wtorek, 25 sierpnia 2020

Dziewięć miesięcy czułego chaosu - Lucy Knisley

MAYBY BABY


Kolejny komiks biograficzny od Marginesów to bardzo udane dzieło Lucy Knisley, rysowniczki i scenarzystki, która postanowiła opowiedzieć nam o trudach bycia w ciąży. Dzieło zabawne, ale i wzruszające. Bardzo przy tym osobiste, wspominkowe, a jednocześnie uczące bardzo wiele o tych dziewięciu miesiącach życia kobiety, kiedy w jej brzuchu dojrzewa nowe, gotowe do przyjścia na świat życie.


Kiedy człowiek chce, może osiągnąć wszystko. Może zostać kim chce. Problem pojawia się wtedy, kiedy ów człowiek, a dokładniej kobieta, chce zajść w ciążę, a tu nagle okazuje się, że natura ma coś przeciw.

Taką drogę przebyła Lucy Knisley, miłośniczka i autorka komiksów, która zapragnęła mieć potomstwo. Rzecz w tym, że zajść w ciążę to jedno, a donoszenie jej to drugie. Zmagając się z poronieniami, Lucy nie zamierza się poddawać i chce za wszelką cenę zostać matką. Czy ma szansę? Ale nawet kiedy ten problem się rozwiąże, wkrótce nasza bohaterka przekonuje się, jak to jest nosić w sobie dziecko i ile wiąże się z tym problemów…


Lucy Knisley w swoim komiksie zabiera nas w podróż przez dziewięć miesięcy życia ciężarnej kobiety, zagłębiając się w temat na kilku płaszczyznach. Pierwsza z nich to wspomnienia dziewczyny starającej się zajść w ciążę, donosić ją i zmuszonej poznać na własnej skórze wszystko to, co się z tym wiąże – ceny testów ciążowych, poranne mdłości, narządy wewnętrzne przesuwające się wraz z tym, jak płód rozwija się i wywiera na nie nacisk. To wszystko pokazuje w sposób lekki, czasem zabawny, ale wyczerpujący. Równie wyczerpujące – i równie ważne – staje się dla niej obalanie mitów odnośnie ciąży i poronień, odnośnie całego procesu rozmnażania człowieka i serwowanie nam w przystępny sposób wiedzy na ten temat. Wiedzy swoim zakresem obejmującej zarówno medycynę, jak i historię.


Wszystko to oczywiście jest podane z odpowiednim wyważeniem. Komiks nie jest ciężki, chociaż pełen faktów i ciekawostek, nie jest też przesadnie lekki i nonszalancki. Tym bardziej nie jest łzawy. To wspomnienia podparte wiedzą, ciekawa gawęda człowieka wyedukowanego w temacie, nie wolna od popkulturowych odniesień i bardzo przyjemnie zilustrowana. Rysunki są proste, także pod względem koloru, ale dobrze pasują do całości, a uzupełniające je zdjęcia autorki z poszczególnych etapów walki o dziecko podkreślają biograficzny wymiar „Dziewięciu miesięcy czułego chaosu”.


Kogo temat ciąży interesuje – nie musi przy tym lubić dzieci i nie musi sam planować posiadania potomstwa – kto sam chce lub spodziewa się dziecka, albo po prostu ma ochotę na dobry komiks obyczajowy, nie zawiedzie się sięgając po ten album. To kawał życiowej opowieści zaserwowanej na dobrym poziomie. I niejednego czytelnika czegoś nauczy.


Dziękuję wydawnictwu Marginesy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





1 komentarz:

  1. Ostatnio bardzo polubiłam komiksy, a ten chciałam przeczytać jeszcze w oryginale, więc jestem zachwycona, że znajduje się już na mojej półce. Zapowiada się rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń