wtorek, 18 września 2018

Dziewczyna znad morza #2 - Inio Asano

ZNALEŹĆ MORZE


Pierwszy tom „Dziewczyny znad morza” okazał się, niczym mocny cios w głowę. Historia, która z opisu wyglądała na typowe dzieło z gatunku szkolne życie, gdzie problemy dnia codziennego nastolatków mieszają się z miłosnymi historiami, w rzeczywistości okazała się ciężkim, psychologicznie pogłębionym i depresyjnym dramatem przesyconym kompulsywnym, brudnym seksem. Zdawało się, że druga – i zarazem ostatnia część – zmieni nieco ton, na szczęście zachowała wszystko to, co w jedynce szokowało i poruszało i w satysfakcjonujący sposób zakończyła całą historię, choć pozostawiła po sobie spory niedosyt.


Senne nadmorskie miasteczko. Nastoletnia Koume Sato po pierwszych miłosnych rozczarowaniach zaczęła wieść życie pełne kompulsywnego seksu uprawianego z kolegą Keisuke Isobe. Teraz ta relacja jest już za nią, oboje poszli własnymi drogami, ale czy właściwie cokolwiek zmieniło się w ich życiu? Dziewczyna nadal się miota, nadal szuka, nadal tkwi w zamkniętym kręgu tych samych błędów, tak samo zresztą jak on. Czy w tym tunelu pojawi się wreszcie światełko nadziei, a oni sami odnajdą w końcu symboliczne morze?


Łatwo można by było odrzucić tę mangę, jako hentai z nastolatkami. Wystarczyłoby zignorować głębię, a o to wśród współczesnych czytelników przyzwyczajonych do prostych, miałkich, stricte rozrywkowych opowieści, nietrudno. Tym bardziej, że autor przedstawił wszystko tak dosadnie, realistycznie i wręcz w odpychający sposób, że może to przyćmić na początku zalety „Dziewczyny”. W końcu mamy tu odarty z uczuć seks w wykonaniu nastoletnich bohaterów, dzieci niemalże, mamy niejedną czynność fizjologiczną zaprezentowaną bez pomijania detali, wulgarne zachowanie postaci itd., itd. Ale to wszystko stanowi jedynie środek do celu. A co jest tym celem?



Każdy zapewne zinterpretuje całość na swój sposób, za wzór obierając własne doświadczenia, ale „Dziewczyna” przede wszystkim stanowi smutną opowieść o szukaniu nadziei i szczęścia w szarej, wręcz czarnej codzienności, która najwyraźniej nie potrafi nam ich dać. Bohaterowie znieczulają się na różne sposoby, jednocześnie chcąc za ich pomocą coś poczuć. Ne potrafią wyrazić uczuć, a może się tego wstydzą, bo świat nie tego od nich wymaga, więc zanurzają się w seksie, który też zaczyna im się nudzić, ale wracają do niego raz po raz, bo nie potrafią znaleźć nic innego. Otoczeni przez brutalność i brud, przenoszą je także na tę sferę życia, zamknięci w błędnym kole i skazani na powielanie tego, przed czym chcą uciec.


Bohaterowie tej historii, choć zachowują się jak sterowane kukiełki, są pogłębieni psychologicznie i naprawdę znakomicie oraz przekonująco ukazani. Sama historia też jest ciekawa, wciągająca i poruszająca. Ale największe wrażenie i tak robi szata graficzna. realistyczna, pełna detali, choć pozbawiona szczegółów anatomicznych przy okazji zbliżeń seksualnych, mroczna i po prostu piękna. Oglądanie całości, mimo brudu obecnego na stronach, to czysta przyjemność, a że i treść nie zawodzi, polecam „Dziewczynę” gorąco. Oczywiście dorosłym czytelnikom.


Tytuł możecie kupić tu:





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza