czwartek, 3 września 2020

Doctor Mephistopheles #1-3 – Hideyuki Kikuchi, Kairi Shimotsuki

DEVIL QUAKE


Dziś na warsztat biorę nie pojedynczy tom mangi, a całą serię. Serię krótką, zamkniętą w jedynie trzech albumach, ale dość ciekawą. Kobiecą, a jednak mroczną i pełną dynamicznych starć. Bo „Doctor Mephistopheles” to taki horror fantasy skierowany co prawda bardziej do płci pięknej, ale zawierający wszystko to, czego od gatunku się oczekuje.


Rok 20XX. W dzielnicy Tokio Shinjuku dochodzi do trzęsienia ziemi, które zostaje nazwane „Devil Quake. Co w tym wszystkim dziwnego, nikt nie ma pojęcia co jej jego przyczyną, ale odmienia ono oblicze miasta nie do poznania. Tokio zostaje dosłownie rozdarte na dwie części, oddzielone od siebie wielką przepaścią, a Shinjuku staje się odciętym od reszty prawdziwym piekłem, pełnym grasujących w nim duchów i demonów, gdzie nie działa żadne prawo.

Ale nawet w takim miejscu może pojawić się nadzieja. Tą zaś jest legenda o dwunastu „nieśmiertelnych trzewiach”. Tu na scenę wkracza Meed, piekielny duchowny, który chce wskrzesić Boga za pomocą relikwii. Ale lekarz świata demonów, Mephistopeheles, nie zamierza na to pozwolić. Zaczyna się walka o wszystko…


Na pierwszy rzut oka manga ta skojarzyła mi się z „X” pań z grupy Clamp. Wszystko przez szatę graficzną pełną pięknych, zwiewnych, a zarazem posągowych wręcz chłopców, mroku, walk, krwi i pewnej symboliki połączonej z fantastyką. W „Doctorze Mephistophelesie” ilustracje są co prawda bardziej sterylne, mniej mroczne i z podane z większą dozą uproszczeń, ale skojarzenie już zostało i nie powiem by działało na niekorzyść serii duetu Hideyuki Kikuchi / Kairi Shimotsuki.


Rysunki zresztą to najmocniejsza strona całej historii. Realistyczne, dopracowane i mające swój charakter budują ciekawy klimat serii. Sporo tu wspominanych pięknych chłopców, sporo też nagości, ale i nie brak mocniejszych akcentów. Wszystko to ogląda się naprawdę przyjemnie, a kolorowe strony na początku każdego tomiku wypadają bardzo mile dla oka. I chociaż podobnie ilustrowanych mang nie brakuje, zawsze podobna estetyka przemawia do mnie i tak było również w tym przypadku.


Ale fabuła również jest dobra. Nie stanowi szczytu wybitności, ale to kawał zwięzłego horroru w realiach urban fantasy, czasem oferującego naprawdę ciekawe pomysły. Tempo jest tu właściwe, postacie nieźle nakreślone, choć nieskomplikowane, a sama treść oferuje kawał dobrej rozrywki, przy której nie sposób się nudzić. Bardziej dla przedstawicielek płci pięknej, jak już wspominałem, ale nie tylko. Jeśli więc lubicie podobne klimaty, śmiało po „Doctora Mephistophelesa” możecie sięgnąć. nie będziecie zawiedzeni. Tym bardziej, że to tylko trzy tomiki, które oferują naprawdę dobrą zabawę z klimatem.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza