czwartek, 10 maja 2018

Wrobiona w magię #1 - Kon Shiyota

MAGICZNE DZIEWCZYNY…


…jak należałoby przełożyć oryginale „Re: mahō-shōjo”, to kolejna nowość na naszym rynku. Nad Wisłą gatunek ten ma nie tylko dość długą tradycję, ale przede wszystkim kultowy status – to w końcu od najsłynniejszej jego przedstawicielki, czyli „Czarodziejki z księżyca” zaczęło się w Polsce zainteresowanie japońską twórczością i kulturą. Gdyby więc „Wrobiona w magię” była tytułem poważnym, czekałoby na nią nie lada wyzwanie stawienia czoła wielkim oczekiwaniom, któremu pewnie by nie podołała. Ale opowieść Kona Shiyoty to pastisz gatunku – i to pastisz naprawdę udany, który broni się także jako dobra komedia dla czytelników niezaznajomionych bliżej z prawidłami tej mangowej gałęzi.


Kiedy Clan miała osiem lat została czarodziejką. Walczyła z wielorybami, władała niezwykłą mocą, miała towarzysza – gadającego psa Buromira, ale została od tego wszystkiego uwolniona. Teraz, siedem lat później, żyje już tylko wspomnieniami tamtych chwil, choć są to wspomnienia wyblakłe. Czasem fanatycy jej magicznego wcielenia, widząc w niej kogoś podobnego do dawnej magicznej wojowniczki, ślinią się na jej widok, biegają za nią z kamerami czy namawiają na cosplay, ale to już nie to samo. Szczególnie, że takich zboczków potrafi zadowolić tylko mała dziewczynka, nieświadoma swej seksualności, a ona już dawno z tego wyrosła. I nagle jej życie się zmienia. jej młodsza siostra przygarnia tajemniczego, gadającego psa, który zachowuje się jak zboczony staruch, a ten okazuje się być… tak, tak, Buromirem. Clan znów odzyskuje swoje moce i ma wkroczyć do akcji by walczyć dla królowej, ale… No właśnie, pojawiają się problemy. Strój, który pasował na ośmiolatkę, na nastoletnią Clan już niezbyt się nadaje. Kształty wylewają jej się z ubrania, wszystko ciśnie i dusi, a jakby tego było mało w misjach potrafi przeszkodzić jej bujny biust. Do tego dziewczynie wcale nie spieszy się do powrotu, a wróg nie śpi…


Ex czarodziejka, jej słodka siostrzyczka, zboczony pies, dziwaczni wrogowie i grupka fanów, którym w głowie tylko jedno (a dla których nastolatki są już zdecydowanie za stare). Tak w skrócie przedstawia się „Wrobiona w magię". Każdy, kto czytał mangi typu magical girls albo oglądał reprezentujące gatunek anime, z pewnością będzie zadowolony z lektury tej opowieści. Twórca w skuteczny, a przede wszystkim zabawny sposób obśmiewa schematy mahō-shōjo, podlewając je dowcipami rodem z shōnena (czyli z całkiem sporą dozą erotycznego podtekstu) oraz motywami znanymi z podobnych dzieł, a nawet baśni i zastępując dziewczyńskie klimaty solidną dawką pięknych kształtów i łagodnej nagości.


Całość spodoba się więc zarówno miłośnikom shōjo, którzy zmęczeni są schematami gatunku, shōnenów, jak i pikantnych komedii. Czyta się to szybko i przyjemnie, całość skutecznie poprawia też humor. Szata graficzna, choć prosta, także jest udana. :Wrobiona  magię" nie jest co prawda mangą ani wybitną, ani ambitną, ale dostarcza niezłej, lekkiej rozrywki i w ciekawy sposób pokazuje co się dzieje z największymi bohaterami, kiedy ich sława już przeminie.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz