czwartek, 4 czerwca 2020

Spy×Family #1 - Tatsuya Endou

SPY HARD



Maj przyniósł nam nową serię mangową. „Spy×Family”, bo o niej mowa, to całkiem udana opowieść akcji, lekka, szybka, dynamiczna, pełna zagrożeń, ale nie wolna od uroku czy stonowanego humoru. W trakcie lektury trudno nie odnieść wrażenia, że to łagodniejsza siostra znakomitego „Murcielago”, mająca swój klimat i charakter i zapowiadająca się naprawdę ciekawie, jeśli lubicie mangowe akcyjniaki.


Zmierzch jest szpiegiem. W czasach, gdy wszystkie kraje pod przykrywką pokoju prowadzą ze sobą wojnę informacyjną, on sprytnie lawiruje na polu bitwy, zmieniając ciągle twarz. Właśnie wykonał kolejne zadanie, a już czeka na niego nowa misja. Jego nowym celem jest przewodniczący Partii Zjednoczenia Narodowego, który zagraża pokojowi między Wschodem i Zachodem. Problem w tym, że tym razem Zmierzch nie będzie działał sam. Musi znaleźć sobie żonę i dziecko! Po co? Jego cel rzadko bywa w miejscach publicznych, jedynie spotkania rodzicielskie w szkole syna stanowią okazję, by go dopaść. Trudno się mówi, czasem trzeba działać i tak. Wkrótce jednak Zmierzch przekonuje się, że nic nie jest takim, jakie się wydawało. Jego „rodzina” skrywa bowiem własne sekrety i to naprawdę zabójcze…


„Spy×Family” to komedia akcji łącząca w sobie coś z klimatów filmów o Jamesie Bondzie, z takimi obrazami, jak „Wojna państwa Rose” i podobnymi im produkcjami, których namnożyło się swego czasu w kinach. Jest tu też coś z „Murcielago”, znakomitej serii mangowej, co konkretnie – trudno rzec, ale widać to chociażby w szacie graficznej. Owszem, chociaż seria ta jest pełna akcji i niebezpieczeństw, nie ma tu mroku, brutalności czy lejącej się krwi, które znamy z „Murcielago”, a i humor jest innego typu, ja jednak nie mogłem się pozbyć wrażenia występowania pewnych podobnych cech i tak już zostało. Zresztą szata graficzna skojarzyła mi się też trochę z „Dimension W”, a i do innych dzieł także mógłbym ją porównać na tym, czy innym polu, ale nie ma to teraz większego sensu.


Tak czy inaczej, „Spy×Family” to rzecz o własnych charakterze i klimacie. Jak na komedię, humor jest w niej stonowany. Jak na opowieść akcji i to na dodatek szpiegowską, akcja nie jest w takim stopniu siłą napędową historii, jak mogłoby się wydawać. Mogło to nie wyjść, a jest ciekawe, udane i bardzo przyjemne w odbiorze. Całość przesycona jest jakąś taką brytyjską nutą, widoczną także w ilustracjach: dość jasnych, prostych, ale jak to w mangach najczęściej bywa, udanych i dobrze pasujących do całości. A przy okazji mających w sobie coś, co przyciąga wzrok.


Kto lubi mangi akcji i komedie sensacyjne o szpiegach, powinien „Spy×Family” poznać. ta seria ma swój urok i zapowiada się ciekawie, chociaż jeszcze nie w pełni wykorzystuje potencjał, jaki w niej drzemie. To jednak, co nam oferuje już teraz, w zupełności wystarczy byśmy chcieli do niej wracać.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









1 komentarz:

  1. podoba mi się kreska, fabuła trochę ograna, ale na pewno dobrze się czyta :-)

    OdpowiedzUsuń