niedziela, 7 października 2018

Nawiedzony dom - Mitsukazu Mihara

RODZINA ADAMSÓW


Jako miłośnik horrorów, czytam je, oglądam a nawet gram w nie niezależnie od pory roku. Jest jednak taki czas, kiedy sięgam po nie z większą ochotą, a mowa oczywiście o jesieni. Z jednej strony wcześnie zapadające wieczory i ponura atmosfera sprzyjają grozie właśnie, z drugiej temperatury zamiast zachęcać do spacerów, skłania do zostania w domu. Poza tym zbliżające się Halloween tym bardziej nastraja miłośników grozy do jej kontemplowania. Dobrze więc, że "Nawiedzony dom" trafił w moje ręce właśnie teraz, bo z wyżej wymienionych powodów, bawiłem się naprawdę znakomicie w trakcie lektury.


Jaka rodzina nazwałaby swojego syna imieniem Sabat? Na pewno nietypowa, a ta właśnie taka jest. Ubrani w stroje jak z gotyckiego horroru, zamieszkujący domostwo udekorowane szkieletami, gdzie woda wiecznie ma kolor krwi, zachowują się, jak typowi sataniści, którzy mordują koty i zjadają je na obiad. Jak w takim domu ma wytrzymać nastolatek, który i tak ma dość problemów? Tym bardziej, że chce zdobyć dziewczynę, a jego bliscy skutecznie potrafią odstraszyć każdą kandydatkę na przyszłą synową. Co jednak, kiedy trafia się taka, której nie będzie to przeszkadzało?


Jak już pewnie zdążyliście zauważyć po samym streszczeniu akcji, "Nawiedzony dom" to nie horror, a komedia grozy, utrzymana w stylistyce "Rodziny Adamsów". Tematycznie oba dzieła też są zresztą do siebie podobne, w obu przypadkach mamy sporo czarnego humoru, choć w przypadku komiksu twórcy "Balsamisty", przeważają mangowy charakter i ekspresja. Całość nie starszy, tylko bawi, ale oferuje przyjemny, lekko mroczny nastrój panujący na stronach i plejadę dziwnych, niemniej sympatycznych bohaterów.


Kreska, jak to na Miharę przystało, jest prosta, czysta, ale przyjemna dla oka. Co ciekawe nie ma tutaj zbyt wiele mroku, niemniej całość nie szczędzi nam estetyki grozy i elementów, które w jej miłośnikach obudzą cieplejsze uczucia, jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało. Do tego całość ani przez chwilę nie nudzi, serwując nam serię krótkich, humorystycznych epizodów, połączonych za pomocą bohaterów.


Lubicie "Rodzinę Adamsów"? Macie ochotę na horror komediowy? Warto po tę mangę sięgnąć. Nie jest to żądna wybitna pozycja, ale potrafi dostarczyć porcji niezłej rozrywki i o to właśnie chodzi, prawda?


Dziękuję wydawnictwu Hanami za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza