czwartek, 15 października 2015

Kij w Dupie - Konrad 'Koko' Okoński

KIJ CI  W... OKO


Kto mógłby się powstrzymać przed sięgnięciem po komiks o takim tytule? Na pewno nie ja. Jakie jednak mogłyby być wrażenie z podobnej lektury? Różnorodne. Na szczęście w tym wypadku są jak najbardziej pozytywne.


Badyl wiedzie życie, jak wielu. I jak wielu życie to ma jeszcze wieść. Wszystko zmienia jego siostra, Janek, która z nagła wpada do mieszkania brata z flaszką bliżej nieokreślonej zawartości. Łyk trunku ścina i ją i Badyla i towarzyszącą im Paulinę z nóg. Odzyskana przytomność wita ich po dłuższym czasie w tajemniczej piwnicy. Co się stało? Jak się tu znaleźli? Kogo zabili? Na szczęście szybko okazuje się, że spełnili podstawowe marzenie każdego – kupili bar. A właściwie to Badyl bar kupił – i to za pieniądze, jakie miał odłożone na mieszkanie. Jego związek trafia szlag, właściciel baru o nazwie „Kij w dupie”, miejsca o niezbyt przyjemnej sławie, za nic nie chce odkupić z powrotem, w samym lokalu uparcie pojawia się tajemnicza persona, a kolejna, jeszcze bardziej tajemnicza i naga na dodatek, nawiedza sny Badyla, każąc mu odnaleźć znak, który doprowadzi go… no właśnie… do czego go to wszystko doprowadzi?


Lekko mangowy stylem, rozrywkowy komiks undergroundowy pełen szalonego humoru i jeszcze bardziej szalonych postaci. Tak najprościej podsumować można „KWD”. Trochę tajemnicy, trochę erotyki, dużo ostrego słownictwa i przyjemna dla oka szata graficzna. Ten album przypomniał mi czasy młodości (mówię, jakby stary był, ale cóż począć), magazyn „Produkt” i stuff, jaki pismo to serwowało. I przypomina mi także nieco „Kac Vegas” i podobne im komedie. Jeśli dodacie do tego wiecznie napaloną, będącą ciągle na czymś, po części dziecinną, po części rynsztokową Janek, żyjącą chyba tylko na używkach Paulę i samego Badyla, nieco refleksyjnego, nieco nieudolnego samca, poczujecie mniej więcej, jaki jest efekt końcowy.


Kto więc takie klimaty lubi i nie jest pruderyjny, bawił będzie się znakomicie. Ja bawiłem, więc polecam, a wydawnictwu Gindie składam podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz