poniedziałek, 4 marca 2019

Made in Abyss #2 - Akihito Tskushi

GDYBY VERNE TWORZYŁ MANGI


Czytając początek pierwszego tomu „Made in Abyss” nie byłem przekonany do całości, ale potem akcja się rozkręciła, nabrała klimatu niczym z dzieł Juliusza Verne’a i zaczęła pozytywnie zaskakiwać. Ciąg dalszy utrzymuje zarówno ten trend, jak i znakomity poziom, dostarczając świetnej rozrywki, która spodoba się miłośnikom dobrej fantastyki. W szczególnie takiej, opartej na niezwykłej wyprawie, która wiedzie nie tylko ku osiągnięciu konkretnego celu, ale także i dorosłości.


Niemal dwa tysiące lat temu na nieznanej wyspie na południowym morzu Beoluskim odkryto ogromną rozpadlinę o średnicy kilometra. Nikt nie miał jednak pojęcia, jak głęboka jest ta dziura ziejąca w ziemi, a co więcej chroniło ją pole siłowe, uniemożliwiające obserwację z powietrza. Dlatego miejsce to zaczęło przyciągać wszelkiej maści rządnych przygód ludzi i badaczy, chcący odkryć tajemnicę systemu jaskiń nazwanego ostatecznie Otchłanią. Doprowadziło to do osiedlenia się tam wielu z nich i zaludnienia terenu, który obecnie przypomina typowe miasta. Ludzie żyją tu z odkrywania sekretów Otchłani, ale nie jest to zajęcie bezpieczne. Wszędzie czają się krwiożercze bestie i inne zagrożenia, ale na śmiałków czekają też pewne nagrody – dziwne relikty, których przeznaczenia nikt nie rozumie.

Jednym z takich śmiałków jest dwunastoletnia Rika, córka jednej z największych badaczek Otchłani, która porzuca wszystko i w towarzystwie chłopca-robota wyrusza w głąb rozpadliny. Nie ma do tego predyspozycji, ale wbrew opinii wszystkich wierzy, że jej matka gdzieś tam wciąż żyje i zamierza im to udowodnić. Ich tropem podąża ekipa poszukiwawcza, ale Rika i Reg nie poddają się i w końcu osiągają poziomy Otchłani, o których dotąd nawet nie marzyli. Wiedzą jednak, że z tej wyprawy nigdy nie wrócą żywi, a na dodatek spotkanie z Ozen nie tylko może oznaczać koniec ich drogi, ale także wywraca życie Riki do góry nogami…


Mam wrażenie, że gdyby Juliusz Verne tworzył mangi, wyglądałyby one właśnie tak, jak „Made in Abyss”. Oczywiście autor serii Akihito Tsukushi nie ograniczył się tu jedynie do skrojenia fabuły w stylu tego legendarnego autora, co wyraźnie widać w tym tomie. Jest tu więc dużo z science fiction, w którym pobrzmiewają echa prac zarówno legend literatury w tym gatunku, jak i Osamu Tezuki. Jest też dużo z fantasy – chyba najwięcej – takiego opartego na wędrówce, wielkim queście w klimacie „Władcy pierścieni” i tym podobnych opowieści. A że motywy te zostały tu wykorzystane naprawdę znakomicie, całość wciąga i dostarcza świetnej rozrywki.


Oczywiście autor nie zapomina też, że ma być w tym choć trochę oryginalności i stara się, jak może, wycisnąć z tematu coś świeżego. Przede wszystkim jednak serwuje nam wszystko to, czego od dobrej fantastyki oczekujemy: spektakularne sceny, popisy wyobraźni, groźne bestie, mnóstwo niezwykłości. Jest też tajemnica, a właściwie nie jedna i tylko trochę brakuje skłaniających do myślenia wątków, ale akurat w tym wypadku mamy przecież do czynienia z czystą rozrywką, więc można przymknąć na to oko. Tym bardziej, że całość czyta się z wielką przyjemnością, a świetna szata graficzna robi duże wrażenie. Miłośnikom takich klimatów polecam gorąco.


A gdybyście chcieli zapoznać się z tym tytułem, znajdziecie go tu:






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza