jest prawiczkiem. Kolegów dziwi fakt, że między nim i Eriką do niczego na tym polu jeszcze nie doszło, choć spotykają się przecież już dłuższy czas. Radzą mu więc by teraz skorzystał z okazji – będą w końcu mieszkać sami w jednym pokoju! Niech więc zmienią się z Wilczycy i Czarnego Księcia w Wilczycę i Księcia Wilka.

Tymczasem przyjaciółka uświadamia Erice dokładnie to samo, co Sacie koledzy. Będą spali razem w jednym pokoju, a to oznacza właściwie jedno. Kiedy nadchodzi ten dzień, oboje zdają się ignorować problem, ale w końcu zostają sami w pokoju i… Właśnie, co z tego wyniknie?


Są mangi, które w zależności od tomu trzymają różny poziom i są też takie, po które można sięgać w ciemno, zawsze wiedząc, że dostanie się coś znakomitego. Do tej drugiej grupy właśnie należy „Wilczyca i Czarny Książę”, lekka, sympatyczna, zabawna i przede wszystkim wciągająca seria shoujo, która zdecydowanie spodoba się nie tylko dziewczynom.


Co prawda akcja w tym i poprzednim tomie nieco zwolniła w stosunku do pierwszych ośmiu (gdzie fabuła dosłownie pędziła na złamanie karku), ale i ta spokojniejsza odsłona jak najbardziej mi pasuje. W końcu jest humor, są emocje (bo jak bez tego miałaby się obyć manga shoujo?), jest konkretna akcja, całość bywa też niegrzeczna i z pazurem, choć bywa też uroczo infantylna. Po prostu super.


Nic dziwnego, że czyta się to po prostu świetnie, ale i szata graficzna całości także wypada znakomicie. Jak na swój gatunek przystało, jest lekka, zwiewna, delikatna i raczej unikająca czerni, ale przy tym bardzo klimatyczna i wpadająca w oko. O wiele lepsza, niż widać to na okładkach serii. Dlatego niezmiennie gorąco polecam „Wilczycę i Czarnego Księcia” Waszej uwadze.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz