środa, 21 października 2015

Hell-p - Eugeniusz Dębski

MOHEROWA REWOLUCJA


Tajni agenci, polskie realia i Lovecraft ukryty pod postacią staruszek i nastolatków, w skrócie: początek tetralogii Dębskiego.


Aspirant Kamil Stochard otrzymuje urlop. A właściwie nie, urlop dostaje na siłę. I co to w ogóle za urlop, skoro wcale od pracy nie zwalania? Bo za wypoczynek nie można raczej uznać tajnej misji pod rozkazami amerykańskiego agenta o polskich korzeniach, którego słowa co do celu ich działań są nie mniej enigmatyczne niż sam cel. Tan zaś, kiedy już wychodzi na wierzch, na jaw, okazuje się przerastać rozumowanie naszego bohatera. Kto w końcu na logiczny polski rozum chciałby zaakceptować istnienie Lovecraftowskich guimonów, które – pod postacią moherowych staruszek i zbuntowanych nastolatków – szykują przyjście wielkiego zła. Zła największego. A przy tym nie odmawiają sobie urządzenia mniejszych i większych masakr. Co więc pozostaje? Złapać za broń i rzucić się na wroga z okrzykiem: „Gero…”, znaczy „Yippee ki-yey, Moherfucker!”


Tak w skrócie przedstawić można treść i akcję niniejszej powieści. Akcja, humor, ostre słownictwo, pewien brak pruderii i spora nuta fantastyki, garściami czerpiącej z książek samego mistrza-samotnika z Providence i popkulturowych hitów tak książkowych, jak i filmowych. Brak w tym czegoś głębszego, brak czegoś ponad, jednak jako rozrywkowa fantastyka, coś z pogranicza SF, horroru, urban legend i sensacji, z seksem, krwią i strzelaninami, sprawdza się nieźle, jeśli ktoś te klimaty lubi. Szczególnie dla męskiej części czytelników, która lubi niewybredny humor i prosty styl pisania.


Komu zaś spodoba się taka stylistyka i treść, powinien wiedzieć, że Dębski napisał jeszcze dwa tomy. Zaraz, zaraz, zapyta ktoś. We wstępie recenzji padło słowo „tetralogia” a jak się nie mylę, kryją się za tym cztery części, a przecież 1 + 2 = 3. A więc? „Hell-p”, oprócz tego, że jako wznowienie jest poprawioną powieścią względem poprzedniego wydania, zawiera pewne dodatki, które tę drobną zdawałoby się rozbieżność wyjaśniają. Cóż to za bonusy? Fragmenty zarówno tomu drugiego i trzeciego („Moherfucker” i „Russian Impossible”), jak również krótki wycinek z nienazwanego jeszcze tomu 4. Tomu, który – przynajmniej w najbliższym czasie – światła dziennego nie ujrzy, a więc dodatek jakże istotny dla fanów.


Sięgnijcie więc, jeśli takie klimaty trafiają w Wasz gust, a ja dziękuję wydawnictwu Piaskun za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz