czwartek, 21 listopada 2019

Ptyś i Bill: Przygody spaniela - Jean Roba

KLASYCZNI PTYŚ I BILL POWRACAJĄ


„Ptyś i Bill” powracają wreszcie z kolejnym tomem swoich przygód pisanych i rysowanych przez twórcę serii, Jeana Robę. Większość z wydanych dotąd w ramach linii „Komiksy są super” albumów stworzona została przez kontynuatorów dzieła artysty i chociaż absolutnie nie mam im nic do zarzucenia, bo oferują kawał dobrej i niegłupiej rozrywki dla całej rodziny, to jednak klasyk zawsze pozostanie klasykiem. Dobrze więc, że w końcu znów możemy cieszyć się starszymi odsłonami, bo robią wrażenie i aż ma się ochotę na więcej.


Zanim jednak przejdę do konkretów, przypomnijmy o czym jest ta seria i dowiedzmy się, co na czytelników czeka w tym tomie.

A zatem tytułowi Ptyś i Bill to dwaj przyjaciele. Ten pierwszy jest chłopcem, którego ciągnie do figli i psot. Obowiązki? Jak każde dziecko unika ich, jak może, do pracy nie rwie się zbyt szczególnie, jednak do zabawy i szaleństw, jak najbardziej. Bill jest jego psem, a jak wiadomo, zwierzęta i ludzie, jakże często są do siebie podobne. I tak jest właśnie w tym przypadku, psiak jest leniwy, łobuzerski, ale jednak na tyle uroczy, że potrafi urzec. I wie, co to dobra zabawa (oraz jak dobrze zjeść). Do tego dochodzi Piotrek, kolega Ptysia, i żółwica Karolina. Razem przeżywają wiele przygód i dokładnie to robią także w tym tomie. W krótkich historyjkach poznajemy najróżniejsze ich (i nie tylko) przygody. Gdy główni bohaterowie pakują się w najróżniejsze tarapaty, całe ich środowisko może zostać wplątane w to, co się dzieje, a dzieje dużo i w szalonym tempie.


Jean Roba, ojciec „Sprycjana i Fantazjusza”, to kolejny z klasycznych autorów, którzy może i nie zdobył aż takiej sławy, jak inni mu podobni artyści, jednak jego komiksy wcale nie są mniej warte poznania, niż taka klasyka, jak „Lucky Luke”, „Smerfy” czy „Asteriks”. A „Ptyś i Bill” są pod względem tematyki i wykonania bardzo podobne do nich. Mamy sympatycznych, nietuzinkowych bohaterów, bardzo przy tym wyrazistych i posiadających cechy, z którymi możemy się identyfikować. Mamy lekkość, humor i dużo przygód. To, co różni tą serię od wyżej wymienionych, to fakt, że każdy album to zbiór krótkich, jednostronicowych historyjek, a nie jedna długa opowieść – czy też kilka nieco krótszych.


Długość nie ma jednak większego znaczenia. Liczy się, że całość jest lekka, wciągająca i niegłupia. Wszystkie historie czyta się z dużą przyjemnością, mają też swój klimat i charakter. I wszystkie także są znakomicie zilustrowane. Kreska Roby to typowa dla humorystycznego europejskiego komiksu środka robota. Cartoonowe rysunki, prostota, sporo detali i na dodatek urocze, dodatkowe kolorowane pastelami plansze, które wpadają w oko.


Do tego dochodzi świetne wydanie (w znakomitej cenie mamy trzy oryginalne albumy w jednym) i sam fakt, że możemy cieszyć się przygodami Ptysia i Billa. Bo to po prostu bardzo dobra seria, która może spodobać się i małym i dużym czytelnikom. Ja ze swej strony polecam i czekam na kolejne tomy.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz