wtorek, 1 października 2019

Sisters #13: Nadmiar szczęścia - Christophe Cazenove, William Maury

SIOSTRZANE SZCZĘŚCIE


Z tymi siostrami nie sposób się nudzić ani chwili! To podstawowa rzecz, jaką mogę powiedzieć nie tylko o tym albumie, ale o całej serii „Sisters”. Tym bardziej, że ta od początku do końca trzyma ten sam, naprawdę wysoki poziom. Owszem, można twierdzić, że to tylko cykl rozrywkowy, że nie oferuje zbyt wiele poza żartami, ale nawet jeśli, to co z tego. Zabawa z nim jest tak świetna, że czytelnik nie zastanawia się nad niczym i daje porwać szalonym przygodom.


Jeżeli jeszcze jakimś cudem ich nie znacie, pozwólcie, że na początku krótko przybliżę Wam kim są Sisters. Jak się możecie spodziewać, to dwie siostry. Starsza z nich, nastoletnia już, a co za tym idzie przekonana o swej dojrzałości (ma w końcu nawet chłopaka), na imię ma Wendy i zmaga się z problemami w szkole, życiu uczuciowym i towarzyskim. Jej kilkuletnia sister Marine najczęściej jest dla niej ciężarem i powodem do wstydu. Bo głupio myśli, głupio robi, ciągle coś psuje… Można się z niej czasem pośmiać, częściej jednak działa Wendy na złość. Ale obie się kochają i potrafią bronić nawzajem przed całym światem.

Co dzieje się w tym tomie? Siostry mają szanse na szczęście, ale czy na pewno? Marine odkrywa moc czterolistnej koniczyny, pytanie jednak czy to wystarczy? Gdy siostra nie chce się z nią bawić, nadchodzi czas odkrycia smutnej prawdy: Wendy dorasta! Poświęca coraz więcej czasu chłopakowi, sprząta u siebie i zaczyna mieć własne, zupełnie nowe problemy. Jak siostrzana miłość przetrwa to wszystko?


„Sisters” to seria wyraźnie osadzona w tradycji francuskiego komiksu humorystycznego i już na pierwszy rzut oka – tak graficznie, jak i fabularnie – kojarząca się z takimi legendami, jak „Mały Sprytek”, „Titeuf” czy „Kid Paddle”. Wendy i Marine spokojnie jednak mogą konkurować z wymienionymi seriami bez żadnych kompleksów. Ich urok, czar i to, jak potrafią rozbawić czytelnika, nie przypadkiem szybko zjednały im fanów i zapewniły olbrzymi sukces.


Seria „Sisters” posiada jednak pewien element, który bawi odbiorców w równej mierze co krótkie, jednostronicowe humoreski z życia bohaterek – bo z takimi właśnie mamy tu do czynienia. Element dostarczający całego mnóstwa zabawy przede wszystkim starszym odbiorcom. A są nim oczywiście odniesienie do znanych dzieł i popkultury widoczne w tle. Odnajdowanie ich staje się dodatkową przyjemnością i dostarcza wiele radości. A i warto także wspomnieć kilka słów o rysunkach. Te bowiem, choć nowoczesne i wzbogacone o komputerowo kładziony kolor, zachowały w sobie dużo z francuskiej klasyki. Mi osobiście nieodzownie kojarzą się z inną humorystyczną serią, z tym że skierowaną do chłopców – „Titeufem”, którego uwielbiam (ach, może pojawi się jakieś wznowienie, kto wie).


Jeśli więc szukacie dobrego komiksu rozrywkowego dla dużych i małych, „Sisters” to jedna z tych serii, którymi powinniście się zainteresować. Ma swój urok, czyta się ją świetnie i tak samo ogląda. Dlatego polecam.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza