środa, 1 lipca 2020

My Hero Academia: Akademia Bohaterów #19 - Kohei Horikoshi

SUPERBOHATEROWIE MUSZĄ ODPOCZĄĆ


Wiem, że pisałem już to nieraz, ale aż trudno uwierzyć, jak szybko mija czas z tą serią. Mam wrażenie, że dopiero co zacząłem ją czytać, a tu mamy za sobą już niemal dwadzieścia tomów, a seria poboczna „Vigiliante: My Hero Academia Illegals” zbliża się do dziesiątego tomu. Ale tak to już z dobrymi opowieściami bywa, że pędzą na złamanie karku, ciągnąc nas ze sobą czytelników. A „Akademia bohaterów” jest dobra i to bardzo i chociaż za nami tyle tomów, wciąż nie traci nic ze swej siły i poziomu.


Nie ważne jaka to szkoła – czy normalna, czy superbohaterska – żadna nie może obejść się bez wydarzeń typowych dla placówki edukacji. Jak więc w Akademii Bohaterów miałoby zabraknąć festiwalu kultury? Właśnie! Po ostatnich wydarzeniach i walkach ze złoczyńcami, bohaterowie chętnie odpoczną, ale czy wszystko pójdzie tak, jak powinno?


Zaczęło się nieźle, potem było lepiej, potem jeszcze lepiej, zaczęło być super i super jest już cały czas. Tak w skrócie można podsumować moją przygodę z serią „My Hero Academia”. Przygodę, która trwa już niemal od dwudziestu tomików i przeniosła się także na spin-off „Illegals”, który z każdym kolejnym tomem doceniam coraz bardziej i bawię się już w trakcie jego lektury równie dobrze, co przy główny cyklu. Ale nie mogło być przecież inaczej. Jestem przedstawicielem pokolenia, które mangę i anime odkryło dzięki „Czarodziejce z Księżyca”, a wyedukowało się w tym temacie głównie dzięki „Dragon Ballowi”, „Pokemonom” i im podobnym dziełom i na samo określenie shounen reaguję pozytywnie. A tu mamy do czynienia z shounenenm naprawdę dobrym.


Nie ma się, co oszukiwać, że „My Hero Academia” to coś więcej, niż tylko bitewniak, ale wcale nie znaczy, że to źle. Bitewniaki to najbardziej popularny gatunek mang na świecie, zawsze stanowią też największe hity, a ten nie dość, że czerpie z nich pełnymi garściami i ani na moment nie zamierza się z tym kryć, to jeszcze równie intensywnie inspiruje się komiksami superbohaterskimi z Ameryki. W konsekwencji czytelnicy dostają pełną akcji, starć, bohaterów obdarzanych niezwykłymi mocami i tym podobnych elementów serię, którą czyta się z przyjemnością, chociaż jednocześnie dość powoli, bo solidna ilość tekstu rzucanego nam przed oczy nawet w trakcie pojedynków obecna jest właściwie zawsze.


Do tego dochodzą tu takie pożądane przez nastoletnich odbiorców elementy, jak humor, szkolne życie, piękne i seksowne dziewczyny czy nuta erotyki. Całość zaś została absolutnie rewelacyjnie zilustrowana, z całym bogactwem detali i doskonałego oddania wszystkich składowych opowieści. Kto lubi dobre shouneny, dynamiczne, wciągające, dostarczające świetnej rozrywki, ale i pełnych napięcia pojedynków, polecam gorąco i niezmiennie z niecierpliwością czekam na kolejne tomiki.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza