środa, 15 sierpnia 2018

Dragons Rioting #5 - Watanabe Tsuyoshi

OŚLIZGŁE WĘGORZE


To już piąty tom „Dragons Rioting”. Piąty tom walk, wymyślnych technik, nieskomplikowanej fabuły, niewyszukanego humoru i wszędobylskiej erotyki. Tym razem jednak Rintaro może nieco odpocząć od szkoły, ale także, wzorem tomów poprzednich, na niego i czytelników czeka nowe, trudne wyzwanie, z którym będzie musiał sobie poradzić.


Nadeszły letnie wakacje i Rintaro w końcu może odpocząć od trudów szkoły. Liczy, że najbliższy czas będzie też dla niego wytchnieniem od dziewczyn, ich towarzystwa, zapachu i wszędobylskich miękkich kształtów atakujących go na każdym kroku, ale nic bardziej mylnego. Kiedy tylko wymyka się z budynku, odkrywa, że na krok nie odstępują go jego „uczennica” oraz zakochana w nim koleżanka. Cała trójka trafia do ojca Rintaro, który z zaskoczeniem przyjmuje prawdę o Męskim Czyśćcu, ale mimo starań rodzica (łowienie węgorzy! ach ten biedny Rintaro i jego nerwica!), dziewczyny nie dają się za nic pozbyć. Sytuacja komplikuje się, kiedy na scenie pojawia się Saizo, „brat” Ayane, który ma z nią pewne rachunki do wyrównania. Towarzyszy mu ich wspólna przyjaciółka z przeszłości. Powoli zbliża się czas kolejnej walki i wyjawienia tajemnic Ayane…


Ta manga nie ma zbyt wiele sensu. Prawa fizyki? Logika? Wszystko to wyparte zostało prze gigantyczne biusty podskakujące do rytmu kolejnych walk, majteczki, które co i rusz wyskakują na światło dzienne i prowokacyjne pozy przybierane przez bohaterki. Są tu walki, jest akcja i żartów także nie brak, ale wszystko sprowadza się do łagodnej acz intensywnej w swej ilości erotyki.


Na szczęście nie jest ona ani nachalna, ani tym bardziej aż tak bardzo dominująca, jak można by sądzić. Dlatego też nawet czytelnicy, którzy nie tego szukają w tej serii będą mogli bawić się nieźle. Owszem, „Dragons Rioting” nie jest mangą ani wielką, ani przełomową. To czysta rozrywka, czasem nawet głupkowatą (na szczęście nie głupią), lekka i prosta w odbiorze. Dzięki nucie satyry i żartów z bitewniaków, to co mogło być niestrawne i przeznaczone tylko dla zakompleksionych nastolatków z burzą hormonów staje się nagle zabawne i sympatyczne właściwie dla każdego fana shounenów.


Dobrze przy tym zilustrowane, dość prosto, to prawda, ale w udany sposób, i ładnie wydane (z zachowaniem kolorowych stron), prezentuje się na tych polach naprawdę bez zarzutu. Owszem, „Dragons Rioting” spodoba się przede wszystkim nastoletnim chłopcom, ale każdy kto chce się pośmiać bez zobowiązań i bez angażowania myślenia, będzie zadowolony. Ot lekka seria dla odstresowania, a w przypadku facetów, nacieszenia oka kobiecymi kształtami.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza