niedziela, 21 lipca 2019

Księga Vanitasa #6 - Jun Mochizuki

DLACZEGO ŚCIGAJĄ BESTIĘ


„Księga Vanitasa” to seria, którą chyba śmiało można nazwać takim babskim shounenem. Shounenem mocno wciśniętym w ramy quasi-historycznego horroru fantasy, ale jednak utrzymanym w kobiecej stylistyce. Co stanowi ciekawe odświeżenie i chociaż całość pod względem tematyki, kompozycji i nawet powracających tematów mocno przypomina wcześniejsze dzieło Jun Mochizuki, „Pandora Hearts”, warto jest ją poznać i przekonać się, co ma do zaoferowania.


Do Vanitasa dociera Dante, który przynosi złą wiadomość: Noé został porwany. I to najprawdopodobniej przez srebrną wiedźmę. Dane starał się ją śledzić, ale niestety nie był w stanie. Co więcej w jej ręce wpadła także księga, a to już gorszy problem. Na tym jednak nie koniec. Vanitas podejrzewa, że Dante coś celowo przed nim ukrywa i żąda od niego wyjaśnień. Co takiego usłyszy? I czy w końcu dowie się, dlaczego tak naprawdę ściągają bestię?


„Księga Vanitasa” to, jak już pisałem, połączenie shounena z opowieścią grozy, gdzie wampiry, wilkołaki i inne, jeszcze niesprecyzowane byty, pojawiają się na stronach opowieści. Jest mrok, są krwawe sceny, są też sekrety. Poza tym mangę tą zaludnia cała masa bohaterów nazwanych na cześć znanych postaci z klasyki grozy oraz jej autorów, co stanowi czasem miłe puszczanie oka do czytelnika. Na samych podobnych odniesieniach jednak daleko by ta seria nie zaszła, na szczęście autorka postanowiła zabawić się z nią w całkiem konkretny sposób.


Co to w praktyce znaczy? Że mamy tu najróżniejsze elementy, często jakże dziwne, ale ostatecznie sklejone w całkiem przekonującą całość. Autorka swój świat oparła na steampunkowej mechanice i dodała nieco gotyckiego klimatu. W to wszystko wplotła typowe dla shounenów walki i mnóstwo humoru, a jakby tego było mało zapewniła kobiecej części swoich fanów sporo uroku, pięknych chłopców, bogactwo detali jeśli chodzi o stroje czy dekoracje, a także sporą dawkę elementów dla jednych zbędnych, dla drugich symbolicznych, ale niezależnie od podejścia, budujących ciekawą, autorską wizję.


A skoro już o wizji, a co za tym idzie szacie graficznej mowa, „Księga Vanitasa” zilustrowała w sposób prosty i pozbawiony większego mroku. Czasem trochę żal braku tej ciemności, bo jak udowadnia Mochizuki niektórymi sekwencjami, potrafi rewelacyjnie operować światłocieniem i rastrami, budującymi świetny klimat. Tak czy inaczej to jednak lekka manga, a że pozostaje przy tym nastrojowa i potrafi zaatakować nas mocnym, brutalnym akcentem, należy jak najbardziej docenić. Dlatego miłośnikom fantasy i horroru w lżejszej odsłonie polecam całość i ciekaw jestem, jak się potoczą dalsze losy bohaterów.


A wydawnictwu Waneko dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza