wtorek, 12 grudnia 2017

Shi Ki #2 - Fuyumi Ono, Ryu Fujisaki

ŚMIERĆ WSZYSTKICH TRAKTUJE PO RÓWNO


Lekki, ale bardzo nastrojowy horror. Taka właśnie jest „Shi Ki”, kolejna znakomita seria mangowa dla miłośników mroczniejszych opowieści. I chociaż nie znajdziecie tutaj zbyt wielu zaskoczeń, całość jest na tyle ciekawa i wciągająca, że z czystym sercem mogę polecić ją każdemu, kto lubi komiksową grozę – nie tylko w wykonaniu Japończyków.


Sotoba to miejscowość, która powstała w pierwszych latach epoki Edo, założona przez grupę stolarzy, która przybyła w pobliże jednej ze świątyń. Z czasem miejsce stricte świątynne zaczęło się zmieniać, teraz to niewielkie miasto, jakich pełno. Jest jednak coś, co wyróżnia je od innych: mieszkańców od pewnego czasu atakuje tajemnicza zaraza. Nikt nie ma pojęcia co ją wywołuje, ani jak można jej zaradzić, pewne jest tylko jedno – każdy, kto zacznie chorować, umiera. Wprawdzie taki stan rzeczy trwa od zaledwie miesiąca, ale zmarło już dwanaście osób, a nic nie zapowiada poprawy. Kolejni zaczynają chorować, na ich ciele widać tajemnicze ugryzienia, każące sądzić, że zarazę przenoszą owady, ale nikt nie ma żadnych konkretów. Szczególnie, że poza anemią, nic najwyraźniej nie jest chorym. Dlaczego zatem umierają? Lokalny lekarz stara się to ustalić, a jednocześnie próbuje za wszelką cenę ocalić życie dziecka, najnowszej ofiary epidemii.

To jednak nie jedyne dziwne rzeczy, jakie dzieją się w Sotobie. Największą uwagę zwracają nienaturalne nocne przeprowadzki. Rodziny potrafią wynieść się nocą, bez pożegnania z kimkolwiek, co też nigdy wcześniej nie miało miejsca. Przynajmniej do czasu, gdy sprowadzili się tu pewni ludzie. Jakby tego było mało, Natsuno, ukochany jednej ze zmarłych dziewczyn, zaczyna widywać jej ducha. Nie może spać, nocuje u kolegi, ale sytuacja z każdą chwilą staje się coraz trudniejsza…


Komiksowe horrory nie straszą, wyjątkiem jest „Domu” Katsuhiro Otomo (ok, wywołuje lekki niepokój, ale to zawsze coś), ale nie na to liczę sięgając po nie. Na co zatem? Choćby na klimat w nich panujący, czasem krwawe sceny czy okrucieństwo, które potrafi boleć. W przypadku „Shi Ki” miałem nadzieję na to pierwsze i nie zawiodłem się, bo seria na to właśnie stawia.


Jak jednak wspominałem na początku, zaskoczeń nie ma tutaj wielu. Bohaterowie może i nie mają pojęcia co się dzieje, ale dla czytelnika nie jest to zbyt duża zagadką. Jest za to kilka rzeczy poza główną treścią, które potrafią zaintrygować – i to na dłużej. Mnogość postaci też jest na plus, bo one dodają życia tej mrocznej, sterylnej i dusznej opowieści. Choć i one są dziwne, czasem anemiczne, czasem niemalże onirycznie zawsze dobrze pasujący do całości.


Do tego dochodzi szata graficzna, dość prosta, ale w udany sposób uzupełniona zdjęciami przerobionymi na tła ma swój urok. Przede wszystkim jest mroczna i w znacznej mierze budująca wspomniany już nieraz klimat. Całość pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i warta jest polecenia wszystkim, którzy szukają w komiksach podobnych treści.


A ja dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza