wtorek, 26 marca 2019

Dwunastu - Justin Cronin

DWUNASTU JEŹDŹCÓW APOKALIPSY


Kiedy w 2007 roku Justin Cronin sprzedał prawa do ekranizacji swojej postapokaliptycznej trylogii, raczej nie podejrzewał, że przez kolejne ponad dziesięć lat producenci będą jedynie planować, myśleć i… nie nakręcą żadnego z trzech filmów. Na szczęście dla niego i dla nas, ostatecznie skończyło się na powstaniu serialu. Dlaczego na szczęście? Dla autora, wiadomo, wiąże się to z konkretnymi zyskami i sławą, dla czytelników znad Wisły zaś z powrotem na rynek jego serii i zapowiedzią wreszcie wydania jej w całości. A ponieważ jest to kawał dobrej fantastyki, co widać zarówno po „Przejściu”, jak i „Dwunastu”, miłośnicy postapo mogą już zacierać ręce.


Eksperymenty naukowe pod nazwą projekt Noe wymykają się spod kontroli. Dwunastu skazanych na śmierć więźniów, którzy stali się pacjentami zero, ucieka z laboratorium, roznosząc wirus, zmieniający ludzi w bestie. Odnalezienie ich i unicestwienie może być kluczowe dla ocalenia tych, którzy przetrwali wywołaną w ten sposób ogólnoświatową apokalipsę, ale liczebność wrogów przytłacza wszystkich, zagrożenie czai się na każdym kroku, a na dodatek zarażeni wirusem ewoluują, stając się coraz bliżsi nieśmiertelności. Czy w takiej sytuacji zwykli ludzie mają jeszcze szansę na przeżycie? Los i tropy wiodą wszystkich do Ojczyzny, skrywającej swoje tajemnice społecznością rządzonej przez byłego zastępcę dyrektora Departamentu Broni Specjalnych odpowiedzialnego za projekt Noe. Pytanie, co tam na nich czeka…


Jak już pisałem, „Dwunastu”, podobnie jak poprzedni tom trylogii, to kawał dobrej fantastyki. I to kawał pod każdym względem, bo powieść ta liczy sobie 670 stron. Gdyby więc Cronin napisał rzecz słabą, na czytelników czekałoby sporo męczenia się, a wielu pewnie odpadłoby przed dobrnięciem do połowy. Na szczęście jego powieści czyta się szybko, przyjemnie i z całkiem sporą dozą napięcia. I nawet jeśli fabuła jest w zasadzie przewidywalna, wszyscy miłośnicy gatunku, jak i fani prozy Stephena Kinga, nie będą zawiedzeni.


Oczywiście możecie obawiać się, że „Dwunastu” to kolejne typowe współczesne postapo, ale w takim razie przestańcie. To nie miałka, nijaka lektura, której brak choćby odrobiny oryginalności. Owszem, Cronin mocno czerpie z „Bastionu” i jemu podobnych dzieł, jednak udaje mu się też stworzyć coś swojego, własnego. Żadnych nowości nie macie co tutaj szukać, ale za to możecie liczyć na naprawdę znakomite odtwórstwo. I całkiem sporą gromadkę bohaterów, bo u Cronina, jak u Kinga, jest ich cała masa, a wszyscy oni zostali całkiem nieźle skrojeni, choć czasem można się wśród nich pogubić. Do tego dochodzi solidna dawka grozy podbieranej z wszelkich miejsc – to w równym stopniu historia czerpiąca z estetyki horrorów o wampirach, co zombie – i niezłego zaplecza obyczajowego. A wszystko to wrzucone w dobrze skonstruowany, klimatyczny świat.


Dobre jest też tempo, czasem przyjemnie leniwe, byśmy mogli delektować się tym, co dla nas przygotował, a czasem pędzące na złamanie karku, aż nie mamy czasu na myślenie ani odłożenie powieści. Jedyny zarzut, jaki można mieć, jest taki, że to wszystko już było. I to po wielokroć. Ale jednocześnie „Trylogia Przejścia” zdecydowanie wyróżnia się na plus wśród zalewu podobnych pozycji, których pełno jest w dobie popularności postapo. Dlatego ze swej strony polecam i czekam na finałowy tom, który w tym roku ma się pojawić na rynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz