czwartek, 25 października 2018

Karneval #10 - Touya Mikanagi

PROBLEMÓW PRZYBYWA


To już dziesiąty tomik "Karnevala" - jak ten czas z mangą szybko minął. Szybko, przyjemnie i w bardzo klimatyczny sposób. Tym bardziej cieszy mnie więc fakt, że to nie koniec, a właściwie nawet nie połowa serii. A że wraz z upływem czasu całość rozwinęła się tylko na lepsze, mam nadzieję, że losy CYRKU jeszcze nie raz mnie zaskoczą. I to jak najbardziej pozytywnie.


Nai, Karoku i Gareki zaginęli, ale CYRKOWI udało się ich odnaleźć. Co więcej, dzięki tym wydarzeniom drugi z nich odzyskał w końcu pamięć (pytanie tylko czy całą) i relacje w grupie uległy zmianie. W drodze powrotnej wszyscy otrzymali jednak rozkaz udania się do Merumei wesprzeć badania Akariego. Wtedy jednak dochodzi do nieoczkiwanego wydarzenia – ktoś kranie majtki Yogiego. Ekipa zaczyna poszukiwania, ale sytuacja jest dziwna – złodziejem okazuje się bowiem kot, a te nie występują w okolicy. Nim jednak wszystko udaje im się rozwikłać, zwierzę znika.

Jednocześnie wszystkich niepokoi sytuacja w jakiej znalazł się Gareki. Oficjalnie chciał opuścić szkołę by ratować przyjaciela. Nieposłuszeństwo to karane jest wydaleniem z placówki, jednak najpierw chłopak musiałby opuścić mury szkoły, a tego nie zrobił. Zniknął co prawda, ale czujniki nie zarejestrowały by wychodził poza teren. Jaki czeka go teraz los?


Po ostatnich, pełnych akcji, napięcia i emocji tomach, nadszedł czas chwilowego odprężenia. Absurd, jakie pojawiły się pod koniec poprzednie części, niemal do połowy tomiku są obecne i stanowią chwilę przyjemnego, lekkiego oddechu od poważniejszych kwestii. Tym bardziej, że są równie udane, co cała reszta, a na dodatek doskonale komponują się z tym, co seria pokazuje nam (że tak to ujmę, z braku lepszego słowa) na co dzień.


Oczywiście akcja nie zwalnia tempa, uroku i bardziej emocjonujących scen także nie brakuje, a choć wzruszenia zeszły nieco na dalszy plan, ci, którzy szukają ich w tej mandze też nie będą rozczarowani. Przy okazji warto też dodać, że dziesiąty "Karneval" nie zapomina o tym, co dla serii ważne, czyli zagadkach i klimacie. Fakt, że czytelnik zdążył się już zżyć z postaciami sprawia, że coraz bardziej przejmuje się ich losem, a ten nie jest najszczęśliwszy. I chociaż możemy spodziewać się, co właściwie się wydarzy, i tak jesteśmy tego ciekawi.


Dobre ilustracje, typowe dla kobiecych mang, ale naprawdę udane i miłe dla oka to sympatyczne zwieńczenie całości. Świetne wydanie natomiast t taka wisienka na torcie. Całość jak najbardziej warta jest polecenia, co niniejszym czynię.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza