piątek, 8 maja 2015

Naznaczeni na zawsze - Emelie Schepp

NAZNACZONA UDANYM DEBIUTEM


Szwedzkie kryminały szturmem zdobyły światowe rynki dekadę temu i choć wielu ich sukces miało za chwilową modę, nadal niewiele się zmieniło. Autorzy z tego kraju wciąż triumfują pod względem sprzedaży, a krytycy nie szczędzą im pochwał – wszystko to zasługa specyficznego, niezwykłego klimatu, jaki oferują swoim czytelnikom. Teraz polscy fani mogą poznać kolejną pisarkę ze Szwecji, debiutantkę, Emelie Schepp, której „Naznaczeni na zawsze” to kawał dobrej powieści z pogranicza kryminału i thrillera.


Hans Juhlén, szef urzędu imigracyjnego, zostaje zamordowany. Śledztwo w sprawie tej głośnej zbrodni prowadzi młoda, lecz ceniona prokurator Jana Berzelius, do pomocy mając komisarza Henrika Levina, oraz aspirant Mię Bolander, która – łagodnie mówiąc – nie znosi Jany. Sama sprawa od początku wydaje się dziwna, bowiem na miejscu zabójstwa znalezione zostają odciski palców dziecka, choć zabity nie posiadał potomstwa, a sam zabójca strzelał z niskiego położenia, jakby rzeczywiście był dzieckiem! Czy to w ogóle możliwe? Kolejne pytania wywołuje znalezienie następnych zwłok. Ale także sama Jana skrywa w sobie wielką tajemnicę, którą wreszcie ma szansę rozwiązać…


„Naznaczeni…” to kolejny dowód tego, jak trudno nawet tym dobrym pisarzom, przebić się na rynku, a także jak nowa moda selfpublishingu pozwala spełnić marzenia. Schepp swój literacki debiut wydała bowiem sama i nagle – i z pewnością niespodziewanie – zdobyła sławę, a powieść zaczynająca planowany cykl o Janie Berzelius, stała się wielkim hitem i przyciągnęła uwagę wydawców nawet z innych państw. Duże to osiągnięcie w kraju, w którym pisarzy zajmujących się kryminałem i thrillerem pojawia się jak grzybów po deszczu. Ale i sama powieść jest naprawdę udana, a na dodatek stanowi pewien powiew świeżości. Schepp bowiem zdołała połączyć typowy szwedzki nastrój z amerykańską stylistyką. „Naznaczonym…” blisko jest do Alex Kavy, ale takiej, jaką czytelnicy poznali na początku, a nie obecnej, serwującej odświeżane pomysły i niską wartość literacką, a także typowych powieści z rodzimego kraju pisarki.


Autorka operuje stylem debiutanckim, ale lekkim i przyjemnym, takim, który czyta się bez chwili znudzenia, a zarazem nie przemyka jedynie po nim wzrokiem. Udało jej się także stworzyć solidną, rzetelną i ciekawą fabułę, kilkukrotnie zaskoczyć i oczywiście zaciekawić, wciągając w świat zbrodni i tajemnic. Być może jest to zasługa klimatu krajów północy, ale wywodzące się stamtąd czy to książki czy też filmy, póki co nigdy mnie nie rozczarowały. Tak też jest i w tym przypadku, sama Schepp zaś warta jest poznania i śledzenia jej kariery.


Lubicie thrillery? Kryminały? Polecam „Naznaczonych…” Waszej uwadze, a wydawnictwu Media Rodzina składam podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz