niedziela, 22 grudnia 2019

Kulinarne pojedynki #19 - Tsukuda Yuuto, Saki Shun

KULINARNE CLIFFHANGERY


To już dziewiętnasty tomik „Kulinarnych pojedynków”, za nami już tyle starć i wydarzeń, tyle akcji i ciągnących się przez kilkanaście rozdziałów wątków, a ja mam wrażenie, że seria dopiero się rozkręca. I nie jest to wcale mylne wrażenie, bo cykl dopiero co zakończył się w Japonii na 36 tomie, a to pokazuje ile jeszcze zabawy nas czeka. A że jest to świetna zabawa, od której trudno jest się oderwać, żaden miłośnik shounenów nie będzie miał powodów do narzekań.


Souma pokazał na co go stać, pokonał przeciwnika, którego pokonać nie mógł i jednocześnie – między innymi oczywiście, bo poznał też kilka informacji o przeszłości swojego ojca – wywołał swoistą rewolucję. Teraz inni uczniowie idą w jego ślady i stają do walki z Centralą, na szali stawiając swoje marzenia. Czy mają szansę?

O tym już niedługo przekona się Kurokiba, który zaczyna walkę z należącym do Centrali Kusunokim. Tematem ich kulinarnego pojedynku staje się łosoś. Co obaj ugotują? Jaki będzie wynik tego starcia? I co jeszcze się wydarzy?


I znów twórcy to zrobili! Co takiego, pytacie? A znów zaserwowali nam tak świetny tom, że po przeczytaniu ostatniej strony czytelnik zadaje sobie pytanie: ej, a kiedy wydadzą dwudziesty? Świetna akcja, klimat, tempo, zaskoczenia, finałowy cliffhanger (czy jak wolicie: retardacja)… Wszystko jest takie, jakie być powinno. Czyli, jak zawsze, bo „Kulinarne pojedynki” od samego początku trzymają ten sam, znakomity poziom.


Jednocześnie na czytelników czeka tu mnóstwo humoru, napięcia, świetnych, zapadających w pamięć bohaterów, pojedynków na potrawy, przepisów na przygotowywane przez bohaterów dania i łagodnej erotyki. A jak dobrze wszystko to zostało wyważone. Jakie wciągające. I przy okazji… pełne uroku i słodyczy.


Znakomita szata graficzna sprawia, że wszystkie te poszczególne rzeczy wyglądają naprawdę znakomicie. Urocze, sympatyczne postacie, ponętne kształty, genialnie oddane dania i wszelkie ich najdrobniejsze szczegóły, równie znakomicie uchwycone kuchenne sprzęty i wiele innych, mniej lub bardziej zwyczajnych rzeczy. Wszystko to ogląda się tak samo przyjemnie, jak czyta, a przygody Soumy, nawet jeśli w danym tomie akurat nie ma go prawie wcale, wciągają i… Cóż, apetyt rośnie w miarę jedzenia – to przysłowie chyba najlepiej oddaje charakter całości. Ja dodawać nic więcej nie muszę, poza tym, że polecam gorąco i z niecierpliwością czekam na kolejny tom.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza