wtorek, 11 sierpnia 2020

Piekielna głębia 3 (DVD)

REKINOKALIPSA



„Piekielna Głębia” z 1999 to całkiem niezły, choć jak na pamiętanego z takich filmów, jak „Szklana pułapka 2” czy „Długi pocałunek na dobranoc” Renny’ego Harlina, nie do końca spełniony obraz grozy. Szczególnie, gdy miało się w pamięci „Szczęki” Stevena Spielberga. I chociaż zarobił ponad dwa razy tyle, ile kosztował, przez lata nikt nawet nie próbował wracać do tematu. Kiedy więc w 2018 roku na rynek wideo trafiła „Piekielna głębia 2” niejeden kinomaniak z pewnością był zaskoczony. A teraz do sprzedaży trafia trzecia część i… Co właściwie można o niej powiedzieć?


Fabuła, jak zawsze w takich przypadkach, jest prosta. Doktor Emma Collins zajmuje się obserwowaniem rozmnażania żarłaczy białych. Zwyczajne zajęcie nie powinno skończyć się tragicznie, ale kiedy na wyspie zjawia się były chłopak naszej bohaterki, wszystko może się zmienić. Mężczyzna poluje bowiem na trzy rekiny – potomstwo zmutowanej inteligentnej i zabójczo niebezpiecznej Belli. Ich działania są bowiem wyraźnie widoczne, ofiar przybywa, a jeśli się rozmnożą czeka nas prawdziwa rekinokalipsa! Czy bohaterom uda się powstrzymać bestie zanim będzie za późno?


Gdyby nie „Szczęki” Stevena Spielberga – i, oczywiście, powieść na podstawie której powstały – ludzie tak bardzo nie baliby się rekinów. Na Ziemi w końcu nie brak całej masy zwierząt, które rocznie zabijają o wiele więcej ludzi, a jednak nie stały się ani bohaterami horrorów (a jeśli nawet, to nie takich, które przeniknęłyby do zbiorowej świadomości ludzi), ani też nie zdominowały naszych popkulturowych lęków. Spielberg jednak, dzięki sile swej wizji i niezapomnianej realizacji (a także sprytowi w wykorzystaniu naszych obaw przed niezmierzoną głębią), sprawił że już na zawsze te zębate ryby stały się jedną z naszych fobii i coraz powracają by straszyć nas w coraz to nowych dziełach. Kolejne części „Szczęk”, tak idiotyczny, że aż wart obejrzenia cykl „Rekinado” czy „Meg” to tylko niektóre z filmów, jakimi raczyli nas przez lata twórcy. „Piekielna głębia” Harlina należała na pewno do ciekawszych tego typu produkcji, chociaż była kolejnym zbędnym filmem. Jak rzecz ma się z jej trzecią częścią?


Trudno powiedzieć, żeby był to film, który koniecznie powinien powstać. Nadal o wiele bardziej warto obejrzeć „Szczęki”, chociaż od ich premiery minęło już kilka dekad. Na szczęście nie jest to produkcja na miarę wspomnianego „Rekinada”. „Piekielna głębia 3” to o dziwo całkiem przyzwoita produkcja. Półtorej godziny akcji wypełnionej rekinami, zębiskami, morską głębią i biegającymi z krzykiem bohaterami. W końcu to typowy horror o morderczych rybach, nakręcony poprawnie, z aktorami, których mało kto kojarzy (poza znaną z serialu „Lost” Tanią Raymonde trudno tu dostrzec znajomą twarz), a którzy nawet za bardzo nie starają się grać – bo i po co – i całkiem niezłymi efektami specjalnymi.

Ogląda się to bez nudy. Może i przy okazji bez lęku, ale jednak kilka udanych sekwencji potrafi wprowadzić pewne napięcie. Nie jest to kino wysokich lotów, ot straszak w sam raz na wakacyjny wieczór z paczką znajomych i popcornem w ręku. Ale taki właśnie miał być. W końcu popkultura przyzwyczaiła nas, że to letnie dni są najczęstszą scenerię horrorów, a film grozy o rekinach, szczególnie gdy planujecie wypoczynek nad wodą, to całkiem niezły pomysł.


Dziękuję dystrybutorowi filmu, firmie Galapagos, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz