sobota, 24 listopada 2018

Kaczogród - Carl Barks: Powrót do Klondike i inne historie z lat 1952–1953 - Carl Barks

SKNERUS, DONALD I CAŁA RESZTA


Chociaż Carl Barks nazywany jest najczęściej mianem Ojca Kaczek (oczywiście tych Disneya), tak naprawdę nie on je stworzył. On jednak wywarł na opowieść o nich największy wpływ, powołał do życia między innymi Sknerusa McKwacza i stał się inspiracją dla niezliczonych twórców, w tym Dona Rosy, który pod wpływem jego dzieł stworzył „Życie i czasy Sknerusa McKwacza”, monumentalną, słusznie nagrodzoną Eisnerem sagę, wynoszącą tego typu komiksy do rangi sztuki. Wszystko jednak zaczęło się od Barksa właśnie, a teraz polscy czytelnicy mają szansę poznać jego twórczość w najpełniejszej kolekcji jego prac, której pierwsze dwa tomy ukazały się właśnie na naszym rynku.


Sknerus McKwacz najbogatszy (i najbardziej skąpy) Kaczor świata. Któż go nie zna. Wzbogacił się m.in. na wydobywaniu złota, a teraz, kiedy zaczyna cierpieć na amnezję, powraca do Klondike – miejsca, gdzie podejmował się tego zadania i gdzie zostawiał wiele najważniejszych wspomnień swojego życia. Towarzyszy mu oczywiście jego rodzina: wiecznie pechowy siostrzeniec Kaczor Donald i jego rezolutni wychowankowie, Hyzio, Dyzio i Zyzio. A to zaledwie początek ich przygód. W kolejnych opowieściach w ręce Donalda trafi maszynka do wprowadzania w hipnozę, co postanawia wykorzystać na swój sposób, potem, zajmując się drobiem, sprowadzi na Kaczogród zalew piór i jajek, siostrzeńcy w trakcie Halloween spotkają czarownicę, a Sknerus będzie szukał nowych sposobów na zarabianie. A to zaledwie początek szalonych, zabawnych i pouczających przygód.


Zanim przyjrzę się poszczególnym elementom tego albumu, pozwólcie że zajmę się nieco stroną techniczną. I nie chodzi mi tu wcale o wydanie, absolutnie rewelacyjne (nie ma tu takich błędów, jak w wydanym przed rokiem albumie „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” – przekład jest świetny, a przy okazji zachowano taki sam format), a fakt, że ten pierwszy tom wcale takim pierwszym nie jest. Barks swoje komiksy tworzył bowiem od 1942 roku, tu mamy prace z lat 1952-1953, ale… Właśnie, żaden to minus, bo z tego konkretnego okresu (kontynuowanego w kolejnych tomach) pochodzą jego najważniejsze i najlepsze dzieła, w tym także te, które natknęły Rose do stworzenia swojego opus magnum.


To jednak dopiero początek. Mamy tu bowiem najlepszy komiks Disneya w historii (zdaniem użytkowników portalu https://inducks.org/) i całe mnóstwo genialnych prac, które mimo upływu lat nie zestarzały się ani trochę. Są tu przygody, są codzienne, życiowe sytuacje, jest humor, jest satyra, prawda, przesłanie a nawet niezwykły klimat. Jest też mądrość i prawdziwa siła, jaką kojarzymy głównie z klasyką. I jest też ta magia, która kupi zarówno dzieci i dorosłych – nie przypadkiem zresztą Will Eisner nazwał niegdyś Barksa „Hansem Christianem Andersenem świata komiksu”.


Wszystko to oczywiście zostało rewelacyjnie zilustrowane, w sposób cartoonowy, ale absolutnie zachwycający w swej prostocie. Udany jest też kolor, oparty na najnowszych wydaniach, jednak doskonale pasujący do całości i nie sprawiający wrażenia nazbyt nowoczesnego, co jest częstą zmorą odświeżanych komiksów. O rewelacyjnym wydaniu już pisałem, więc nie będę się powtarzał, ale muszę dodać jedno: „Kaczogród” Carla Barksa to seria, która powinna znaleźć się nie tylko w kolekcji miłośników Kaczek. To dzieło, które spodoba się każdemu miłośnikowi dobrych, mądrych komiksów. Dlatego polecam bardzo, bardzo gorąco.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza