wtorek, 23 czerwca 2020

Odyseja Hakima, tom 2: Z Turcji do Grecji - Fabien Toulmé

TUŁACZKA HAKIMA


„Odyseja Hakima” to komiks, który wśród polskich czytelników wywołał sporo zamieszania. Jak inne podobne dzieła, przez część został odebrany bardzo pozytywnie, podczas gdy inni odżegnywali go od czci i wiary, jako kolejne dzieło niemalże propagandowe na tle kryzysu uchodźczego, z jakim zmaga się Europa. Dla mnie jednak to po prostu kawał dobrego komiksu, pokazującego tułaczkę człowieka, dla którego dom stał się piekłem. Świetną biografię uchodźcy, szukającego swojego miejsca w świecie, który nie do końca rozumie, potrafiącą wywołać całkiem sporo emocji.


Życie Hakima nagle się zmieniło. Młody Syryjczyk, który nigdy nie spodziewałby się, że może zostać uchodźcą, nagle znalazł się w piekle. Wybuch wojny, tortury i szaleństwo, jakie ogarnęły jego kraj zmusiły go do ucieczki. Do zostawienia domu, bliskich, pracy i wszystkiego, co składało się na jego dotychczasową egzystencję i zaczęcia tułaczego losu. Szczęścia szukał w Turcji, ale nie jest to ziemia obiecana. Kiedy sytuacja polityczna staje się trudna, a Hakimowi rodzi się syn, mężczyzna decyduje się na niebezpieczny krok: wyruszyć na tratwie do Europy w nadziei, że czeka go tam szczęście i spokój. Ale co rzeczywiście go tam spotka?


Po „Odyseję Hakima” sięgnąłem, bo uwielbiam komiksy, z którymi od razu mi się skojarzyła. Pierwszym z nich jest znakomita seria „Arab przyszłości”, ukazująca nam prawdę o życiu na Bliskim Wschodzie bez ubarwień i łagodności – bodajże moje ulubione dzieło w tym temacie. Drugim są powieści graficzne Guya Delisle’a, będące jego wspomnieniami z podróży. A raczej należałoby rzec, dziennikami, pisanymi na gorąco, pod wpływem codziennych wydarzeń w niegościnnych miejscach i pod wpływem emocji.


„Odyseja Hakima” jest inna, ale jednocześnie im bliska. Wraz z bohaterem wygnanym ze swego kraju podróżujemy przez kolejne miejsca, spoglądając na nie jego oczami. Dzięki temu przekonujemy się, jak wyglądają z perspektywy obcego, ale przede wszystkim, jak obcego traktują i jest to chyba najciekawszy aspekt całej opowieści. Nie ma tu obiektywnego przyglądania się światu – czy może mikroświatu danego kraju – a jedynie subiektywna analiza człowieka wtłoczonego przez los do nowej rzeczywistości. Człowieka bez domu, ale nie pozbawionego nadziei. I takie podejście przemawia do mnie, dając szansę na nieco inną perspektywę, niż w typowym przewodniku, nawet dzienniku pisanym przez turystę czy tymczasowego mieszkańca.


Do tego dochodzi uproszczona, ale udana szata graficzna, uzupełniona o oszczędny, dobrze psujący kolor i naprawdę dobrze wydana – w grubym tomie zamkniętym w twardej oprawie. Jeśli podobały się Wam liczne komiksy tego typu, nie tylko wspomniane przeze mnie powyżej, ale też i m.in. „Persepolis”, powinniście „Hakima” poznać. To bardzo dobry komiks, niełatwy, ale wart przeczytania.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza