sobota, 5 września 2020

Gangsta #1-4 – Kohske

GANGSTA’S PARADISE


But I ain't never crossed a man that didn't deserve it
Me be treated like a punk you know that's unheard of
You better watch how you're talkin', and where you're walkin'
Or you and your homies might be lined in chalk
(…)
They got the situation, they got me facin'
I can't live a normal life, I was raised by the stripes

- Coolio (feat. L.V.)


Dziś na recenzencki warsztat biorę zbiorczo kolejną mangową serię. Tym razem mój wybór padł na „Gangstę”, mroczny, krwawy i brudny akcyjniak, który robi na czytelniku spore wrażenie. Chcecie mocnych i realistycznych wrażeń, jednocześnie tempem akcji i sekwencjami walk przypominających shouneny? A zatem złapcie za „Gangstę” i doświadczcie wrażeń, niczym z najlepszego kina gangsterskiego.


Witajcie w Ergastulum, mieście gdzie na dobro nie ma właściwie miejsca. Ulicami, gdzie nie brak prostytutek, a przemoc jest chlebem powszednim, pod okiem skorumpowanych policjantów, rządzą gangsterzy. Ale nie każdy toleruje taki stan rzeczy, a wtedy na scenę wkraczają oni. Nazywa się ich Specjalistami, którzy gotowi są podjąć się dosłownie każdego zadania. A co więcej są w stanie je wykonać. Czasem trzeba odzyskać pieniądze, czasem sprzątnąć jakiegoś niewygodnego członka mafii – a oni się tym zajmą, nie ważne czego wymagałoby to zajęcie. Los chce, że dołącza do nich prostytutka, która zacznie się interesować ich przeszłością…


Chociaż nie jestem fanem gangsterskich klimatów, w swoim życiu poznałem niejedno dzieło z tego gatunku. „Ojciec chrzestny” – zarówno filmowy, jak i powieściowy – nawet jeśli przereklamowany, należy do dzieł, które z przyjemnością poznałem. Swego czasu też zaczytywałem się nawet w polskim komiksie o tytule „Gangsta”, wspólnym dziele Michała ‘Śledzia’ Śledzińskiego i Kamila ‘Kurta’ Kochańskiego o antropomorficznych zwierzęcych gangsterach w czasach prohibicji. I mangowa „Gangsta” w pewnym stopniu kojarzy mi się właśnie z nim, nie tylko ze względu na tematykę, ale też i występujące w opowieści graficznej naszych rodaków elementy samurajskie.


Ale dzieło Kohske to rzecz zupełnie inna. Wykazuje pewne podobieństwa, ale przede wszystkim to mocna opowieść, gdzie krew leje się strumieniami, a trup ściele się gęsto. Opowieść akcji, seinen dla tych miłośników shounenów, którzy sądzą, że wyrośli już z opowieści o nastolatkach bijących się w imię sprawiedliwości i tym podobnych rzeczy. Tu jest wszystko to, co było w shounenach – od szybkiej akcji i walk, przez erotykę i stałe zagrożenie, po (o dziwo) nutę podbudowujących czytelnika scen i popisy sprawności fizycznej – ale przeniesione na poważniejszy, dojrzalszy grunt. Dużo tu brutalności, dużo wspomnianego brudu, tu nawet seks ukazany został bardziej, jako beznamiętna kopulacja, niż cokolwiek innego.


Wszystko to, łącznie z rysunkami, które nie szczędzą nam makabrycznych detali, daje serię dla starszych czytelników. I to takich o mocnych nerwach i nieszczególnie wrażliwych sercach. Bardzo dobrze napisaną, świetnie, realistycznie zilustrowaną i dostarczającą konkretnej dawki męskich przeżyć. Warto ją poznać, jeśli – kolokwialnie mówiąc – kręcą Was takie klimaty, a nie należycie do osób, których komiksowa krew i przemoc przerażają.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie serii do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza