piątek, 24 lipca 2020

Odrodzona jako czarny charakter w grze otome, gdzie wszystkie ścieżki prowadzą do złego zakończenia #1 - Nami Hidaka, Satoru Yamaguchi

ODRODZONA PRAWIE JAKO YAMCHA


Ileż ten tomik już na pierwszy rzut oka wywołał we mnie skojarzeń. Już sam tytuł z miejsca przypomniał mi o jednotomówce „Dragon Ball: Odrodzony jako Yamacha”. Temat zresztą też. Ilustracje? Tu z miejsca miałem wrażenie, jakbym widział „Wrobioną w magię”. Fabuła? Tu już pole do popisy było większego, bo romans osadzony w świecie fantasty to niemalże klisza. Co z tego się zrodziło? Specyficzna, lekka opowieść dla dziewcząt, bardziej skupiona na akcji i romansie, niż humorze, ale też i nie wolna od odrobiny dowcipów. Nie do końca spełniona, ale warta przeczytania, jeśli lubicie takie klimaty.


Główna bohaterka ma siedemnaście lat, chodzi do szkoły, uwielbia grać i… umiera. Wypadek przerywa jej życie. Dziewczyna nigdy już nie ukończy szkoły, nie dorośnie, nie… Właśnie, czy aby na pewno?

Tu na scenę wkracza świat fantasy i Catarina Claes, ośmioletnia rozpieszczona księżniczka, pewnego dnia w trakcie zabawy doznaje urazu. W wyniku zranienia odzyskuje jednak wspomnienia z poprzedniego życia – czyli życia siedemnastoletniej dziewczyny, która zginęła w wypadku! Gdy nasza bohaterka uświadamia sobie, że odrodziła się w grze otome, jako czarny charakter, postanawia wykorzystać swoją wiedzę o fabule gierki, by pokierować tym, co się dzieje. Problem w tym, że Catarina jest czarnym charakterem i jakiejkolwiek ścieżki nie wybierze, czeka ją zły koniec…


Skojarzenie z mangą „Dragon Ball: Odrodzony jako Yamcha” to jedna z tych rzeczy, przez które sięgnąłem po niniejszą mangę. Drugą było to, że zawsze lubię poznawać nowe serie i dawać im szansę. Co w tym wypadku przeważyło, chyba nie muszę mówić. Jako fan „DB” cenię tamten tomik, gdzie autor zabawił się wszystkimi najważniejszymi motywami serii, jednocześnie robiąc rzecz spójną z kanonem serii. Tu na nic takiego nie mogłem liczyć, skupiłem się wiec na tym, by oczekiwać od  mangi dobrej zabawy. czy ją dostałem? Po części tak, bo to niezła lektura, mająca szanse przerodzić się z kolejnymi częściami w coś naprawdę ciekawego, ale akurat tyle wystarczyło.


Fabuła jest prosta, ale sympatyczna. Podobnie rzecz ma się z samymi bohaterami. Jest tu akcja, jest miłość, zagrożenia, baśniowo-fantasy świat, który wcale taki bajkowy nie jest itd., itd. Bohaterka wie do czego to wszystko zmierza, ale nie wie jeszcze jak to dla niej może się zakończyć, a z jej świadomości znajdowania się w grze wypływa wiele zabawnych sytuacji. Owszem, humoru mogłoby być zdecydowanie więcej, bo aż o to się prosiło, ale z drugiej strony lepiej mniej niezłego, niż dużo takiego, którego strawić by się nie dało.


Szata graficzna w wykonaniu debiutanta też jest całkiem niezła. To czysta, prosta robota, dobra, ale rzemieślnicza. Autor nie operuje charakterystycznym stylem, ale dobrze oddaje charakter mangi i kto wie, może za parę lat wyrobi sobie bardziej rozpoznawalną kreskę. Wszystko to wieńczy jak zwykle dobre wydanie i… Co tu dużo mówić, kogo temat ciekawi, śmiało może sięgnąć i dać się wciągnąć w świat niezobowiązującej rozrywki.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza