poniedziałek, 22 czerwca 2020

Anohana: Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia #2 - Mitsu Izumi, Cho-Heiwa Busters

TRAGEDIA, KTÓRĄ PRZEŻYLIŚMY TAMTEGO DNIA



Pierwszy tom „Anohany” okazał się bardzo przyjemną lekturą. Niezbyt oryginalną, bo podobnych mang czytałem już wiele, ale że historie te zawsze dobrze się sprawdzają, także i tym razem nie miałem powodów do narzekań. Po drugi tom sięgnąłem więc z ochotą i jestem zadowolony. bo historia ta, choć prosta i oczywista, ma w sobie całkiem spory ładunek emocjonalny i naprawdę udany klimat, który sprawia, że „Kwiat…” to lektura w sam raz także na wakacyjny czas.


Umarła, wróciła i teraz nie chce odejść, dopóki jej marzenie nie zostanie spełnione. Ale co to za marzenie? Tego nie pamięta nawet ona!

Tak przedstawia się fabuła niniejszej mangi. Menma zginęła w dzieciństwie, teraz pojawiła się jako duch i zjednoczyła swoich znajomych. Widzi ją jednak tylko Jintan, chociaż nie do końca jest to prawda. Kiedy i inni przekonują się, że słowa chłopaka kryją w sobie wiele prawdy, wszystko może się zmienić. Ale czy się zmieni? I do czego to wszystko doprowadzi?


Lubię dobre mangi obyczajowe. Szczególnie, gdy przełamane są czymś gatunkowo odmiennym – fantastyką, horrorem… To dwa najpopularniejsze typy historii miksowane z życiowymi historiami. Szczególnie w mangach. Pamiętam, jak zachwycałem się takimi opowieściami, jak „Tasogare Otome X Amnesia”, „Głosy z odległej gwiazdy” czy „20th Century Boys”. I to samo odnajduję tutaj, może nie tak genialnie podane, jak w najlepszych fragmentach tamtych opowieści, ale wciąż na tyle udane, że nie czuję, iż mam do czynienia z powtórką z rozrywki. Jeśli już to po prostu kontynuację długiej i znakomitej tradycji, nieco lżejszą, bardziej dostosowaną do nastoletniego odbiorcy, bardziej zabawną i uroczą, ale nie pozbawioną wzruszeń.


Bo trudno obojętnie przejść obok opowieści o sympatycznej dziewczynie, która już nie żyje, a która chce spełnić swoje marzenie? I grupie jej przyjaciół, którzy po tragedii jaka ją spotkał oddalili się od siebie i zmienili nie do poznania, ale znów muszą zjednoczyć się w obliczu pojawienia się ducha. Jest tu sporo sentymentów, sporo ujmujących scen i momentów i kilka naprawdę udanych pod względem klimatu i nastroju sekwencji, które zapadają w pamięć. Akcja nie jest szybka, ale na tym polega siła tej opowieści. Na niespiesznym, życiowym snuciu się, skupieniu na bohaterach i ich losach. I to mnie kupuje.


Tak samo zresztą jak prosta, ale jakże udana szata graficzna. Właściwie mangi, które pod względem ilustracji były dla mnie zawodem zmógłbym policzyć na palcach jednej ręki i jeszcze trochę by mi ich zostało, ale i tak doceniam kolejne udane rysunki. Więc doceniam je i tym razem. A jako całość, „Anohanę” polecam Waszej uwadze, bo jest tego warta.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza