wtorek, 22 stycznia 2019

Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt #1 - Yu Aikawa, Haruno Atori

POWAŻNE, KOBIECE FANTASY


Dojrzała kobieca manga fantasy – tak w skrócie można podsumować najnowszą serię od Waneko, „Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt”. Choć tytuł brzmi, jakbyśmy mieli tu do czynienia z kostiumowym romansidłem dla nastolatek, seria duetu Atori / Aikawa to twór poważny i jakże daleki od miłosnych historii. W skrócie: miłośnicy fantasy w mangowym ujęciu na pewno będą zadowoleni z tego, co tu na nich czeka.


Istnieje legenda o tysiącletnim labiryncie. Podobno dawno temu, po śmierci cesarza, siedmiu feudałów, chcąc przejąć tron, uwięziło prawowitego dziedzica w owym labiryncie. Jak w każdej legendzie, tak i w tej okazuje się tkwić ziarno prawdy…

Przekonuje się o tym młody Yuan Juno, kiedy nagle budzi się w studni, z której pomaga mu wydostać się poznany właśnie człowiek. Nie wie skąd się tu wziął, ani co tu robi, ale wraz ze swoim towarzyszem szybko odkrywa, że znalazł się w miejscy przypominającym labirynt tudzież europejskie zamczysko. Wszystkie wyjścia z tego miejsca są zamknięte, wszystkie okna zabite na głucho. Na dodatek woda co chwila podtapia budowlę, zmuszając obu do ucieczki w jej głąb. Po drodze spotykają kolejne osoby, odkrywając w jakim celu się tu znaleźli. Szermierza, detektyw, pieśniarz, aktywista… Wszyscy najlepsi w swoim fachu, wszyscy sławni na całe cesarstwo, zostali zamknięci w labiryncie, żeby wybrać między sobą następnego cesarza. Uwięzieni w starych murach, skazani na własne towarzystwo, szybko odkrywają tajemnice i niebezpieczeństwa czające się w tym miejscu…


Na początek warto zauważać, że hasło fantasy w przypadku mangi nie ma stricte takiego samego znaczenia, jakie przychodzi nam do głowy na myśl o typowych dla zachodniego świata przedstawicielach tego gatunku. Nie ma tu smoków, nie ma krasnoludów, magii etc. Owszem, zdarzają się i takie komiksy, niemniej częściej – i „Siedmiu książątka” zalicza się właśnie do tej grupy – mamy do czynienia z opowieściami osadzonymi bardziej w quasi historycznych realiach, alternatywnych dla naszych dziejów.


Oczywiście w niniejszej serii czeka na nas wiele elementów typowych dla fantasy. Zaczynając od zamku i pradawnego labiryntu, przez tytułowych książąt, na walce o władzę skończywszy, dostajemy tu wszystko to, czego chyba można oczekiwać po tym, co napisałem powyżej. Mamy też zbieraninę najróżniejszych postaci, bardzo od siebie odmiennych, ale jednocześnie przekonujących i zapadających w pamięć. Mamy sekrety, a także interesujący nastrój. Nie ma tu grozy, nie ma popisów wyobraźni, zamiast tego na czytelników czeka konsekwentnie prowadzona opowieść kojarząca mi się nieodmiennie z konklawe, tylko osadzonym w średniowiecznych realiach.


Do tego mamy udaną szatę graficzną, lekką, jasną i typową dla kobiecych mang i nastrój – także charakterystycznych dla kobiecych mang – obecne na stronach. Wszystko to składa się na lekką, łatwą w odbiorze mangę o odpowiednim ciężarze. Ciekaw jestem co z tego wyniknie, więc zamierzam sięgnąć po kolejne części a wszystkim miłośniczkom (i nie tylko) takiego przyziemnego fantasy, polecam.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza