poniedziałek, 29 lipca 2019

Stranger Things: Ciemność nad miastem - Adam Christopher

MROKI PRZESZŁOŚCI


Well everybody's got a secret, son
Something that they just can't face
Some folks spend their whole lives trying to keep it
They carry it with them every step that they take

'Til some day they just cut it loose
Cut it loose or let it drag 'em down
Where no one asks any questions
Or looks too long in your face
In the darkness on the edge of town
- Bruce Springsteen


Chociaż o pierwszej powieści ze świata „Stranger Things” naczytałem się więcej złego, niż dobrego, nie mogłem darować sobie sięgnięcia po nią i… byłem pozytywnie zaskoczony. „Mroczne umysły”, bo taki nosiła tytuł, okazały się przyjemnie oldschoolową lekturą, co prawda tylko dla fanów serialu, ale nad wyraz udaną i klimatyczną. I taka jest też „Ciemność nad miastem”, książka napisana co prawda przez zupełnie innego autora, ale oferująca wszystko to, co do zaoferowania miała jej poprzedniczka, a momentami nawet i podnosząca poprzeczkę jeszcze wyżej.


Głównym bohaterem tej zawdzięczającej swój tytuł jednej z piosenek Bruce’a Springsteena powieści jest szeryf Hopper. Mamy rok 1984, po wydarzeniach drugiego sezonu serialu Hopper powoli przyzwyczaja się do obecności adoptowanej Jedenastki pod swoim dachem. Oboje spędzają spokojnie Święta Bożego Narodzenia, ale niestety przeszłość nie śpi. Tym razem jednak to nie zagrożenie z innego świata przerywa ich sielankę, a ciekawskość dziewczyny, która wygrzebuje z piwnicy drobiazgi z dawnych lat swego ojczyma i zaczyna zadawać pytania. Szeryf, chcąc nie chcąc, wraca myślami do przeszłości. A dokładniej do roku 1977, kiedy to dopiero co wrócił z Wietnamu. Pozorny spokój, jaki miał zapanować wówczas w jego życiu – życiu nowojorskiego detektywa, mającego u swego boku żonę i dziecko – został jednak brutalnie przerwany. Gdy nierozwiązana seria morderstw zwróciła na niego uwagę tajemniczych agentów, Hopper zaangażował się w niezwykłe śledztwo. Ostatnie w jego karierze… Co się wtedy wydarzyło? I czym był mrok, który zapadł nad miastem?


„Stranger Things” powstało, jako hołd dla szeroko pojmowanego kina lat 70. i 80. XX wieku, zaczynając od filmów Spielberga i Lucasa, przez kultowe horrory, na ekranizacjach prozy Stephena Kinga (a co za tym idzie i jego książkach) skończywszy. Serial nie tylko składał im hołd, ale też i pełnymi garściami czerpał z konkretnych scen i fragmentów. „Ciemność nad miastem” to powieść, która w mniejszym stopniu korzysta z tego wszystkiego, a skupia się na mrocznej fabule z pogranicza thrillera i horroru. Nawiązań jest tu zatem mniej, ale nowozelandzki pisarz nie odcina się od tego typu elementów.


I nie odcina też kuponików od popularnej marki. To, co robi na łamach tej książki, to kawał rzetelnego pisarskiego rzemiosła. Jak wspominałem na wstępie, jest to rzecz przyjemnie oldschoolowa, stylistyczne tkwiąca gdzieś w latach 80., dzięki czemu wypada lepiej, niż większość współczesnych powieści. Całość świetnie sprawdza się jako uzupełnienie serialu, ale jednocześnie to także kawał niezłego thrillera / kryminału. Czy można go czytać bez znajomości serialu? Tak. Czy warto? Też, bo „Ciemność nad miastem” nie jest wcale gorsza od popularnych powieści z tego gatunku. Najwięcej jednak radości będą mieli fani „Stranger Things”, którym mało jest przygód serialowych bohaterów. Im polecam z czystym sercem i czekam na kolejne podobne książki – chętnie zobaczyłbym w powieściowej formie akcję całego serialu. Kto wie, może twórcy w końcu pokuszą się i o to?


Dziękuję wydawnictwu Poradnia K za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz