poniedziałek, 26 listopada 2018

Ptyś i Bill: Śmiech to zdrowie - Jean Roba

KLASYCZNI PTYŚ I BILL


„Ptyś i Bill” powracają z drugim tomem swoich przygód. Przy okazji recenzowania poprzedniej części, stworzonej przez kontynuatorów dzieła Jeana Roby, napisałem, że mam nadzieję, iż w końcu na naszym rynku ukażą się także i klasyczne prace twórcy tej serii. I proszę, ku mojemu jak najbardziej pozytywnemu zaskoczeniu, wreszcie je mamy. Co prawda zebrane tu albumy pochodzą z samego końca kariery Roby, jednak i tak absolutnie warto je przeczytać, bo autor trzyma poziom, do jakiego przyzwyczaił czytelników innymi swoimi komiksami.


Ptyś i Bill to dwaj przyjaciele. Ten pierwszy jest chłopcem, którego ciągnie do figli i psot. Obowiązki? Jak każde dziecko unika ich, jak może, do pracy nie rwie się zbyt szczególnie, jednak do zabawy i szaleństw, jak najbardziej. Bill jest jego psem, a jak wiadomo, zwierzęta i ludzie, jakże często są do siebie podobne. I tak jest właśnie w tym przypadku, psiak jest leniwy, łobuzerski, ale jednak na tyle uroczy, że potrafi urzec. I wie, co to dobra zabawa (oraz jak dobrze zjeść). Do tego dochodzi Piotrek, kolega Ptysia, i żółwica Karolina. Razem przeżywają wiele przygód i dokładnie to robią także w tym tomie. W krótkich historyjkach poznajemy najróżniejsze ich zabawy, patrząc jak zmieniają się pory roku i pogoda, sceneria i godziny, ale śmiech, radość i chwilowe problemy, którym bohaterowie zawsze jednak sprostają bez większych trudności, cały czas towarzyszą Ptysiowi, Billowi i reszcie.


Jean Roba, ojciec „Sprycjana i Fantazjusza”, może takiej sławy, jak inni mu podobni autorzy nie zdobył, jednak jego komiksy wcale nie są mniej warte poznania, niż taka klasyka, jak „Lucky Luke”, „Smerfy” czy „Asteriks”. A „Ptyś i Bill” są pod względem tematyki i wykonania bardzo podobne do nich. Mamy sympatycznych, nietuzinkowych bohaterów, bardzo przy tym wyrazistych i posiadających cechy, z którymi możemy się identyfikować. Mamy lekkość, humor i dużo przygód. To, co różni tą serię od wyżej wymienionych, to fakt, że każdy album to zbiór krótkich, jednostronicowych historyjek, a nie jedna długa opowieść – czy też kilka nieco krótszych.


Długość nie ma jednak większego znaczenia. Liczy się, że całość jest lekka, wciągająca i niegłupia. Wszystkie historie czyta się z dużą przyjemnością, mają też swój klimat i charakter. I wszystkie także są znakomicie zilustrowane. Kreska Roby to typowa dla humorystycznego europejskiego komiksu środka robota. Cartoonowe rysunki, prostota, sporo detali i na dodatek urocze, dodatkowe kolorowane pastelami plansze, które wpadają w oko.


Do tego dochodzi świetne wydanie (w znakomitej cenie mamy trzy oryginalne albumy w jednym) i sam fakt, że możemy cieszyć się przygodami Ptysia i Billa. Bo to po prostu bardzo dobra seria, która może spodobać się i małym i dużym czytelnikom. Ja ze swej strony polecam i czekam na kolejne tomy.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza