poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Saladyn i Ryszard Lwie Serce - Robert Zaręba, Zygmunt Similak

KRUCJATY RAZ JESZCZE


Duet Zaręba i Similak powraca z nowym komiksem. Jednocześnie jest to dzieło będące kontynuacją ich całkiem udanej opowieści „Krucjaty: Bóg tak chce!”. Wielkich różnić w stosunku do pierwszej części nie ma, chyba, że pod względem edytorskim, bo tym razem dostajemy album w pełnym kolorze i w twardej oprawie. Komu podobał się więc tamten komiks, tym razem też będzie zadowolony, może nawet bardziej niż wcześniej.


Jest rok 1099. Krucjaty skończyły się zdobyciem przez Krzyżowców Jerozolimy i Ziemia Święta rozdarta została między nowoutworzone państwa chrześcijańskie. Wieści o tym docierają jednak do innych muzułmańskich krajów, a wyznawcy islamu wzywają do świętej wojny. Gdy mudżahedini ruszają do walki by wyprzeć krzyżowców, by wesprzeć chrześcijan wysłane zostają kolejne krucjaty. Szykuje się kolejna rzeź…


„Saladyn i Ryszard Lwie Serce” to komiks stricte historyczny, relacjonujący fakt z czasów wypraw krzyżowych. Czasów jakże barwnych, będących często popularnym motywem opowieści zarówno traktujących o naszej przeszłości w sposób jak najbardziej dosłowny, jak i tych bardziej umownych: przygodowych, komediowych czy nawet w fantastycznym ujęciu. Zaręba w swoim scenariuszu podąża drogą faktów, choć podaje je jednocześnie w sposób lekki, przystępny i atrakcyjny pewnie i dla młodszych czytelników, a to należy zaliczyć mu in plus.


Ale docenić należy także stronę historyczną całości, bo jest udana, dość szczegółowa, ale nie przytłaczająca nadmiarem faktów czy zbyt szkolnym ich podaniem. Owszem, w komiksie zdarza się akademicki ton, ale na szczęście niezbyt często i lektura się nie dłuży. Chociaż akurat szybko tego tomu się nie połyka. To rzecz zawierająca sporo dialogów i opisów, strony w równej mierze zapełnione są tekstem, co ilustracjami, więc lektura wystarcza na dłużej.


A jak jest z ilustracjami? Jak zawsze u Similaka – albo się go lubi, albo nie. Wielkim fanem nie jestem, tu jednak doceniam włożoną pracę i sporą ilość detali. Przyjemny jest też sam kolor, choć zamiast similakowej cartoonowości (połączonej z paroma drobnymi wpadkami), wolałbym grafiki Artura Chochowskiego, autora znakomitej, klimatycznej okładki tego albumu.


Tak czy inaczej „Saladyn i Ryszard Lwie Serce” to całkiem udana lektura. I o wiele przystępniejsza, niż naukowe opracowania. W skrócie: coś dla miłośników historii wypraw krzyżowych, ale nie tylko i to niezależnie od wieku.


Dziękuję wydawnictwu Kameleon za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza