wtorek, 12 września 2017

Paper Girls #1 - Brian K. Vaughan, Cliff Chiang


DZIEWCZYNY, GAZETY I INWAZJA


Brian K. Vaughan to jedno z najgorętszych nazwisk współczesnego komiksu. Magazyn „Wired” określił go mianem jednego z największych komiksowych wizjonerów ostatnich lat, przyrównując do takich legend, jak Frank Miller, Alan Moore czy Paul Pope. I sporo jest w tym stwierdzeniu prawdy. Autor udowodnił to rewelacyjnymi historiami „Y – Ostatni z mężczyzn” i „Saga”, a nagrodzoną trzema Eisnerami serią „Paper Girls” tylko potwierdza swoją klasę.


Halloween roku 1988. Dwunastoletnia Erin zamiast chodzić z innymi dziećmi i zbierać cukierki, jak zwykle wyrusza nad ranem rozwozić gazety. Ale nawet w spokojnym Stony Stream może być niebezpiecznie, o czym dziewczyna szybko się przekonuje. Niestety nie wie jeszcze, że miejscowe łobuzy to najmniejsze z jej zmartwień. Spotkanie z nieprzyjaźnie nastawionymi chłopakami ma jednak swoje dobre strony, w ten sposób bowiem Erin poznaje trzy rówieśniczki, które także rozwożą gazety MacKenzie, KJ i Tiffany, i łączy z nimi siły w pracy. Wkrótce jednak dochodzi do kolejnego incydentu. Okradziona zostaje jedna z dziewczyn, a pozostałe ruszają zająć się złodziejami, co doprowadza je do dziwnego odkrycia w piwnic jednego z pustostanów. Odkrycia kojarzącego się „Wojną światów”. Uruchomione urządzenie zmienia coś w ich rzeczywistości, a „złodzieje” okazują się jakimiś dziwnymi, człekokształtnymi istotami. To jednak dopiero początek szaleństwa, w jakiego środku znajdą się cztery nastolatki…

 

Trzy nagrody Willa Eisnera, stanowiące komiksowy odpowiednik Oscara (za najlepszą nową serię, rysunki/tusz oraz kolor) a także nominacja do Hugo Award dla najlepszej opowieści graficznej. Jak na cykl, który zaczął się niespełna dwa lata temu i póki co składa się z piętnastu zeszytów to duże osiągnięcie. Nie ma się co jednak dziwić, „Paper Girls” to świetna seria, znakomicie napisana, równie dobrze poprowadzona i bardzo nastrojowa. Brian K. Vaughn, nagradzany scenarzysta komiksowy i filmowy (seriale „Lost: Zagubieni”, „Pod kopułą”, film „Ex Machina”) stworzył opowieść, która rzeczywiście łączy klimaty charakterystyczne dla prac Stephena Kinga traktujących o młodzieży (nie tylko „Ciała” znanego dobrze z przytoczonej w blurbie ekranizacji „Stań przy mnie”) z „Wojną światów” i wieloma innymi elementami, w tym dinozaurami – więcej nie zdradzam, przekonajcie się sami, bo warto. Szczególnie, że – tak, jak to było w powieściach Kinga – znakomicie wypada tutaj także warstwa obyczajowa.

 

Szata graficzna „Paper Girls” także jest bardzo udana. Kreska Cliffa Chianga („Wonder Woman”, „Detective Comics”) przypomina prace Terry’ego Moore’a połączone z nowymi trendami znanymi choćby z „Hawkeye’a” od Marvel Now. Do tego dochodzi też kolor, barwny, ale uproszczony. Daleki od fajerwerków, jakich mnóstwo w komiksach środka, ale doskonale pasujący do całości, oddający jej klimat i dobrze sprawdzający się także w bardziej epickich scenach.


W skrócie, „Paper Girls” to kawał znakomitego komiksu. Rozrywkowego, ale niebanalnego, składającego hołd wielu dziełom fantastyki i bawiącego się jej elementami. Coś z pogranicza mainstreamu i niezależny opowieści graficznych. Warto go poznać i dać się wciągnąć w ten świat. Polecam gorąco.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza