środa, 30 października 2019

Superman Action Comics #1: Niewidzialna mafia - Brian Michael Bendis, Ryan Sook, Patrick Gleason, Yanick Paquette

CZEGO NIE WIDZI SUPERMAN?


„Superman: Action Comics” był bezwzględnie najlepszą z serii „Odrodzenia”. Pisany przez legendarnego scenarzystę przygód Człowieka ze Stali Dana Jurgensa, odświeżał stare dobre motywy i postacie, dorzucał do nich świetną zagadkę i pomyślany był tak, by kupować zarówno nowych, jak i stałych czytelników. Wraz z 1000 zeszytem Jurgens (jak i odpowiedzialni za poboczną serię zatytułowaną po prostu „Superman” autorzy) przekazał pałeczkę Bendisowi. Pierwsza napisana przez niego fabuła była niezłą powtórką z rozrywki, ale jak widać zarówno po miniserii „Człowiek ze Stali”, jak i niniejszym albumie, otwierającym regularny cykl, Bendis zaczyna odnajdywać się w przygodach Supermana i serwuje nam kawał naprawdę dobrej lektury nie tylko dla miłośników postaci.


Czy jest coś, czego ktoś taki jak Superman nie widzi? Owszem, jeśli coś jest ukryte w ołowianym opakowaniu, nawet jego superwzrok zawodzi. Ale czy tylko wtedy?
Na ulicach Metropolis pojawia się właśnie nowe zagrożenie, które umyka zarówno spojrzeniu Człowieka ze Stali, jak i reporterskim zdolnościom jego alter ego, Clarka Kenta. Gdy Clark zajęty jest pracą nad nowym tekstem i pogrążony w rozmyślaniach nad brakiem swoich bliskich, przestępczy świat miasta zostaje przejęty przez istotę zwaną jako Red Cloud. Superman nie ma jeszcze pojęcia z jakim zagrożeniem przyjdzie mu się zmierzyć…


Bendis to jeden z najlepszych, najbardziej cenionych i zarazem najbardziej wpływowych scenarzystów w komiksowej branży i czego by się nie dotknął, zmienia to w kurę znoszącą złote jajka. Wystarczy wspomnieć, jak genialnie odświeżył postać Spider-Mana serią „Ultimate Spider-Mana”, która dała początek całemu uniwersum i stała się podstawą dla filmowej trylogii o Pajęczaku Sama Raimiego (a także dla filmu „Spider-Man: Homecoming”). Albo zachwycające opowieści o „Daredevilu”, będące najlepszym, co seria miała do zaoferowania od czasu rewolucji, jaką wywołał w niej Frank Miller. Świetne też były jego serie o X-Menach pisane w ramach Marvel Now, podobnie jak i eventy robione dla tej właśnie linii wydawniczej. Nic więc dziwnego, że po jego „Supermanie” wiele sobie obiecywałem, tym bardziej, że od pewnego czasu znów jestem fanem postaci. A co z tego wyszło?


Przede wszystkim nie jest to dzieło genialne ani rewolucyjne. Bendis skupia się na zaserwowaniu nam przede wszystkim dobrej, dynamicznej rozrywki. Jego opowieści to lekka, ale niegłupia lektura, na tyle samodzielna by było można zacząć od niej przygodę z tą postacią. Całość czyta się szybko i przyjemnie, a jednocześnie ma się ochotę na więcej.  jednocześnie jej wielkim plusem jest fakt, że autor nie spieszy się z prowadzeniem akcji i skupia na tym, co wychodzi mu najlepiej – życiowych sprawach i rozterkach, dzięki czemu całość czyta się lepiej, niż „Człowieka ze Stali”, choć już nie tak miło ogląda. Co nie znaczy, że rysunki w „Niewidzialnej mafii” są złe. Wręcz przeciwnie, to kawał świetnej roboty, ale nic nie zastąpi mi Jima Lee.


Konkluzja będzie oczywista. Warto po ten album, jak i po wszystkie tytuły z Supermanem pisane przez Bendisa sięgnąć. To dobra rozrywka, a jednocześnie nie wątpię, że autor jeszcze pozytywnie mnie zaskoczy. A miłośnicy gry „Pojedynek superbohaterów” dostaną tu nie lada bonus – kartę z Marsjańskim łowcą ludzi.


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza