poniedziałek, 18 maja 2015

Fantomas: Zakochany książę - Pierre Souvestre, Marcel Allain


ZAKOCHAĆ SIĘ W KSIĘCIU


Każdy rodzaj sztuki, a już literatura i film w szczególności, to swoisty wehikuł czasu zabierający odbiorcę do epok dawno minionych, prezentujący miejsca, których już nie ma i ludzką mentalność przeszłych lat. Nieważny jest gatunek ni zamierzenia autora – rzeczy te wynikają same z siebie. Dla mnie takim osobistym wehikułem czasu są najczęściej legendarne filmu pokroju „Samych swoich” czy komedii z Luisem De Funèsem. Tego ostatniego wspominam nie przypadkiem, bowiem chyba każdy kojarzy filmowego „Fantomasa” z tym niezapomnianym aktorem. „Fantomasa” opartego właśnie na liczących już ponad sto lat powieściach duetu Allain/Souvestre. Chcecie przenieść się w czasie do okresu Belle Epoque i poznać przestępcę doskonałego? A więc zapraszam.


Fantomas to Geniusz Zła, przestępca idealny, nie do złapania. Przechytrzy każdego, nikt nie może się z nim równać. Ale jak każdy antagonista, posiada też swoich protagonistów w postaci komisarza Juve’a i dziennikarza Faandora. Tych zaś czytelnik poznaje w samym środku śledztwa, kiedy to za sprawą Fantomasa pociąg, który to wjechał do tunelu, zniknął nie mając gdzie wyjechać! Sprawa pociągu, jakże niebywała, dla Fandora stanowi jedynie tło, bowiem ważniejsze jest Hélène, „córka” przestępcy, a zarazem obiekt uczuć dziennikarza.

Tymczasem to nie jedyna historia miłosna, jaka rozgrywa się na kartach powieści. Młoda szwaczka Firmaine rozdarta jest pomiędzy mężczyznę, którego kocha, a bogatego kochanka, który choć ma żonę, gotów jest łożyć na jej właśnie zachcianki, choć przy tym małżonki zostawić nie zamierza. Jaką rolę odegra to dziewczę dla całej historii? I czy także Fantomasa dosięgnie strzała Amora?


To już musicie przeczytać sami – a zaręczam, warto! Powieść bowiem, pomimo upływu wieku nie straciła nic ze swojej rozrywkowej wartości. Czasem uroczono naiwna, zawsze bogata stylistycznie, zabiera czytelnika w sentymentalną podróż do czasów, kiedy aeroplany budziły wielkie poruszenie, a urodzenie miało ogromne znaczenie w miłości. „Fantomas” przypomina połącznie przygód Sherlocka Holmesa z awanturniczą nutą i elegancją Arsèna Lupena, odrobiną humoru i niezapomnianym klimatem. Myliłby się ten, kto oczekiwałby tego samego, co oferował film z Luisem, nie mniej nie stanowi to w żadnym stopniu rozczarowania.


I cóż więcej mogę tu dodać? Chyba tylko polecić pozycję Waszej uwadze, bo w końcu na naszym rynku pojawił się ten niezapominany bohater, a wydawnictwu Studio Emka podziękować za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz