czwartek, 21 marca 2019

Akame ga Kill #10 - Takahiro, Tetsuya Tashiro

WALKA, MIŁOŚĆ I STRATA


To już dziesiąty tom „Akame ga Kill!”, sympatycznego, mocnego shounena w klimatach dark fantasy. jak na tę serię przystało, całość jest szybka, dynamiczna, klimatyczna, bywa też krwawa, brutalna i potrafi zaskoczyć. Oczywiście pozytywnie. I nawet jeśli całości trudno jest zarzucić większą odkrywczość, świeżość i oryginalność, seria jest udana do tego stopnia, że żaden miłośnik gatunku nie poczuje się rozczarowany, jeśli po nią sięgnie. Wręcz przeciwnie.


Powstania i zmiany władzy. Rewolucja, wojenna zawierucha i spokój. I kolejni szaleńcy gotowi do przelewania krwi.
Premier sprowadza z zza granicy swojego syna i zaczyna formować oddział złożony z najgorszych straceńców. Zabijająca piosenkami wiedźma, alchemiczka o zmodyfikowanym ciele, wojownik władający mieczem, pirat i seryjny morderca w przebraniu klauna. Wszyscy oni ruszają do akcji, siejąc terror i zostawiając po sobie stosy trupów. Wszystko dlatego, że premier chce wykorzystać obecną sytuację do własnych celów…

Tymczasem członkowie Night Raid wracają powoli do zdrowia po ostatnich wydarzeniach. Dla oddziału walka znów nie obyła się bez strat, a nic nie wskazuje na to, by było lepiej. Mine, której udało się przetrwać starcie, decyduje się na pewne wyznanie. Wkrótce jednak znów muszą ruszyć do akcji, po raz kolejny ryzykując życiem…


Dobra to manga, naprawdę dobra. Świetna wręcz. Nie dla każdego, bo jednak shounena lubić trzeba, ale nie oszukujmy się, nie przypadkiem to jego przedstawiciele są najpopularniejszymi komiksami z Kraju Kwitnącej Wiśni – nie tylko tam, ale także i na całym świecie, włączając w to Polskę. „Akame” idealnie wpasowuje się w oczekiwania fanów gatunku. Nie oryginalnością, bo całość mocno przypomina mi „Naruto”, ale świetnym wykorzystaniem schematów, które tak wszyscy lubią.


W tym tomie, jak w poprzednich, króluje akcja. Bohaterowie walczą, a nawet kiedy odpoczywają i przeżywają bardziej intymne, ciche, spokojne chwile, zapowiedź kolejnych starć wisi nad nimi niczym czarne chmury. Pojedynki te jednak rzadko kończą się dobrze, postacie są  ranione, umierają, a zza grobu nikt już nie wraca. Co, w połączeniu z faktem, że wszyscy pozytywni herosi szybko kupują naszą sympatię i z niejednym możemy się utożsamiać, daje ciekawy, poruszający efekt.


Wszystko to plus udana, mroczna szata graficzna, składa się na naprawdę dobrą mangę. Coś, co czyta się lekko, szybko, przyjemnie i z emocjami. Kto lubi shouneny, niech koniecznie pozna całość, bo jest tego warta.


A ja dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza