poniedziałek, 23 grudnia 2019

Paper Girls #6 - Brian K. Vaughan, Cliff Chiang

KONIEC ROZWOŻENIA GAZET


Wreszcie jest. Finał jednej z najlepszych serii, jakie w swojej karierze wydało Non Stop Comics trochę kazał na siebie czekać, ale jak zwykle było warto. Brian K. Vaughan, choć zaserwował nam opowieść stricte rozrywkową, stanął na wysokości zadania i stworzył jedną z najlepszych serii w swojej karierze. Aż szkoda, że to już koniec, ale z drugiej strony teraz można wrócić do początku i w końcu przeczytać całość od deski do deski. A warto, bo ze względu na dość szalone i skomplikowane podejście do całości, dopiero tak w pełni da się docenić to wprost rewelacyjne dzieło: rewelacyjne szczególnie dla miłośników fantastyki i klimatów kina lat 80. XX wieku.


Z roku 1988 do… Właśnie! Nasze bohaterki wciągnięte w wir temporalnych przygód, trafiały już do różnych przyszłości i przeszłości, a teraz budzą się każda w innych czasach. Erin trafia do XXI wieku, gdzie w halloweenową noc doświadcza dziwnych snów, mających dla niej ważne przesłanie. KJ ląduje w roku 1958. Mac trafia do roku pięciomiliardowego, gdzie Ziemię czeka zagłada i gdzie spotyka kobietę, która wynalazła podróże w czasie. A tymczasem Tiffany przebywa tysiąc lat w przyszłość. Co tam na nie czeka? Czy się jeszcze odnajdą? I czy zdołają pokonać przyszłość?


Każdy miłośnik popkultury ma zupełne prawo być sceptycznym zarówno wobec wszelkich prób powrotu do klimatów lat 80. XX wieku, jak i opowieściach o podróżach w czasie. Ale w tym wypadku twórcom udało się wszystko to doskonale wykorzystać i dać nam coś niesamowitego. Dowodem na to niech będą cztery nagrody Eisnera - najważniejsze wyróżnienie komiksowe – a także m.in. nominacje do Hugo Award  i Lincoln Award. Wyróżnieniom nie ma się co jednak dziwić, „Paper Girls” to świetna seria, znakomicie napisana, równie dobrze poprowadzona i bardzo nastrojowa. Brian K. Vaughn, nagradzany scenarzysta komiksowy i filmowy (seriale „Lost: Zagubieni”, „Pod kopułą”), stworzył opowieść, która łączy klimaty charakterystyczne dla prac Stephena Kinga traktujących o młodzieży z „Wojną światów” i wieloma innymi rzeczami, od „Strangers Things” zaczynając, na „Powrocie do przyszłości” skończywszy. Mogło wyjść z tego dzieło niestrawne, powtórka z rozrywki i co tam Wam jeszcze przyjdzie do głowy, ale na szczęście „Papierówki”, „Gazeciarki” czy jak zechcecie spolszczyć ten tytuł, okazały się wprost rewelacyjnie.


Wielka w tym zasługa miłości autora. Ten komiks to piękny sentymentalny powrót do lat 80., kiedy kino było szalone i niczym nieskrępowane, a świat ponury, mroczny, ale i pełen blasku zarazem. Jednocześnie autor dorzuca tu wiele nowoczesności (poruszanie tematów takich, jak menstruacja, który pojawia się w jednym z zeszytów, po dziś dzień w komiksach amerykańskich jest pewnym tabu, ale w latach 80. stanowiło prawdziwy szok – poczytajcie o tym, jak Alana Moore’a krytykowano za jeden z numerów „Sagi o potworze z bagien”, w którym pojawiała się ta kwestia), a także bawi się schematami. Dzięki temu dostajemy naprawdę znakomitą serię rozrywkową dla nastolatków i dorosłych. Świetnie narysowaną, nastrojową, szaloną… Warto ją poznać i zanurzyć się w ten świat. Aż chciałoby się, żeby zawitała na wielkim i małym ekranie. Ale pewnie wtedy twórcy zepsuliby tak doskonały materiał.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza