piątek, 31 lipca 2020

Asteriks #13: Asteriks i kociołek - Rene Goscinny, Albert Uderzo

FORTUNA KOŁEM SIĘ TOCZY


Jak zdążyliście już zauważyć, w ostatnim czasie przez moje ręce przewinęło się wiele tomów „Asteriksa”, ale przyznam, że wciąż mi mało. Co się jednak dziwić, skoro ta klasyka, wznowiona właśnie przez wydawnictwo Egmont i rzucona na rynek w sile całkiem sporej ilości albumów, to rzecz ponadczasowa i bawiąca – a przy okazji ucząca – czytelników w każdym wieku. „Asteriks i kociołek” zaś to po prostu kolejna znakomita jej odsłona, mocno satyryczna i urzekająca, jak zawsze.


Rzymianie podbili całą Galię i tylko jedna jedyna wioska opiera się ich atakom. Co więcej nie płacą także podatków. Pieniądze przed poborcami chętnie ukryłby też inny galijski wódz, Amoralfiks, dlatego Asparanoiks decyduje się mu pomóc. Kociołek z pieniędzmi trafia pod opiekę Asteriksa, ale ten chociaż pilnuje go całą noc, rankiem odkrywa, że skarb zniknął. Co się stało? Wódz oskarża go o utratę honoru całej wioski i skazuje na wygnanie. Koniec? Oczywiście dopiero początek! Asteriks na wygnanie udaje się nie sam, a w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela, Obeliksa oraz jego wiernego psa Idefiksa. Chcąc odpracować swoją winę, stara się zarobić pieniądze, które zniknęły, ale jakich zajęć nie podejmowałby się z Obeliksem, nie są one wystarczające by osiągnąć cel. Czy ostatecznie posunie się aż do tego, by napaść na rzymski bank? Co jeszcze czeka go w trakcie tej niezwykłej przygody? I jak to wszystko się skończy?


Komiksy o Asteriksie i Obeliksie, tak jak i filmy z ich przygodami, towarzyszą mi od wczesnych lat dziecięcych. Pamiętam, jak jako dziecko nadrabiałem przygodę z tą serią w czasie wakacji, kupując ukazujące się wówczas tomy i wypożyczając z biblioteki, co tylko znalazło się na ich półkach. Nie było tego wiele, ale i tak na zawsze już wakacyjne lektury kojarzyć mi się będą właśnie z „Asteriksem” – między innymi oczywiście. Tym bardziej, że każdy tom to po prostu pełne przygód komedie dziejące się w sielskich sceneriach, a co więcej zdecydowana większość z nich opowiada o podróżach, co doskonale pasuje do letniej pory.


„Asteriks i kociołek” co prawda podróżniczej tematyki zbytnio się nie podejmuje, chociaż bohaterowie też wędrują tu i tam, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. W tej serii liczy się by było dużo przygód, jeszcze więcej humoru i, oczywiście, przesłania skrytego w kadrach i dialogach – i dokładnie to dostajemy. Album jest dodatkowo satyrą na bardzo popularny temat, czyli pieniądze, ale spokojnie, chociaż kwestia wydaje się wyeksploatowana, Goscinny jak zwykle pokazał na co go stać i zaserwowała nam naprawdę świetną opowieść. Opowieść doskonale zilustrowaną przez Uderzo, a także bardzo ładnie wydaną (dobry papier offsetowy najlepiej pasuje do „Asteriksa”).


Po prostu kawał wyśmienitej rozrywki dla całej rodziny. Mądrej, wciągającej i zapewniającej niezapomnianą zabawę. Dobrze, że po latach „Asteriks” znów pojawił się wśród nowości i mam nadzieję, że niedługo do tych już wydanych, dołączą kolejne tomy. Byłoby wspaniale. A może by tak Egmont pokusił się o zbiorcze edycje, jak to zrobił niedawno z serią „Iznogud”?






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza