piątek, 7 listopada 2014

Zapiski nosorożca. Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki - Łukasz Orbitowski


BLUESOWA KSIĄŻKA


Afryka. Czarny ląd. Kraj upalny, niegościnny. Wimy jaki jest, znamy go z telewizji, z książek... Każdy coś słyszał, każdy coś kojarzy. Ale jaki jest, kiedy spojrzy się na niego okiem turysty spędzającego tam wolny czas? Turysty, który jest jednocześnie poczytnym autorem powieści z zakresu szeroko pojmowanej fantastyki?


Przyznam się szczerze, że nie czytuję książek podróżniczych. Literatura tego typu - choć programy, i owszem, oglądam - nie przemawia do mnie do końca. Poza tym za samym Orbitowskim także nie przepadam. Wiem, że narażam się tym stwierdzeniem wielu ludziom, ale cóż na to poradzę? "Zapiski nosorożca" winny być więc dla mnie czymś niestrawnym - a jednak! Jak pamiętamy z matematyki minus i minus daje plus i w tym wypadku tak właśnie się stało, a książka nie dość, że mnie urzekła, zachwyciła i zaskoczyła ciekawostkami i szczerym spojrzeniem na RPA, to jeszcze pochłonąłem ją dosłownie jednym tchem!


"Zapiski..." to książka subiektywna, prosta, skuteczna i porywająca. Książka szczera i przypominająca mi publicystyczne dokonania Orbitowskiego, które zawsze sobie ceniłem. Nie najdziemy tu klasycznego omówienia RPA, przedstawienia historii regiony, polityki czy flory i fauny. Owszem, wszystko to po części znalazło się na stronicach książki, ale Łukasz przede wszystkim skupił się na własnych odczuciach, fascynacjach i przemyśleniach. Skupił się na widokach, ale w równym stopniu skoncentrował także na ludziach. Tych zwykłych, nie modelowych, ale zwyczajnych osobach, jakie napotyka się na drodze. Chwilowych znajomych, z którymi się porozmawia szczerze i otwarcie, bo już więcej się ich nie spotka.


Czarny Ląd, jaki maluje w "Zapiskach nosorożca" to kraina jak każda inna - czasem nieprzyjazna, czasem rozczulająco swojska, innym znowu razem typowo afrykańska. Orbitowski nie upiększa, nie stara się zrobić reklamy dla Afryki - po prostu pokazuje co tam widział, czuł i jak to na niego wpłynęło.


I do mnie takie podejście do tematu przemawia dużo bardziej, niż klasyczne przewodniki czy literatura podróżnicza. Fani podróży jednak także bez trudu odnajdą się w tej książce i odkryją jak oryginalnie można opowiadać o innych krajach bez popadania w manieryzm.


Do tego Orbitowski podsypał całość olbrzymią porcją afrykańskich legend i opowieści we własnej, naprawdę świetnej literacko i treściowo interpretacji, dorzucił szczyptę zdjęć (mamy także tradycyjną w takich przypadkach kolorową wkładkę) i zmiksował to w rewelacyjną książkę godną polecenia każdemu. Książkę nostalgiczną i - rzekłbym - bluesową (takie skojarzenia z okładką). Książkę piękną, wesołą, gorzką... po prostu życiową.


Książkę, którą polecam raz jeszcze, a wydawnictwu SQN składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

1 komentarz: