czwartek, 29 października 2015

Niedokończone opowieści - J.R.R. Tolkien

WYPRAWA PRZEZ HISTORIĘ ŚRÓDZIEMIA


Nie zdążył Tolkien za życia wydać dzieła, które uważał za swoje opus magnum. Wciąż nad nim pracował, wciąż poprawiał, wciąż rozpatrywał różne wersje, wciąż i wciąż dążył do perfekcji. Poza tym obawiał się autor, że dzieło owo nie osiągnie takiej popularności, jak „Władca pierścieni”. „Silmarilion”, bo o nim mowa, ukazał się już pośmiertnie i wbrew wszystkim tym obawom, stał się obiektem uwielbienia czytelników. Zbiór opowieści o historii Śródziemia od powstania świata z pieśni, po czasy Pierścienia Władzy dodał posmaku prawdziwości oszałamiającej wizji, jaką wykreował umysł Tolkiena. Po co to wszystko wspominam? Bowiem wznowione właśnie po raz kolejny „Niedokończone opowieści” to swoiste uzupełnienie „Silmarilionu” i alternatywa dla przedstawionych w nim legend.


Książka ta po raz pierwszy ukazała się dokładnie 35 lat temu i złożyły się na nią teksty Tolkiena, niedokończone często, które stanowią rożne wersje tego, co już znamy. Różnice w postaci drobnych szczegółów bądź też i naprawdę sporych zmian pokazują różne perspektywy spojrzenia na jeden temat, jedno zdarzenie. Rozbudowane fragmenty (jak w szczególności ten o Dzieciach Hurina, któremu niewiele jest brak do późniejszego, książkowego wydania) natomiast pozwalają lepiej poznać losy ulubionych bohaterów z wszystkich trzech er świata zamieszkanego przez Hobbitów, Entów, Elfów i wszystkie inne rasy.


Poza tym „Niedokończone opowieści” za sprawą formy i treści stanowią swoisty wstęp do niewydanego u nas w pełni dwunastotomowego zbioru „Historia Śródziemia” (a co za tym idzie także i opublikowanego kilka lat temu, ale nie w Polsce, dwutomowego wydawnictwa „Historia Hobbita”). A zarazem stanowi jakby skondensowaną jego wersję. Jak kieszonkowa encyklopedia na tle rozbudowanego cyklu encyklopedycznego. Dla fanów twórczości J. R. R. Tolkiena wartość sama w sobie.


Konkluzja będzie więc oczywista, ale w przypadku dzieł Tolkiena, nawet jeśli nie jest się jego fanem, inna po prostu być nie może. Polecam, bo nie znać po prostu nie wypada. A wydawnictwu Amber dziękuję za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz