poniedziałek, 19 lutego 2018

100 Naboi, tom 1 - Brian Azzarello, Eduardo Risso

100 STRZAŁÓW W DZIESIĄTKĘ


Miniony 2017 rok okazał się bardzo udany, jeśli chodzi o wznowienia rewelacyjnych komiksów sprzed lat. Na rynku pojawiły się nowe, zbiorcze wydania „Kaznodziei”, „Top 10”, „Hellboya” czy „Batmana/Sędzięgo Dredda”, często uzupełnione o niewydane nigdy epizody. Idąc za ciosem także w tym roku wydawnictwo Egmont oferuje nam wiele takich pozycji. Poza kontynuacją serii już zaczętych, na księgarskie półki trafiła właśnie reedycja „100 naboi”, jednego z najlepszych cykli w historii, a wraz z nią pojawiła się granicząca z pewnością nadzieja, że ta wydawana niegdyś przez nieistniejąca już oficynę Mandragora opowieść wrzeszczcie zostanie doprowadzona do końca.


Co byście zrobili, gdybyście mieli powody do zemsty, do zabicia kogoś, a ktoś nagle dałby Wam broń, sto naboi i gwarancję, że pozostaniecie bezkarni, cokolwiek z nimi zrobicie? W takiej sytuacji znalazła się między innymi młoda kobieta, Dizzy, która wychodzi właśnie z więzienia. Odsiadka odmieniła ją na wiele sposobów, ale nie zmieniła pragnienia zemsty za śmierć męża i dziecka. Kiedy jedzie pociągiem, przysiada się do niej tajemniczy mężczyzna, który przedstawia się jako agent Graves. Ma dla niej ofertę – daje jej broń i sto naboi. Podaje także dane winnych śmierci je bliskich i zapewnia, że może bez żadnych konsekwencji wykorzystać ten podarunek. Broń ani pociski nigdy nie zostaną z nią powiązane, a ona sama nigdy nie odpowie z to, co zrobiła. Okazja jak marzenie, ale jakie są cele Gravesa? I jaką cenę przyjdzie zapłacić Dizzy za chęć zemsty?


Ta seria była największym hitem nieistniejącego już wydawnictwa Mandragora. Hitem też była w Stanach, gdzie zajęła puste miejsce w Vertigo pozostawione przez „Sandmana” i „Kaznodzieję”. W Polsce królowała na listach top roku magazynu komiksowego „Produkt”, a za granicą jej trzeci tom (zawarty w tym wydaniu) trafił na listę 100 najlepszych komiksów w historii zdaniem najważniejszego pisma branżowego „Wizard”, zajmując na niej 42 miejsce. Nagród, jakie otrzymała, może pozazdrościć jej niejeden cykl: cztery Harvey Award i trzy Eisner Award, w tym oczywiście dla najlepszej serii. I nic dziwnego, Azarello stworzył komiks klimatem bardzo zbliżonych do legendarnego „Sin City”, podsypując pod pomysł-samograj o mieście, gdzie nie ma właściwie nikogo dobrego, a seks, przemoc, narkotyki i wojny gangów to chleb powszedni, masę pytań, mnóstwo wątpliwości moralnych i znakomitą psychologię.


Strona graficzna stałego współpracownika Azarello, Eduardo Risso (który swoją drogą zachwycił mnie już przy niezapomnianym „Aliens: Widmo”), to kawał dobrej roboty, przypominającej połączenie rysunków młodego Millera z początków powstawania „Sin City”, z uproszczoną kreską Matta Wagnera oraz pracami Tima Sale'a. Kobiety są piękne i seksowne, faceci twardzi i odpowiednio uchwyceni, a odpychający świat ociera się o cartoonowe klimaty. Do tego dochodzi prosty, ale rewelacyjny kolor, mrok i świetna dynamika kadrów, składające się na coś, co z miejsca wpada w oka i na długo pozostaje w pamięci.



Nie znacie jeszcze tej serii? Jak najszybciej rozejrzyjcie się za nią wśród komiksowych nowości, bo „100 naboi” są tego warte. Takie komiksy nie zdarzają się na co dzień, nawet w stajni ambitnych opowieści „Vertigo”, z których ten tytuł się wywodzi. Ja ze swej strony polecam tak gorąco, jak to tylko możliwe.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza