niedziela, 10 czerwca 2018

Saga Orków, tom 1: Dwaj bracia - Michael Peinkofer, Jan Bratenstein, Peter Snejbjerg, Lars Bjørstrup

OT KOMIKSOWA SAGA FANTASY


Komiksów fantasy nie brakuje na rynku. Szczególnie tych stworzonych przez europejskich twórców, którzy chyba w szczególności ukochali ten gatunek – i przy okazji osiągnęli w nim prawdziwą wprawę. „Saga Orków” co prawda nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle podobnych dzieł, ale miłośnikom tej odmiany fantastyki z pewnością dostarczy dobrej zabawy, bo to kawał solidnie wykonanego komiksu gatunkowego.


Dawno temu istniał Margok, mroczny elf. Dobrym wojownikom udało się go jednak pokonać i to dwa razy dwukrotnie. Ostatnim razem, w trwającej długie lata bitwie zwanej Drugą Wojną, Margok zdołał dostać się do królewskiego miasta, ale nawet wówczas udało się powstrzymać zagrożenie. Ciało mrocznego elfa zostało zniszczone, a jego duszę uwięziono w murach Tirgas Lan. Dla pewności na miasto nałożono jeszcze klątwę ta, by nikt nigdy nie mógł go odnaleźć. Jednak pewne proroctwo mówi, że Tirgas Lan zostanie uwolnione, a Ziemia zjednoczona.

Czasy obecne. Oddział orków toczy bój z gnomami. Sytuacja jednak jest ciężka, giną niemal wszyscy – przy życiu pozostaje tylko dwóch z nich, niedogadujący się ze sobą bracia. Nie rozumieją czemu przetrwali i co przepędziło gnomy i nie mają też pojęcia, że stali się celem pewnego czarnoksiężnika…


Elfy, orkowie, krasnoludy, smoki, ludzie, wielka przygoda i równie wielkie niebezpieczeństwo. Twórcy tej serii nie bawią się w odkrywanie nowych fantastycznych lądów, chcą się po prostu dobrze bawić odtwarzając motywy, które doskonale znają i ta zabawa udziela się nam. Nawet jeśli nie znajdujemy tutaj nic nowego (nawet nazewnictwo jest jak żywcem wzięte z książek J.R.R. Tolkiena), całość czyta się lekko i przyjemnie.


Duża w tym zasługa solidnej dawki humoru, który występuje na stronach komiksu, ale nie tylko. Mamy tu także szybką akcję, trochę krwawych scen, nieco erotyki… Owszem, to wszystko już było, niemniej schemat wciąż sprawdza się nie tyle dobrze, by nie było na co narzekać.


Narzekać nie można też na rysunki w wykonaniu Petera Snejbjerga (w naszym kraju znanego choćby z ilustrowania komiksów Gartha Ennisa: „Drogi Billy” czy jednego z oneshotów z serii „Kaznodzieja”) i Larsa Bjørstrupa. Kreska jest czysta, realistyczna, nie brak w niej też cartoonowej lekkości, która dobrze sprawdza się w humorystycznych scenach i dobrego koloru. Tu też co prawda nie ma żadnego novum, ale takie ilustracje zawsze znakomicie się sprawdzają i są przyjemne dla oka.


I chociaż przeciwników fantasy „Saga Orków” do gatunku nie przekona, to miłośnicy tego typu historii będą zadowoleni. Lekka, prosta, rozrywkowa, ale udana – taka jest ta seria. A czasem po prostu nie potrzeba nic więcej.


Dziękuję wydawnictwu Elemental za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



1 komentarz:

  1. To jest komiks, który powinien być wydany w miękkich oprawach za 19, no max 25 zł - po prostu nie zasługuje na tak luksusowe wydanie i nie jest warty swojej ceny. Twarde oprawy i 45 zł to jakieś nieporozumienie.

    OdpowiedzUsuń