wtorek, 13 października 2015

Dygot - Jakub Małecki


INNI


Gdy ambicja i chęć sięgnięcia wyżej spotyka się z kulturą popularną, efekty bywają różne, najczęściej jednak ciekawe. Taki też udało się uzyskać młodemu polskiemu autorowi, jakim jest Jakub Małecki, a jego książka prezentuje naprawdę znakomity poziom.


Rok 1938. To wtedy zaczynana się akcja „Dygotu”. Jej finał? Czasy nam współczesne, bo rok 2004. Na tle przemian jakie zachodzą przez ten czas w Polsce śledzimy losy członków dwóch rodzin – Łabendowiczów i Geld. Ci pierwsi próbują radzić sobie najpierw z okupacją hitlerowców, potem z Armią Czerwoną. Przekleństwem ich rodziny stają się po części Niemcy, po części wyzwoliciele, kiedy uciekają od pomagającej im Niemki kiedy ta zostaje wysiedlona przez Rosjan. Czyn ten ma swoje konsekwencje. Porzucona kobieta przeklina nienarodzone dziecko, te zaś wkrótce przychodzi na świat jako albinos. Mieszkańcy wsi nie pałają do niego sympatią, szczególnie, że wszystko wskazuje na to, że dziecko jest winne nieurodzaju…

Córka Geldów natomiast staje się ofiarą cygańskiej klątwy? Także i ona nie może znaleźć swojego miejsca wśród „normalnych ludzi”, kiedy zostaje oszpecona w wyniku wybuchu granatu. Jednak drogi obojga odmieńców w końcu się przetną a po latach światło dzienne ujrzy rodzina tajemnica…


Ta powieść jest jak jej okładka. Dziwna, ale intrygująca. Okładka kojarząca się z magazynem modowym albo lifestyle’owym, na pierwszy rzut oka wydaje się nie pasująca do treści, jest w niej jednak coś, co to połączenie ze snutą przez autora historią nawiązuje. Zostawmy jednak w spokoju oprawę i przejdźmy do treści. Omówić fabułę nie jest trudno, trudniej jest ją jednak sklasyfikować czy wcisnąć do jakiejś szufladki. Na myśl nasuwa mi się jednak hasło realizm magiczny, bo choć jest w „Dygocie” nuta fantastyki, całość trudno jest do gatunku tego przypisać. „Dygot” to także pewne swojskie mystery,  mrok i sekrety, nieco dziwności i przede wszystkim głębia. I prawda.


Małecki nie pisze typowo lekko i przyjemnie. Jego styl jest bardziej wymagający, ale przy tym i bardziej… hmm… poetycki? To chyba dobre określenie, choć nie wyczerpujące tematu. Liryczny? Też nieźle oddaje słowa i frazę, ale nadal nie do końca. Na pewno nie jest rozpasany ani przesadnie kwiecisty. To styl ciekawy i w pewien sposób twardy, fajnie współgrający z treścią. Oryginalny.


I oryginalna i niebanalna jest ta propozycja. Godna polecenia i uwagi. A sam autor wart śledzenia jego kariery. Dlatego polecam „Dygot” Waszej uwadze, a wydawnictwu SQN składam podziękowania za udostępnienie mi go do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz