czwartek, 17 września 2020

Deadpool #10: Tajne imperium - Gerry Duggan, Mike Hawthorne, Matteo Lolli

ŚMIESZNE IMPERIUM


„Tajne imperium” to event na wskroś ponury i poważny, bo traktujący o dojściu do władzy nazistowskiego Kapitana Ameryki, który brutalną siłą próbuje zaprowadzić własne rządy nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Trochę humoru wniosły do niego dodatki znane z tomu „Avengers: Tajne imperium”, teraz jednak pora na całego zanurzyć się w humorystycznej stronie wydarzenia dzięki najnowszym przygodom Deadpoola. I chociaż może się wydawać, że takie podejście do tematu stoi w sprzeczności z główną fabułą, tak naprawdę zebrane tu komiksy w znakomitym stylu uzupełniają ją i zapewniają czytelnikom nieco odprężenia.


Tajne Imperium stało się jawne! Kapitan Ameryka, odmieniony przez kosmiczną kostkę stał się nazistą, przejął władzę nad USA i planuje to samo zrobić ze światem. Deadpool jednak jest jednym z tych, którzy wciąż mu ufają i stoją po jego stronie, pomagając mu umacniać panowanie nad Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Działając w jego drużynie Avengers, składających się głownie z łotrów, Wade Wilson po raz kolejny miesza się w tarapaty, które mogą źle się dla niego skończyć. Czy w porę zorientuje się, że nie działa po właściwej stronie barykady? I czy zdoła zmienić front nim źle się to dla niego skończy?


Deadpool – zarówno seria, jak i postać – powstał jako parodia. Według twórców miał być satyrą na DC-owskiego Deathstroke’a (który nawet w cywilu nazywał się podobnie, nie Wade Wilson tylko Slade Wilson), był też (i jest) uważany za żart ze Spider-Mana, ale mi zawsze najbardziej przypominał Lobo – wulgarnego, brutalnego najemnika, który gdzieś ma wszelkie zasady, za to jego przygody zawsze pełne są czarnego humoru i braku poprawności politycznej. Wszystko to sprawiało, że Deadpool był, jest i będzie formą komicznego ukazania tego, co w świecie superhero jest codziennością i nawet, kiedy brał udział w wielkich wydarzeniach Marvela, zawsze robił to w śmieszny sposób, czasem – jak to było w przypadku „Tajnych wojen” Hickmana – do tego stopnia, że zeszyty o nim odnosiły się do zupełnie innych eventów (w tym wypadku „Tajnych wojen” z 1984 roku).


„Deadpool: Tajne imperium”, który niedawno pojawił się wśród komiksowych nowości, to album, który pozornie nie pasuje do tak poważnego wydarzenia, ale w rzeczywistości jest jego dobrym uzupełnieniem i odświeżeniem. To, co tam było patetyczne i ponure, tu nabiera komicznej lekkości, a chociaż oba dzieła leżą po przeciwnych biegunach estetycznych, naprawdę zgrabnie wzajemnie się dopełniają. Ja najbardziej liczyłem w tym wypadku nie tyle na akcję – choć ta jest jak zawsze znakomita – co żarty i nie zawiodłem się. Kilka tomów „Deadpoola” z Marvel Now 2.0, które miałem w swoich dłoniach nie powaliły mnie na kolana, ale ten na szczęście okazał się być bardzo dobrą, bezkompromisową rozrywką, dobrze narysowaną i nie pozwalającą się nudzić.


W skrócie: „Deadpool: Tajne imperium” to kawał dobrego komiksu rozrywkowego. Czyli jak zawsze. Kto lubi postać i jej przygody, na pewno nie będzie zawiedziony. A kto bliżej nie zna, a chciałby poznać, bo czytał „Imperium”, śmiało może to zrobić. Udana rozrywka, odprężenie, rozprężenie i oczyszczający śmiech gwarantowane.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza