poniedziałek, 2 lipca 2018

Kuroko's Basket #15 - Fujimaki Tadatoshi

POŁOWA KUROKO’S ZA NAMI


Piętnasty tom „Kuroko”, właściwie od samego początku do końca to jedna wielka walka na boisku. Zaczyna się w trakcie meczu i w trakcie meczu także kończy. Nic się więc nie rozstrzyga, nic po lekturze nie jest też pewne, ale w trakcie nie brak emocji, dobrej zabawy i zwrotów akcji, które wciągają i nie pozwalają odłożyć tomiku przed jego skończeniem.


Aomine kontra Kagami. Aomine kontra Kuroko. Starcie Touou z Seirin trwa a żadna z drużyn nie zamierza się poddać. Wszystko w rękach najpotężniejszych zawodników, ale wydaje się, że po obu stronach kończą się pomysły na rozgrywkę. W gorszej sytuacji jest jednak Seirin, bo wrogom udaje się zneutralizować Misdirection, a w tym kryła się cała ich nadzieja. Cała? Kuroko chowa pewnego asa w rękawie, ale użycie go wiąże się z pewnymi konsekwencjami: będzie bowiem jak pokazanie przez magika sekretu wykonywania danej sztuczki – nigdy więcej nie będą mogli użyć jej w starciu z Touou. Ten mecz jest jednak dla nich szczególnie ważny, bo dla jednego z zawodników będzie to być może ostatnia okazja do zagania, a zatem i zwycięstwa. Niestety Aomine na każdym kroku wydaje się ich wyprzedzać, a jego zdolności niemal nieograniczone. Czy Seirin może cokolwiek zdziałać na boisku i przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść?


Jak ten czas szybko leci. Mam wrażenie, że dopiero co zacząłem czytać "Kuroko's Basket", a już mam za sobą piętnasty tom - czyli dokładnie połowę serii. I wciąż mam także ochotę na dalsze tomy, bo przygody niewidzialnego gracza i jego kolegów dostarczają mi lepszej rozrywki niż się spodziewałem, sięgając po ten tytuł. Jest tu  i humor, i akcja, i starcia między potężnymi zawodnikami, które wyglądają, jak w bitewniakach. Wiem, pisałem to wiele razy, ale dla tych, którzy może nie czytali moich poprzednich recenzji warto to powtórzyć.


Poza tym trudno też nie docenić samych bohaterów. Są w końcu różnorodni, są sympatyczni - albo antypatyczni, jeśli mowa o ich wrogach - chce się im kibicować, chce się by wygrali i dzieli się z nimi te emocje. I to nawet wtedy, kiedy (tak, jak ja) nie przepadacie za sportem. Każdy kto lubi shouneny będzie z "Kuroko's" zadowolony, a miłośnicy koszykarskich wrażeń pokochają tę serię całym sercem. Tym bardziej, że nie tylko scenariusz jest w niej świetny, ale także i szata graficzna trzyma naprawdę wysoki poziom.


Tak więcej polecam gorąco. Jeśli należycie do czytelników o jakich pisałem powyżej, Kuroko i reszta kupią Was, a Wy, zanim się spostrzeżecie, będziecie zaciskać pięści i w duchu - albo na głos - krzyczeć "Seirin do boju". Im akurat warto jest kibicować.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza