piątek, 9 listopada 2018

Ms. Marvel #4: Dni ostatnie - G. Willow Wilson, Adrian Alphona, Dan Slott, Christos Gage, Giuseppe Camuncoli,

KONIEC POCZĄTKU MS MARVEL


Jak wiadomo, co ma swój początek, ma także i koniec. Frazes, ale jakże prawdziwy. Teraz swój koniec osiąga nie tylko seria o przygodach Ms Marvel, ale także całe uniwersum Marvela. Finał opowieści o herosce bliskowschodniego pochodzenia okazuje się jednak satysfakcjonujący i równie udany, co poprzednie części. A że należały one bez dwóch zdań do najlepszych serii wydawanych w ramach linii Marvel Now, jest się z czego cieszyć.


Wszystko umiera. I wszystko się wali. Kamala niedawno została superbohaterką, udało jej się pokonać lokalnego superprzestępcę, połączyła też siły ze Spider-Manem w walce z kolejnym wrogiem, ale to, co dzieje się teraz, nie tylko stanowi prawdziwy sprawdzian dla jej mocy, ale przede wszystkim ją przerasta. Nad Ziemią pojawia się inna planeta, która znajduje się a kursie kolizyjnym z naszą. Ostatnia Inkursja zbliża się nieubłaganie, Avengers nie mają najmniejszych szans na zażegnanie kryzysu, co więc w tej sytuacji może zrobić młoda Ms Marvel? Przede wszystkim zatroszczyć się o swoich bliskich, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, gdy w Jersey City wybucha panika, a na ulicach grasują przestępcy. Zaczyna się szalona walka o przetrwanie, a Kamala spotka na swej drodze nie tylko swoją poprzedniczkę, Carol Denvers, ale także jednego ze swych idoli – Spider-Mana!


Trudno jednoznacznie powiedzieć czemu właściwie zawdzięcza swą wyjątkowość "Ms Marvel". Sama bohaterka nie jest oryginalna, bo stanowi kontynuację postaci o tym samym imieniu, których trochę już było. Samodzielność jej przygód też nie jest niczym szczególnym, bo np. "Hawkeye" też unikał wchodzenia w interakcję z innymi tytułami - i to nawet bardziej, niż przygody Kamali, bo te zaczęły się w konsekwencji wydarzeń "Nieskończoności", a teraz łączą się z "Tajnymi wojnami". Może więc chodzi o jej bliskowschodnie pochodzenie? Też nie, bo wcześniej w Marvelu istnieli przecież m.in. Sabara, Dust czy Aminedi, że Arabian Knighta nawet nie wspomnę. Co zatem sprawia, że seria ta jest tak znakomita?


Przede wszystkim wykonanie. Całość zdaje się mocno czerpać z estetyki mangi, jest przy tym lekka, przekonująca także jeśli chodzi o psychologię postaci i naprawdę dobrze poprowadzona. Nie ma tu większych nowości, a jednak znane wszystkim schematy zostały tak doskonale wykorzystane, że nie czuć tutaj najmniejszej wtórności. Na dodatek "Ms Marvel" w doskonały sposób czerpie z tradycji Spider-Mana, która mimo upływu lat wciąż pozostaje atrakcyjna dla czytelników w wieku kilkunastu lat (przy okazji w tym tomie dostajemy dwa zeszyty Spider-Mana, wydane wcześniej w drugim albumie „Amazing Spider-Mana” od Marvel Now). Oczywiście scenarzystka dodaje jej współczesnego posmaku i kobiecej perspektywy, co wprowadza do serii duży powiew świeżości.


A wszystko to jest znakomicie w swej prostocie zilustrowane, klimatycznie pokolorowane i dobrze wydane. Oglądanie „Ms Marvel” to czysta przyjemność, bo kreska Alphony, trochę brudnawa, ale wyróżniająca się (jak najbardziej pozytywnie) wśród współczesnych komiksów robi duże wrażenie. Kto lubi dobre komiksy superhero, takie bardziej przyziemne i realne, ten będzie z całości bardzo zadowolony. Nawet jeśli nie ma już tych kilkunastu lat i sądzi, że wyrósł z podobnych opowieści.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza