My Hero Academia: Akademia Bohaterów #21 - Kohei Horikoshi

BEZMÓZGI


„My Hero Academia” to seria, która pędzi na złamanie karku, a choć za nami już dwadzieścia tomików, nic nie wskazuje na to, by szybko miała przestać. Ale kto chce by ta świetna opowieść się skończyła? Na pewno nie ja i na pewno nie żaden fan shounenów, bo „Akademia bohaterów” to opowieść, która doskonale trafia w nasze gusta i zapewnia rewelacyjnie narysowaną opowieść, którą chce się czytać beza robienia sobie przerwy między kolejnymi tomikami.


Gdy Bezmózgi atakują miasto, Endeavor i inni stają do walki. Ale co na nich czeka? I czy sobie poradzą z wrogiem?


Z jednej strony „My Hero Academia” to seria, która jest typowym shounenem. Z drugiej to kawał świetnego komiksu osadzonego w realiach szkolnego życia, co prawda ukazanych przez pryzmat superbohaterskiej fantastyki, ale jednak. Wreszcie z trzeciej, to opowieść mocno czerpiąca z klimatów amerykańskich serii superhero, które kojarzą wszyscy, nawet jeśli nie są miłośnikami tej formy sztuki, bo filmowe adaptacje tego typu dzieł biją rekordy popularności i nie zanosi się by miały przestać. To tak w skrócie, a co ze szczegółami?


Shounenom „MHA” zawdzięcza najwięcej, a dokładniej wszystkie gatunkowe schematy. Mamy tu więc bohatera wybrańca, na tyle jednak nietypowego do tej roli, by nastoletni odbiorca mógł się z nim identyfikować. Mamy humor, mamy erotykę – łagodną i minimalnie użytą, ale jednak – piękne dziewczyny, potężnych wrogów, walki… Te ostatnie elementy seria dzieli z amerykańskimi zeszytówkami supehero, bo i tam ci dobrzy herosi walczą ze złem o ocalenie czy to świata, czy miasta, czy po prostu kogoś. Do tego wszyscy są ubrani w kostiumy, mają swoje pseudonimy, supermoce… Widać w „MHA” także echa różnych klasycznych dzieł z USA, ale Horikoshi nadał im własnego charakteru. Wszystko to zaś wieńczy mocne wplecenie w to wszystko elementów szkolnego życia. Nie są może one gigantycznie wyeksponowane, ale typowe dla uczniów problemy są widoczne na stronach mangi i to dodatkowo kupuje młodych odbiorców.


Wszystko to zaś wieńczy wyśmienita szata graficzna, dopracowana i realistyczna, choć przy okazji odpowiednio uproszczona. To dzięki niej klimat i dynamika mangi robią takie wrażenie. Efekt końcowy, łącznie z fabułą, jest znakomity i godny polecenia każdemu miłośnikowi tego typu mang. I chyba nic więcej dodawać już nie trzeba, prawda?


Dziękuję Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Komentarze